-
Rosja miała zapewnić bezpieczeństwo malijskiej juncie wojskowej, lecz jej Korpus Afrykański przegrał bitwę w Kidal, a minister obrony Mali zginął w zamachu.
-
W regionie Sahelu Rosja stopniowo zastąpiła Francję jako główny partner wojskowy, jednak działania Korpusu Afrykańskiego w Mali są obciążone wysokimi kosztami i nie przyniosły planowanych zysków z eksploatacji surowców.
-
Porażka Rosji w Kidal negatywnie wpłynęła na jej wizerunek w Afryce, lecz rządy w regionie nadal nie mają alternatywy wobec współpracy z Moskwą.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Rosyjscy najemnicy w Mali w teorii mieli powstrzymać islamskich ekstremistów i tuareskich separatystów. W praktyce ich główny cel jest inny. Są kluczowym gwarantem bezpieczeństwa dla rządzącej tam junty wojskowej.
– To uzależnienie wynika przede wszystkim z potrzeby przetrwania reżimu, a nie z autentycznego partnerstwa w zakresie zwalczania terroryzmu – mówi Interii Justyna Gudzowska, dyrektor wykonawcza The Sentry, amerykańskiego think tanku, który tropi brudne pieniądze w konfliktach zbrojnych, korupcję i łamanie praw człowieka.
– Rosja potraktowała Mali priorytetowo – dodaje dr hab. Wiesław Lizak z Uniwersytetu Warszawskiego. Jednak w kwietniu Rosjanie przegrali bitwę o Kidal na północy kraju. Korpus Afrykański okazał się nieskuteczny. Dlatego naszych rozmówców pytamy o przyszłość rosyjskiej obecności w Afryce.
Koniec francuskiego Sahelu
Afryka stała się polem konkurencji światowych potęg. Sahel – region wzdłuż południowych obrzeży Sahary – tradycyjnie związany był polityczną i ekonomiczną opieką Francji. W ostatnich latach doszło tam jednak do radykalnej zmiany i, mówiąc wprost, Francuzów zaczęli wypierać Rosjanie.
– W Afryce Zachodniej narastały coraz bardziej krytyczne głosy wobec stosunków z Francją. Oskarżano ją o neokolonialne metody działania. Głosy te były zresztą podsycane przez propagandę rosyjską, która świetnie wykorzystywała komunikatory i media społecznościowe. Francja – i szerzej Zachód – byli przedstawiany jako zagrożenie, które realizuje swoje interesy kosztem Afryki – tłumaczy Wiesław Lizak.
Region Sahelu, destabilizowany również przez grupy dżihadystyczne, powoli zaczął ulegać Rosjanom. W Mali doszło do dwóch zamachów stanu, w wyniku których władzę przejął w 2021 roku wojskowy Assimi Goita. Rok później do podobnych wydarzeń doszło w Burkina Faso, a potem w Nigrze. Nowe rządy zadeklarowały współpracę z Rosją.
W Mali junta doprowadziła do wycofania się sił francuskich oraz misji ONZ. – Potrzebowała zewnętrznego gwaranta bezpieczeństwa, który chroniłby reżim. Tę rolę od stycznia 2022 roku pełniła Grupa Wagnera, a następnie jej kontrakt przejął Korpus Afrykański – wskazuje Justyna Gudzowska.
Korpus Afrykański powstał po śmierci Jewgienija Prigożyna i przejął interesy Grupy Wagnera w Afryce, np. Republice Środkowoafrykańskiej. Najemnicza formacja ma być gwarantem realizacji interesów Rosji w Afryce. Nie jest częścią rosyjskiej armii, ale faktycznie podlega kontroli Kremla.
– Jest bezpośrednio sterowany przez Moskwę, a Moskwa, biorąc pod uwagę trudne relacje z Zachodem, zaczęła przyznawać, że korpus realizuje jej interesy – zaznacza Lizak.
