To jest już fakt: PiS traci wiejskich wyborców. Przede wszystkim na rzecz Konfederacji oraz Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Ale rośnie grupa „niezdecydowanych”, którzy rozczarowali się PiS i nie chcą głosować na Konfederację.

Nie kwapią się też do głosowania na najstarszą chłopską partię, czyli PSL. Według sondaży poparcie dla ludowców wcale nie rośnie, ale działacze Stronnictwa są przekonani, że sondaże ich po prostu nie doceniają.

Wojciech Mojzesowicz, kiedyś prominentny poseł PSL, potem Samoobrony i minister rolnictwa w rządzie Jarosława Kaczyńskiego w 2007 roku: widać, jak PiS traci na wsi poparcie. Ludzie się do tej partii zniechęcili, za dużo było tego oszukaństwa i krętactwa i ciągle wychodzą nowe nieciekawe rzeczy. Generalnie teraz na wsi panuje apatia, rośnie w ogóle zniechęcenie do chodzenia na wybory. A to, że Konfederacji przybywa zwolenników? To trochę na zasadzie: mam ich wszystkich dość, tych polityków którzy rządzili, a ci z Konfederacji mogą im teraz dobrze dołożyć! Dlatego ludzie ich popierają. Na pewno spadek głosów na PiS nie przełoży się na wzrost dla PSL-u. Na wsi jest takie zniechęcenie do PSL, że nic im nie przybędzie. Wieś ma dość ludowców, jest nimi zmęczona. I ja osobiście jestem przekonany, że to jest ich ostatnia kadencja, jeśli pójdą samodzielnie do wyborów to w następnym Sejmie już się nie znajdą.

Mojzesowicz widzi zmiany „gołym okiem”, ale można je zobaczyć bardzo wyraźnie, jeśli prześledzimy badania CBOS. Jeszcze we wrześniu 2024 r. PiS miał 39 proc. poparcia na wsi, ale potem już partia Kaczyńskiego tylko traciła.

W styczniu 2026 r. poparcie dla PiS deklarowało 25 proc. mieszkańców wsi, w lutym tego roku już tylko 18 proc. Jednocześnie nie zmieniało się praktycznie poparcie dla Platformy (20–22 proc.) i Konfederacji Mentzena i Bosaka (14–15 proc.). Za to wręcz wybuchła sympatia dla partii Brauna — jeszcze we wrześniu 2025 r. mógł liczyć na 5 proc. głosów wiejskiego elektoratu, w lutym 2026 już na 13 proc.

Ten niesłychany wzrost popularności Brauna w wiejskim elektoracie próbują zrozumieć autorzy najnowszego raportu o stanie polskiej wsi, przygotowanego przez naukowców z PAN na zlecenie Fundacji na Rzecz Rozwoju Polskiego Rolnictwa. – Analiza programu Grzegorza Brauna sprawia trudność, gdyż umieścił on w nim prawie wszystko, czego ktokolwiek domagał się dla mobilizowanych przez niego środowisk. Wyraził postulaty w sposób obrazowy i z populistycznym wyjaskrawieniem — pisze w raporcie prof. Jerzy Bartkowski.

– Znajdujemy tu odrzucenie „Zielonego Ładu” i innych unijnych „ładów” z „klimatycznym kłamstwem”. Są populistyczne obietnice, że nie wyprzeda polskiej ziemi ani jej zasobów i że nie pozwoli na okradanie rolników ani na rzucanie im kłód pod nogi. Charakterystyczne jest łączenie ortodoksyjnego liberalizmu z hasłami poprawy warunków pracy rolników: „Urzędnicy i politycy — zostawcie polskich przedsiębiorców, rolników i hodowców w spokoju! PIT, CIT, PCC i ZUS do lamusa”, „Likwidacja uciążliwych przepisów, np. utrudnień w kopaniu studni na własnym polu”. Propagowanie nietolerancji łączy z obroną wolności słowa i wolnością decydowania na swym podwórku: „będę przeciwstawiać się karaniu za tzw. mowę nienawiści”, a także „będę bronić rolników i hodowców przed niesprawiedliwymi represjami ze strony organizacji nadużywających ochrony praw zwierząt”, i „nie chcę ścigania za pietruszkę sprzedawaną na chodniku, lemoniadę sprzedawaną przez dziecko”. Zarazem domaga się akcji państwa: przywrócenia kontroli na granicach w celu ochrony polskich rolników i hodowców przed nieuczciwą konkurencją i obiecuje: „dołożę starań, żeby wyeliminować szkodliwe zjawisko tzw. tuczu nakładczego”.

