Kilkaset koncertów rocznie, miliony wyświetleń w internecie, a jeszcze bójki w klatce, perfumy, kiełbasy i różowa stacja benzynowa na Podlasiu — kim jest Skolim i jak walczył o swoją karierę.
Niedziela, 6 czerwca. Na stadionie sportowym w miasteczku Tuliszków pod Turkiem bawi się 6 tys. wielbicieli piosenkarza Konrada „Skolima” Skolimowskiego. Dwa razy tylu, ilu mieszkańców liczy Tuliszków. — W Dino zabrakło alkoholu i trzeba było go dowozić z innych sklepów — mówi Jadwiga, emerytowana księgowa, której dom sąsiaduje ze stadionem. — Wnuczka mi wyjaśniła, że Skolim, na którego wszyscy czekają, to nasz polski król latino. Puściła mi na komputerze jego największy hit „Wyglądasz idealnie”. Zauważyłam, że ma prawie 300 mln odsłon.
Jadwiga przyznaje, że niezręcznie jej było słuchać z 14-letnią wnuczką, jak król latino śpiewa: „Rozkładam nogi twoje i biorę to, co moje/ Kolejną nockę, skarbie, spędzimy już we dwoje”. Albo: „Lubię, jak się droczysz, myszko, lubię, jak dochodzisz”. — No nie jest to Jerzy Połomski ani Alicja Majewska z Włodzimierzem Korczem, którzy zresztą występowali w naszym domu kultury — kwituje Jadwiga.
Koncert Skolima
Foto: Fot. Filip Miller
Ruszamy na stadion, gdzie jej wnuczka od pięciu godzin pilnuje miejsca tuż przed sceną. Mijamy diabelski młyn z krzyczącymi nastolatkami, bokserską gruszkę, na której chłopaki z pobliskich gmin sprawdzają siłę uderzenia, i dmuchańce dla najmłodszych. Do przyjazdu Skolima została niespełna godzina. Może się spóźnić, bo jedzie do Tuliszkowa z koncertu w odległych o prawie 300 km Chojnicach.
— To będzie mój setny koncert Skolima. Jeżdżę za nim po całej Polsce — mówi 62-letni Waldemar, rencista z Piotrkowa Kujawskiego. — Mam z nim zrobionych ponad 200 zdjęć. Na koncercie w Mieleszynie zdjął z ręki i dał mi niebieską bransoletkę z napisem „Król latino”. Kiedy na nią patrzę, robi mi się wesoło.
Życie Waldemara było raczej smutne. Harował fizycznie w hucie stali i w cukrowni. Jak mówi: nadwyrężył się i wylądował na rencie. Z zasiłkiem ma niewiele ponad 2 tys. zł. Mieszka z siostrą, która również kocha króla latino. Gdyby miał pieniądze, kupiłby dla niej — sprzedawane w stojącym niedaleko sceny skolimobusie — różowe perfumy Bebecita by Skolim. Dla siebie zainwestowałby w wodę kolońską Temperatura by Skolim. Nie może sobie darować, że tydzień temu nie dojechał na piknik Skolimowskiego we wsi Czeremcha na Podlasiu. Z okazji wprowadzenia na rynek kiełbas reklamowanych jego twarzą można było kupić oba te zapachy za pół ceny.