Korpus Afrykański w Mali
Architektem współpracy z Rosją w Mali był minister obrony Sadio Camara. – Szkolony w Rosji, funkcjonował jako główny kanał komunikacji z Moskwą – podkreśla Gudzowska i dodaje, że Camara był „kluczowym ogniwem” w kontaktach z Kremlem. Był, bo 25 kwietnia wyleciał w powietrze.
Zamach na ministra to część ataków, jakie w kwietniu przeprowadzili tuarescy separatyści – Front Wyzwolenia Azawadu wraz z koalicją ugrupowań islamskich. W ramach tej współpracy bojownicy zajęli też Kidal – miasto w północnym-wschodniej części kraju.
– Porażka w Kidal była najpoważniejszym dotychczas niepowodzeniem rosyjskiego projektu afrykańskiego, zarówno pod względem militarnym, jak i wizerunkowym. Nagrania pokazujące wycofujące się konwoje Korpusu Afrykańskiego, wyśmiewane przez obserwatorów, zostaną w pamięci elit politycznych regionu i utrudnią Rosji pozyskiwanie nowych klientów – komentuje dyrektor The Sentry.

Zaznacza jednak, że utrzymanie kontroli nad północną częścią Mali nigdy nie było podstawą kontraktu Korpusu Afrykańskiego. – Głównym zadaniem było utrzymanie Goity przy władzy i ochrona kluczowych punktów, lotniska, stolicy i najważniejszych osób – wskazuje. Kontrakt realizowany jest nadal, ale śmierć Camary rodzi pytania o skuteczność ochrony, jaką Rosjanie zapewniają juncie.
Nasza rozmówczyni dodaje, że rosyjska obecność w Mali opiera się kilku kluczowych mechanizmach.
To korytarz transportowy przez Gwineę, rosyjskie firmy pomagające w dostawach broni czy też wymiana surowców w zamian za bezpieczeństwo. – Kluczowe pozostaje pytanie czy będą mogły funkcjonować w warunkach pogorszonej sytuacji operacyjnej. Dotychczasowe dowody wskazują, że tak. Kreml ma silną motywację, by zaakceptować koszty wizerunkowe i ostatnie straty, zamiast rezygnować z wpływów budowanych przez lata – uważa Gudzowska.
Koszty są też czysto finansowe. Rozmówczyni Interii wskazuje, jak wiele Rosja płaci za swoją obecność w Mali.
Wielkie wydatki Rosji i fiasko planu zysków
Teoretycznie kontrakt Mali z Korpusem Afrykańskim zakłada, że za obecność najemników płaci rząd. W ubiegłym tygodniu Africa Defense Forum (ADF) – magazyn wydawany przez Dowództwo Wojskowe USA w Afryce – opublikował analizę, z której wynika, że do tej pory na ten cel wydano prawie miliard dolarów.
Liczebność korpusu w Mali jest zmienna. Kiedy w 2024 roku najemnicy pomagali przejąć kontrolę nad północą kraju, według ADF kontyngent liczył około 2500 bojowników.
Finansowanie korpusu ma jednak bardziej skomplikowaną historię. – W 2021 roku uzgodniona stawka wynosiła podobno około sześciu miliardów franków CFA miesięcznie, czyli blisko 11 milionów dolarów – mówi nam Gudzowska. Frank CFA to jednostka monetarna w niektórych krajach Afryki, związana sztywnym kursem z euro.
– Bardzo szybko okazało się jednak, że to kwota nie do udźwignięcia dla Mali. Płatności zostały przerwane w połowie 2022 roku, a następnie obniżone – wskazuje nasza rozmówczyni. The Sentry w 2025 roku przeprowadziło śledztwo na temat finansowania najemników.
Co więcej, Rosjanie w Mali dostali mniej, niż planowali. – Dochody państwa malijskiego w ogromnym stopniu zależą od zagranicznych firm wydobywczych, przede wszystkim kanadyjskich i australijskich gigantów sektora złota, takich jak Barrick, B2Gold, Allied Gold i Resolute. Wagnerowcy próbowali przejąć kontrolę nad kopalniami złota, ale ponieśli porażkę. Model eksploatacji zasobów naturalnych, który sprawdził się w przypadku Grupy Wagnera w Republice Środkowoafrykańskiej, nie został powtórzony w Mali – podkreśla Gudzowska.
