W ostatnim okresie jesteśmy świadkami, z mojej perspektywy niezwykle szkodliwego kierunku debaty wokół przypadków krzywdzenia dzieci i młodzieży.
Chodzi o używanie w przestrzeni mediów, szczególnie społecznościowych oraz innych tzw. tożsamościowych oraz w „prawicowej infosferze” faktu wyroków sądowych wobec sprawców krzywdzenia seksualnego jako kija bejsbolowego przeciwko politycznym oponentom, co bardzo trafnie opisał Tomasz Terlikowski w Wirtualnej Polsce w tekście pt. „Oskarżam polityków”.
Materiał dotyczy głównie (choć nie tylko) skazanych z Kłodzka: „Z krzywdą małoletnich trzeba walczyć, a nie traktować jej jak pałki. (…) Kłopot polega tylko na tym, że to nie rozwiązuje żadnych problemów, nie pomaga skrzywdzonym ani nie buduje świadomości problemu”.
Gorliwość w wytwarzaniu narracji mających przekonywać, że mamy do czynienia z „polską aferą Epsteina”, gdzie dochodzi do krycia sprawców, tuszowania sprawy przez media, ich powiązań i współpracy w obrębie konkretnych partii oraz instytucji, stoi w ewidentnej sprzeczności z faktami.
Te są takie, że kreujący ten wykrzywiony obraz posiadają wiedzę o przestępstwach tylko dlatego, że wobec sprawców podjęte zostały czynności przez prokuratorów, następnie postawione zostały zarzuty, a po przeprowadzeniu procesu sądy orzekły winę. Oczywiście nie mam wiedzy pozwalającej mi na recenzowanie wyroków sądowych.
Paradoksalnie, nie robią tego także w większości propagujący te spiskowe narracje. Jest to o tyle logiczne, że koncentrowanie się na kwestiach procesowych zaprzeczałoby głoszonym teoriom o „ukrywaniu” przestępców i przestępstw wobec dzieci. Zdaję sobie sprawę z tego, że w polityce i debacie publicznej spory bywają bardzo o ostre.
Rozliczenia, złośliwości i walka emocje są codziennością i pewnym sensie „normalnością” polityki. Jednak w tym przypadku uruchomiono machinę, która nie ma z tą „normalnością” nic wspólnego.
Kłodzko, czyli kalka z USA
Działania te przypominają niemalże „kopiuj, wklej” sposób nakręcania społeczno-politycznych emocji w USA. I nie chodzi jedynie o sprawę Epsteina, ale o produkowanie przez działaczy czegoś na wzór politycznej (i cyfrowej) sekty QAnon teorii spiskowych, jakoby elity Partii Demokratycznej stanowiły zorganizowaną – nomen omen – sektę trudniącą się pedofilią na masową skalę.
Jako rzekome dowody podawano regularne raporty instytucji NCMEC zajmującej się zgłoszeniami dzieci zaginionych. Liczby te wyglądały imponująco i miały świadczyć o działaniu całego przestępczego przemysłu.
Nie informowano już jednak o tym, że – lekko licząc – ponad 90 proc. dzieci odnajduje się relatywnie szybko. Głoszone przez ten ruch teorie brzmią tak absurdalnie, że nawet nie chcę ich tutaj przytaczać.
Jednak na emocjach wokół rzekomej walki zbudowano sporą część ruchu MAGA i poparcia dla Donalda Trumpa. Działo się tak nawet wtedy, kiedy protestowały osoby, instytucje i organizacje zajmujące się przeciwdziałaniem przemocy wobec dzieci i młodzieży. Jednej z nich skradziono nawet hasztag „#savethechildren” używany przez QAnon w ich zmasowanych atakach politycznych, co było szczytem politycznej bezczelności. Używał ich, i wciąż używa, Elon Musk, właściciel platformy X.
Nie jest niczym nowym, że w Polsce próbuje się kopiować metody walki społeczno-politycznej zza oceanu i przekładać je na grunt krajowy. Widać to zresztą na każdym kroku.
Działania te są groźne. Dlaczego?
Po pierwsze, dlatego, że w polskich warunkach i toczącej się właśnie dyskusji dotyczą sytuacji, w których pokrzywdzonymi są wciąż osoby małoletnie. Według publicznie dostępnej wiedzy mają po kilka i kilkanaście lat. Nikt nie bierze chyba pod uwagę, że to może dramatycznie dokrzywdzać te osoby. Stygmatyzowanie osób pokrzywdzonych jest formą przemocy. Świadomość tego wśród osób pełniących funkcje publiczne mogłaby pełnić funkcję ochronną.
Po drugie, opisywana praktyka jedynie zaciemnia faktyczny obraz. Traci na tym sprawa prewencji przemocy. Doświadczenie krzywdzenia, w praktyce, jest zaprzeczeniem spektakularności. Dzieje się w ciszy. Krzywdzenie nie ma legitymacji partyjnej. Jeśli ma związek z ideowymi wrażliwościami, to i tak nie ma ona związku z członkostwem poszczególnych partii. Dotyczy prawej strony, lewej strony i centrum.
Nawet w 80-90 proc. przypadkach krzywdzenia dziecko zna i ufa sprawcy. Sytuacja ma miejsce w najbliższym kręgu rodzinnym, sąsiedzkim, parafialnym, klubowym i w innych miejscach codziennego życia młodych ludzi. Co ważne, międzynarodowe badania pokazują, że ta reguła dotyczy także około 60 proc. doświadczania krzywdzenia przez dzieci w cyberprzestrzeni.
Po trzecie, działania tego typu niszczą zaufanie społeczne i zaufanie do instytucji. Teorie spiskowe są szkodliwe i mają zabójczy wpływ na odporność społeczną. Zazwyczaj znieczulają na prawdziwe wołanie o pomoc.
Wydaje się, że znacznie bardziej wartościowe byłoby przejmowanie zza oceanu nie złych i toksycznych metod walki ideologicznej, ale dobrych praktyk i lekcji wyciągniętych z używania teorii spiskowych w tym zakresie.
Ochrona dzieci i młodzieży, a w szczególności doświadczających przemocy seksualnej, powinna być nadrzędną przesłanką dla wszystkich osób, instytucji, organizacji i partii politycznych komunikujących się w infosferze.





![Kłodzko – afera KO? Konrad Ciesiołkiewicz przestrzega [OPINIA] Kłodzko – afera KO? Konrad Ciesiołkiewicz przestrzega [OPINIA]](https://i.iplsc.com/-/000MJPM51M3IC85Y-C461.jpg)