Koncert Skolima
Foto: Fot. Filip Miller
Rozwalić internety
Ilona Łepkowska, nazywana królową polskich seriali, jedna z najpopularniejszych scenarzystek i producentek, przyznaje, że po raz pierwszy usłyszała o Skolimie dzięki nagraniu z grillowania w Czeremsze. Wcześniej, razem ze znajomymi z branży, żyła projektem stworzenia państwowego systemu dopłat do składek ZUS i NFZ dla twórców o niskich lub nieregularnych dochodach. Filmik, w którym król latino podczas live na TikToku wykrzykuje swoje zdanie o projekcie wsparcia artystów, stał się wiralem i dotarł również do niej. — Pojechałem dzisiaj na live po tych kur… artystach — krzyczy w nagraniu Skolim. — Domagają się emerytur, a dzieci oczekują na zbiórki. Państwo polskie nie ma na zbiórki. Artyści albo ci starzy przechlali całą karierę, przećpali, albo ci młodzi robią taką chuj… muzykę czy obraz, że nikt tego nie chce oglądać, a domagają się naszych pieniędzy. Nie ma na to naszej racji. Jak mają nasze pieniądze iść, to na dzieci, na drogi, a nie na jakieś kur… i ćpunów.
— Córka mi powiedziała: „Mama, przecież ten Skolim gra w twoich »Barwach szczęścia«” — wspomina Łepkowska. — Sprawdziłam: jako Patryk Jezierski, kierowca taxi i nauczyciel historii, faktycznie pojawił się w 2018 r. i gra tam do dziś. Wtedy już nie pisałam scenariuszy ani nie byłam producentką tego serialu. Nie wykluczam jednak, że jego rola została rozbudowana, kiedy zaczął robić karierę muzyczną. Bardzo mnie wkurzyło, że będąc częścią branży artystycznej, wypowiedział się przeciwko kolegom, którzy mieli mniej szczęścia czy biznesowego zmysłu i nie osiągają takich dochodów jak on. Człowiek, który jest popularny wśród milionów Polaków, powinien wiedzieć, że przykład idola, który wypowiada się tak lekceważąco i wulgarnie, wspomaga hejt internetowy na artystów.
Tuliszków, Koncert Skolima
Foto: Fot. Filip Miller
Na Filmwebie można przeczytać, że urodzony w 1996 r. aktor Konrad Skolimowski wystąpił w ponad 30 projektach: od seriali, przez etiudy studenckie, po reklamy, m.in. sieci fast foodów. Piszę do twórców kilku z nich, ale po nagraniu z grillowania w Czeremsze nikt nie chce, aby jego nazwisko pojawiło się obok nazwiska Skolima. Znajomy ze Szkoły Aktorskiej Haliny i Jana Machulskich anonimowo opowiada, że młody Skolim często urywał się z zajęć na castingi. Nie narzekał na brak gotówki. Dryg do zarabiania odziedziczył po ojcu, absolwencie politechniki, który handlując kryształami, dorobił się dużych pieniędzy. I babci, która przez lata pracowała w handlu.
— Kiedy zorientował się, że aktorstwo to jednak niepewny kawałek chleba, każdy zarobiony grosz zaczął inwestować w sprzęt muzyczny. Po szkole aktorskiej zaczął studia na stosunkach międzynarodowych. Powtarzał, że jeśli nie powiedzie mu się w muzyce, zrobi wszystko, żeby zostać konsulem — opowiada jego koleżanka z czasów szkoły aktorskiej. — Ze znajomym mechanikiem przesiadywał w prowizorycznym studiu nagraniowym na piętrze serwisu samochodowego. Nagrywał disco polo i z prośbą o udostępnianie i „rozwalenie internetów” wysyłał je do influencerów.