PiS wygrywał wybory na wsi systematycznie począwszy od 2005 roku. Wtedy po raz pierwszy partia Jarosława Kaczyńskiego uzyskała przewagę nad innymi partiami — zdobyła 23,3 proc. głosów. Platforma Obywatelska uzyskała na wsi ledwie 14,5 proc., a tradycyjnie „wiejskie” PSL — 15 proc. PiS realnie zagroziła wówczas tylko Samoobrona, na którą zagłosowało 20,5 proc. wyborców wiejskich. Także wtedy w wyborach prezydenckich, które odbyły się zaraz po parlamentarnych, kandydat PiS Lech Kaczyński otrzymał w drugiej turze 67,7 proc. głosów mieszkańców wsi i wygrał wybory. Na jego kontrkandydata, czyli Donalda Tuska, zagłosowało dwa razy mniej wyborców wiejskich, czyli 32,3 proc.

PiS wtedy wygrał, ale za słabo, by samodzielnie rządzić. Potrzebował koalicjantów — wybrał Samoobronę i Ligę Polskich Rodzin. Po dwóch latach Jarosław Kaczyński doprowadził do przyspieszonych ponownych wyborów, bo uznał, że teraz już zdobędzie samodzielną większość. I faktycznie nie zawiódł się na wiejskim elektoracie, który okazał się wyjątkowo lojalny — na PiS zagłosowało wtedy 38,6 proc. mieszkańców wsi. Jednak wtedy PiS nie utworzył rządu — pokonała go koalicja PO z PSL, które łącznie uzyskały przewagę (w sumie miały na wsi 45,4 proc.). A ponieważ Jarosław Kaczyński zdołał już wykończyć Samoobronę i LPR, to nie miał partnera do tworzenia rządu, a oba te ugrupowania praktycznie zniknęły ze sceny politycznej. Sytuacja powtórzyła się w kolejnych wyborach w 2011 r. Znowu PiS na wsi wygrał — dostał 36,4 proc. głosów — i znowu to koalicja PO z PSL rządziła, bo łącznie zdobyła większe na wsi poparcie (43,8 proc.).

Choć PiS wtedy nie stworzył własnego rządu, to jednak od roku 2011 można już mówić o tej partii jako o głównej formacji politycznej na obszarach wiejskich. A od 2015 r. Prawo i Sprawiedliwość rządzi na wsi niepodzielnie, jest tu partią dominującą nie tylko wśród rolników, ale też wszystkich mieszkańców wsi. I z każdym kolejnym rokiem więź wiejsko-pisowska jeszcze się zacieśniała, a katastrofa smoleńska zabetonowała ją na lata. To dzięki głosom wsi PiS wygrywało kolejne wybory, bo poparcie dla PiS na obszarach wiejskich zawsze przewyższało poparcie w kraju ogółem. Socjologowie z PAN postawili wówczas tezę: kto wygrywa na wsi, wygrywa też w całym kraju. Jakie to miało znaczenie, wyraźnie było widać w wyborach prezydenckich w 2020 r. Wtedy Rafał Trzaskowski zdecydowanie wygrał z Andrzejem Dudą w miastach, ale przegrał na wsi i ostatecznie to Duda został prezydentem kraju.

PiS wygrało także te ostatnie wybory sejmowe w październiku 2023 r. Ale nie rządzi w kraju, bo nie zdołało stworzyć żadnej koalicji, a na samodzielne rządy zdobyło zbyt mało głosów. Jeszcze wówczas na PiS oddało głosy 45,3 proc. wiejskich wyborców, przy 35,4 proc. poparciu w kraju ogółem. Na Konfederację zagłosowało wtedy na wsi 8 proc. wyborców, przy 7,2 proc. w kraju ogółem. W następnym roku w wyborach samorządowych wieś też znacznie bardziej poparła PiS niż reszta kraju (41,9 proc. na wsi do 34 proc. w kraju) i podobnie w wyborach do Europarlamentu — 46,4 proc. na wsi do 35,2 proc. w kraju.