Z analizy The Sentry wynika, że przez większość okresu działalności w Mali, najemnicy byli finansowani bezpośrednio przez Moskwę i wskazana kwota miliarda dolarów zawiera też subsydia z Kremla.
Gudzowska wyjaśnia, że junta w zamian obiecywała Rosji koncesje na wydobycie surowców, przyjmowała rosyjskich przedsiębiorców z otwartymi ramionami i uczyniła Moskwę głównym partnerem zagranicznym.
– Zaangażowanie Rosji w Mali miało charakter strategiczny, a nie komercyjny. Moskwa ponosiła znaczną część kosztów w zamian za dostęp polityczny, umocnienie swojej pozycji w regionie Sahelu oraz prestiż wynikający z wyparcia Francji – komentuje rozmówczyni Interii.
Starcie potęg i globalne znacznie wojny w Ukrainie
Jakie zatem konsekwencje będzie mieć przegrana Moskwy w Kidal? – Reżimy jeszcze ufają Rosjanom. Natomiast kolejne porażki, jeśli będą postępować, mogą doprowadzić do erozji zaufania i wpływów rosyjskich w regionie – ocenia Wiesław Lizak. Naukowiec dodaje, że rola Rosji w dużej mierze zależy od sytuacji w Ukrainie.
– Jeśli Rosja tej wojny nie wygra, to na pewno jej wizerunek stopniowo będzie ulegał pogorszeniu. Jednocześnie ekspansja rosyjska jest konsekwencją erozji zaufania do Zachodu. Tutaj nie sprzyja polityka Stanów Zjednoczonych i wycofanie różnych form pomocy dla krajów afrykańskich przez obecną administracje – komentuje Lizak.
Justyna Gudzowska podkreśla, że charakter rosyjskiej ekspansji w Afryce jest zależy od interesów w poszczególnych krajach.
Upokorzenie, którego Rosja doświadczyła w Kidal, niewątpliwie utrudnia jej promocję usług bezpieczeństwa w całej Afryce. Jednocześnie żaden z obecnych partnerów nie dysponuje oczywistą alternatywą
– Republika Środkowoafrykańska jest najstarszym i najbardziej ugruntowanym partnerstwem, opartym na głębokiej integracji gospodarczej. W Burkina Faso i Nigrze Korpus Afrykański pełni bardziej funkcję nadzorczą oraz zabezpieczającą przed zamachami stanu, a jego obecność jest znacznie mniejsza. Madagaskar natomiast stanowi najnowszy kierunek rosyjskiej ekspansji i znajduje się dopiero na wczesnym etapie współpracy – wskazuje.
Konsekwencje porażki w Kidal ocenia podobnie jak Wiesław Lizak, ale zaznacza, że afrykańskie rządy, które potrzebują wsparcia międzynarodowych partnerów, dziś w zasadzie nie mają innej opcji niż Rosja.
– Upokorzenie, którego Rosja doświadczyła w Kidal, niewątpliwie utrudnia jej promocję usług bezpieczeństwa w całej Afryce. Jednocześnie żaden z obecnych partnerów nie dysponuje oczywistą alternatywą. Nowe podejście administracji Trumpa do regionu Sahelu ma charakter transakcyjny i jest uzależnione od priorytetów Waszyngtonu, a nie od oferowania gwarancji bezpieczeństwa. Europa pozostaje podzielona i ograniczona politycznie, natomiast Chiny dostarczają infrastrukturę i uzbrojenie, ale nie wysyłają własnych bojowników – podsumowuje w rozmowie z Interią Justyna Gudzowska.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na jakub.krzywiecki@firma.interia.pl
-
Cios dla junty z Mali i Rosjan. Strategiczny obóz w rękach rebeliantów
-
Przywódca Mali spotkał się z wysłannikiem Rosji. „Silne partnerstwo”