Tuliszków, Koncert Skolima
Foto: Fot. Filip Miller
Miał wszystko
Stadion w Tuliszkowie, Skolim jest spóźniony już o ponad 40 minut. Dziewiętnastoletnia Kornelia z Turku przekonuje, że król latino lada moment przyleci na koncert. Widziała w mediach zdjęcia jego helikoptera lądującego na szkolnych boiskach czy nieużytkach. — Jedzie!!! — krzyczą nastolatki ściśnięte razem z wnuczką Jadwigi w pierwszym rzędzie pod sceną. Intensywnie amarantowy Maybach z ciemnymi szybami i rejestracją L1 SKOLIM parkuje na tyłach stadionu. Król latino w czarnej koszulce z odblaskowymi, zielonymi palmami i jasnych dżinsach przed wejściem na scenę przyklęka na jedno kolano i robi znak krzyża. — Daj mi jedno słowo, a ja już będę obok — zaczyna show piosenką, która do tej pory miała na YouTubie ponad 81 mln wyświetleń. Czternastoletnie Kinga, Amelia i Zuzia, które przyjechały do Tuliszkowa z Konina, podnoszą do góry kawałek dykty z napisem: „Skolim, weźmiesz nas trzy na kamikaze!”. Operator wózka widłowego z Grzymiszewa sadza na ramionach kilkuletniego syna, który na cześć Skolima narysował laurkę z jego portretem i sercem przebitym strzałą. Razem śpiewają fragment „Temperatury” (127 mln wyświetleń): „Jest pijana, no i buja się po klubach/ Gdy z nią tańczę, ręce schodzą na jej uda”.
Krystian, pracownik firmy produkującej kable, i Julka z technikum fryzjerskiego całują się przy przeboju „Niewinna” (miesiąc po wypuszczeniu teledysku ponad 41 mln odsłon): „Nie jesteś niewinna, niegrzeczna dziewczynka/ Sama wiesz najlepiej, co ze mną robisz w myślach!”.
Po zakończeniu koncertu Skolim — wprowadzony w tłum przez ochroniarzy z lokalnej firmy Magnum — przez ponad godzinę robi zdjęcia z fanami. Przesyła całusy, serca. Wskazuje palcem w niebo. Ktoś go całuje, ktoś obejmuje i szepcze coś do ucha. Kiedy wsiada do amarantowego Maybacha, Kinga, Kornelia i Zuzia krzyczą: „Skolim, kochamy cię!”.
Marcin Miller, od 1990 r. lider i wokalista discopolowego zespołu Boys, doskonale pamięta pierwsze kroki Skolima w polskim show-biznesie. — Konrad jako 22-latek wziął udział w polsatowskim talent show dla wykonawców disco polo i dance pt. „Disco Star”. Byłem gospodarzem tego programu, ale też w tzw. precastingach siedziałem za stołem z dwoma innymi jurorami — opowiada. — Pamiętam, że kiedy Konrad wszedł do sali, modliłem się, żeby dobrze zaśpiewał. Miał wszystko: młodość, urodę, charyzmę. Materiał na idola kobiet. Zaśpiewał jednak z dziwną manierą. W sieci do dziś krąży nagranie, jak głosami jury odpada z show. Ze zmontowanego materiału można wywnioskować, że to ja zdecydowałem o jego odejściu, tymczasem, zgodnie z zasadami programu, uszanowałem wolę większości jury. Po kilku latach wspólnik z agencji fonograficznej przysłał mi link do generującego miliony wyświetleń teledysku Skolima „Wyglądasz idealnie”. „To chłopak, który był u ciebie w »Disco Star«” — przekonywał, a ja byłem zszokowany, bo wizerunek króla latino nie pasował do skromnego młodzika sprzed lat.
Złamał szczękę
— Nie byłoby Skolima bez Wojciecha Wonera, menedżera z Wrocławia, który doskonale wyczuwa potrzeby przeciętnego Kowalskiego. Kilkanaście lat temu z sukcesem sprowadził do Polski Sabrinę i Joy, czyli gwiazdy italo disco z lat 80. — słyszę od jednego z producentów muzycznych.