Ale już w wyborach do europarlamentu w 2024 r. na Konfederację oddało głos 14,7 proc. mieszkańców wsi. I to był pierwszy sygnał, że dominacja PiS na wsi może się skończyć. Zmiany w preferencjach wyborczych mieszkańców wsi jeszcze bardziej uwidoczniły się w wyborach prezydenckich. Wtedy w I turze kandydata Karola Nawrockiego wystawionego przez PiS poparło 37,2 proc. mieszkańców wsi, 18,2 proc. oddało głosy na Mentzena, kandydata Konfederacji, a 7,8 proc. na Grzegorza Brauna, który zdecydował się oderwać od Konfederacji i samodzielnie wystartować jako Konfederacja Korony Polskiej. I to właśnie poparcie przywódców obu odłamów Konfederacji dało dopiero zwycięstwo Nawrockiemu w II turze.

I stało się to, czego tak bardzo obawiał się od lat Jarosław Kaczyński – po prawej stronie wyrosła mu konkurencja. I ta konkurencja na wsi systematycznie zaczęła zabierać głosy PiS.

Na wsi mieszka 39,1 proc. społeczeństwa. Ale rolników jest tylko ok. 10 proc., a w skali całego społeczeństwa tylko 7 proc. To konserwatywna społeczność, dla której hasła narodowo-katolickie mają wielkie znaczenie. I to odwoływanie się do ludowego patriotyzmu, tradycji, haseł narodowych i do kościoła dało PiS taką władzę nad wsią. Prawica zdominowała narrację dotyczącą polityki pamięci, bardzo istotną dla znacznej części wiejskiej społeczności. Ludność obszarów wiejskich jest bardziej prawicowa, autorytarna i wykazuje mniejsze poparcie dla demokracji. To tu hasła o zamachu na samolot prezydenta pod Smoleńskiem trafiały na bardziej podatny grunt niż wyjaśnienia katastrofy lotniczej będącej wynikiem błędów i zaniedbań strony polskiej. Swoisty fenomen polegał na tym, że choć PiS był tak lubiany przez rolników, to niczego dobrego dla wsi w sferze ekonomicznej nie zrobiło. Przeciwnie, zrobił rzeczy negatywnie oceniane przez tę wieś, jak np. wprowadzenie ustawy o ustroju rolnym, która znacznie utrudniła obrót ziemią. Po prostu o poparciu dla PiS decydują czynniki inne niż polityka rolna i jej skutki. Decydują przede wszystkim transfery socjalne, gdyż na wsi jest więcej niż w mieście beneficjentów tej polityki — większa jest dzietność i większa liczba emerytów i rencistów. Do tego większe jest też praktyczne znaczenie „datków” państwowych — np. emerytury rolnicze są znacznie niższe, więc trzynasta czy czternasta emerytura odgrywa tu większe znaczenie niż przy emeryturach zusowskich.

PiS zdobył więc serca mieszkańców wsi najpierw swoją retoryką godnościową i historyczną i odwoływaniem się do tradycyjnych wartości (przy dużym współudziale księży), a po przejęciu władzy transferami socjalnymi.

Ale sytuacja zaczęła się zmieniać już w 2020 r. W październiku 2020 r. w ciągu jednego miesiąca poparcie dla PiS spadło z 40 proc. do 31 proc. Zapowiadało to porażkę wyborczą PiS w najbliższych wyborach – sejmowych. Dawało zarazem Koalicji Obywatelskiej nie tylko szansę, ale i czas na odpowiednie przygotowanie się do trudnego zadania rządzenia Polską w złożonej sytuacji konstytucyjnej.

Przyczyną spadku poparcia dla PiS było nieradzenie sobie rządu z pandemią, a zwłaszcza nawrót fali zgonów. Do tego atak Rosji na Ukrainę i otwarcie granic dla ukraińskich produktów rolnych, zwłaszcza zboża, wywołały zawirowania na naszym rynku, drastyczny spadek cen skupu i problemy ze sprzedażą. Wybuchły protesty, rolnicy blokowali drogi i przejście graniczne. Rolnicy odwracali się od rządu Morawieckiego, ale — jak twierdzi prof. Bartkowski — Koalicja Obywatelska nie wykorzystała tej szansy, by przejąć pisowski wiejski elektorat. Za to udało się to skrajnej prawicy. Pojawili się politycy Konfederacji z hasłami: „Nie dla napływu produktów rolnych z Ukrainy”, a potem „Nie dla Mercosuru”.

Co po PiS-ie

Dlaczego PiS teraz traci wieś? — pytam rolnika, do niedawna zwolennika partii Kaczyńskiego.

— Przestali się zajmować naszymi sprawami, tylko zajmują się sobą. Te ich dwa „płuca” czy jak to się nazywa, przecież to jakieś żarty! Co mnie to obchodzi! Teraz wzywali rolników na marsz do Warszawy na 20 maja. Nie pojechałem i moi koledzy też nie. Tam byli tylko związkowcy, którzy od dawna siedzą w kieszeni u Kaczyńskiego. Czy oni myślą, że my mamy tak krótką pamięć?! Przecież to Wojciechowski klepnął ten Zielony Ład i jeszcze nam wmawiał, że to będzie dla nas z korzyścią. A teraz chcą protestować? Beze mnie.

A dlaczego nie rośnie PSL-owi, skoro ubywa PiS-owi?

– Sam się nad tym zastanawiałem. Coś mi się zdaje, że już jest po ptakach, PSL na wieś nie wróci. Owszem, Kosiniak ciągle siedzi w telewizorze i coś tam gada, nawet niegłupio, ale on gada o wojsku, o obronności, a nic o wsi. Za daleko odeszli od wsi, już nie wrócą.

Adam Nowak, wiceminister rolnictwa i działacz PSL, uważa, że mieszkańcy wsi wreszcie poznali się na „obłudzie i kłamstwach” Prawa i Sprawiedliwości i dlatego nie chcą już na nich głosować. – Przecież to politycy PiS zgodzili się na Zielony Ład, głosowali za nim w Brukseli, wprowadzili nieakceptowalne przez rolników ekoschematy, a teraz ze sztandarami maszerują po Warszawie w proteście przeciwko Zielonemu Ładowi. To szczyt obłudy.

Działacz PSL szczebla powiatowego:

Widzę, że nasza góra jest z siebie bardzo zadowolona. I chyba oni naprawdę szczerze wierzą, że wejdą do Sejmu samodzielnie startując, bez żadnego partnera, tak jak kiedyś wchodzili. Trudno mi uwierzyć w taką głupotę, bo tu na dole widać jak będzie to trudne. Ale nawet na szczeblu wojewódzkim ten optymizm przeważa — damy radę! Podobno zrobili jakieś badania i wyszło im, że w ostatnich 20 latach zawsze na rok przed wyborami sondaże nie dawały im więcej niż 3,5 proc., czyli poniżej progu. A jednak zawsze PSL przekraczał ten próg. Dlatego nie przejmują się obecnymi sondażami.

Marek Sawicki podkreśla, że PSL od dawna nie jest już partią rolników, więc nie można patrzeć na poparcie rolników dla Stronnictwa. — Od 20 lat jesteśmy partią samorządowców i na nich bazujemy, będziemy obudowywać PSL tak, by zyskać jak najlepszy wynik — mówi Sawicki, przekonany, że PSL znajdzie się w następnym Sejmie.

Tymczasem PiS-owi spada, rośnie Braunowi, ale systematycznie rośnie też grupa tych, którzy nie wiedzą, na kogo oddadzą głos — we wrześniu 2025 r. było to 8 proc., w styczniu 2026 r. — 13 proc., w lutym aż 21 proc., a to jest już więcej niż deklarujących poparcie dla partii Kaczyńskiego.

Można więc powiedzieć, że mieszkańcy wsi chcą odejść i odchodzą od Prawa i Sprawiedliwości, część z nich przerzuca głosy poparcia na którąś z konfederacji, ale rośnie liczba niezdecydowanych wśród osób deklarujących jednak gotowość pójścia na wybory. I to „niezdecydowani” mogą ostatecznie zadecydować, kto wygra na wsi najbliższe wybory.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version