— Skolima polecił mi wokalista zespołu Milano — opowiada Wojciech Woner. — Wiedziałem, że gra w kilku serialach i reklamach i nagrywa piosenki z nurtu disco polo. Muzycznie zapowiadał się nieźle, było słychać, że pracuje nad głosem. Początkowo grał około setki koncertów rocznie, ale widać było, że ma potencjał na gwiazdę. Wszystko zmieniła pandemia, ale zamiast myśleć o dotacjach dla artystów, Skolim zamknął się w studio nagraniowym. Komponował, nagrywał swoje pierwsze hity i teledyski. To już nie były piosenki disco polo, ale taneczne rytmy latynoskie charakterystyczne dla Kuby, Portoryko i Dominikany, ale z polskim akcentem. Obaj wyczuliśmy, że Polska zamknięta na dwa lata będzie tego potrzebować. Czasem słyszę, że dla teledysku „Wyglądasz idealnie”, od którego zaczęła się wielka kariera Konrada, wykupiliśmy w Chinach wyświetlenia. Nic bardziej mylnego: owszem, zainwestowaliśmy, ale w reklamę i pozycjonowanie, zatrudniając najlepszych fachowców w Europie. Dzięki temu dotarliśmy do milionów odbiorców, którym spodobał się Skolim jako latynoski Polak śpiewający o gorącej miłości.
— Z grzecznego chłopca zamienił się w bad boya — mówi koleżanka z czasów szkolnych. — Sprzedał samochód, żeby nagrać teledysk. Mówił, że to jego ostatnia szansa na zrobienie kariery. Był gotowy — dosłownie — o nią walczyć.
— W lipcu 2022 r. nie miałem pojęcia, kim jest Skolim — przyznaje Jan Kapela, aktywista lewicowy, poeta i pisarz. — Po wygranej walce z prawicowym publicystą Ziemowitem Kossakowskim włodarze Prime Show MMA szukali dla mnie przeciwnika. Skolim krytykowany za ordynarny tekst piosenki „Wyglądasz idealnie” wydawał się ciekawym przeciwnikiem. No i pasował do mnie wagowo. Tak przynajmniej wynikało z jego pierwszego spotkania z władzami Prime. Jednak kiedy kilka tygodni później doszło do ważenia, okazało się, że gwałtownie nabrał masy. Był o 15 kg cięższy. Musiał się odwodnić, co mu się wyraźnie nie spodobało. Może dlatego chciał mnie bić już na backstage’u. Był agresywny, wyzywał mnie od lewaków. Podczas walki wypadł mi gumowy ochraniacz na zęby. Skolim to widział, ale nie przestawał mnie tłuc i wygrał w drugiej rundzie. Kiedy sędzia ogłosił jego zwycięstwo, udawał, że się na mnie onanizuje. Poobijany i z bólem głowy zgłosiłem się na ostry dyżur. Okazało się, że bijąc mnie bez ochraniacza, złamał mi szczękę. Wiem, że cztery miesiące później z sukcesem bił się z Księciuniem, wokalistą disco polo. W wywiadach tłumaczył potem, że porzucił freak fight, ponieważ generował on zbyt dużo negatywnych emocji. Dziwne, bo w klatce wydawał się zadowolony, że może komuś dołożyć.
— Wejście do klatki to był doskonały ruch promocyjny i dotarcie do kolejnej grupy odbiorców — mówi znajoma Skolima. — Kojarzyli go nie tylko widzowie „Barw szczęścia” i fani disco polo, ale też setki tysięcy dzieciaków, które śledzą w internecie naparzanki celebrytów i influencerów. Po pierwszych 40 mln wyświetleń wyszedł z internetu do największych stacji radiowych. I zaczął inkasować najwyższe na rynku muzycznym wynagrodzenia za występy: 70 tys. za koncert.
Wszystko na różowo
Trzy dni po koncercie w Tuliszkowie jadę na stację benzynową Skolima do Czeremchy na Podlasiu. To z dachu budynku tej stacji, podczas grillowania kiełbas sygnowanych jego nazwiskiem, krzyczał o „kur… artystach”. Przed tą stacją dzień wcześniej nagrywał teledysk z Cleo, który w 12 godzin został odtworzony ponad milion razy. Wszystko tu jest intensywnie różowe: podane przy wjeździe ceny benzyny (najtańsze w okolicy: 5,41 za litr), myjnia, w której ktoś czyści auto różową pianą, sztuczne palmy i leżaki. Różowa jest nawet fryzura Skolima, który w bluzce w różowe flamingi, na ławeczce przed stacją rozmawia o potencjalnej współpracy z lokalnym producentem bielizny męskiej. Zanim porozmawiamy, obejrzę wnętrze budynku. W sklepiku, który — jak mówi Skolim — ma przypominać butik Louis Vuitton, można kupić wszystko sygnowane jego pseudonimem: od płyty z remiksami piosenek, przez wody toaletowe, koszulki, skarpetki i zawieszki zapachowe, po kiełbasy, kabanosy i parówki.
Kupuję kawę w kubeczku z napisem „Skolim”. Zastanawiam się nad dodatkami do hot doga. Najlepiej schodzi kapusta kiszona, ale tym razem jej brak. — Konrad Skolimowski to geniusz. Czegokolwiek się dotknie, wszystko zamienia w złoto. Niedawno kupił willę w Międzyzdrojach, gdzie parka może przenocować już za 280 zeta — mówi wielbicielka, która przyjechała na stację nie tylko po najtańszą w okolicy benzynę, ale też zdjęcie z autografem. Do kupienia po zatankowaniu.
Skolim ma dla mnie kilkadziesiąt minut. Jest czternasta, a on nie zdążył jeszcze dojeść porannego hot doga i wypić kawy. Po południu występuje w domu kultury w Bielsku Podlaskim. To jeden z 43 koncertów zaplanowanych na czerwiec. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, powtórzy ubiegłoroczny sukces, czyli 503 występy na rok.
Widać, że jest zmęczony. Od pięciu lat cierpi na bezsenność. Śpi po dwie, trzy godziny na dobę. Mówi, że chodzi po mieszkaniu, przewija internet, najchętniej czyta o II wojnie światowej i historii żołnierzy wyklętych. Zapewnia, że wbrew plotkom nie bierze narkotyków. Okazjonalnie — jak podczas grillowania kiełbas z jego twarzą — pozwoli sobie na łyk szampana. Czasem zapali cygaro. Najczęściej sięga po tabakę. Po jego namowach wciągam nosem kreskę tabaki. Pachnie eukaliptusem i pieprzem. Pobudza lepiej niż kawa i papieros. I silnie uzależnia.
Rozmawiamy o filmiku, w którym nazywa artystów „kur…”. Zdenerwował się, kiedy w odpowiedzi na nagranie Doda powiedziała, że powinien się skupić na robieniu kiełbasy. Najbardziej jednak zabolały go słowa Skiby, który zasugerował, że w jego obecnym tempie życia szybko się wypali albo skończy jak Janusz Palikot: bankrut i skompromitowany polityk. — Od lat próbuje się mnie wsadzić w jakąś przegródkę. Również związaną z poglądami politycznymi — mówi Skolim. — Niedługo po sukcesie „Wyglądasz idealnie” dostałem propozycję od jednej z prawicowych partii politycznych. Za użyczenie im do kampanii wyborczej jednego z utworów miałem dostać duże pieniądze. Wtedy bardzo by mi się przydały, ale pomyślałem, że to nie byłoby w zgodzie ze mną. Do dziś pilnuję swojego wewnętrznego kompasu i nie dzielę ludzi na lewicę, prawicę i centrum, do którego jest mi najbliżej. Po mojej głośno komentowanej wypowiedzi o wsparciu socjalnym artystów chcę jeszcze raz podkreślić, że mówiłem o patologii wśród artystów, a nie o twórcach kultury, którzy nie mają na życie. Chciałem też zwrócić uwagę na potrzeby chorych dzieci, np. na konieczność dofinansowania przez państwo terapii chorób rzadkich.
Kiedy odjeżdża ze stacji swoim amarantowym Maybachem, sprawdzam komentarze na jego zrzeszającym prawie 2,5 mln osób Instagramie. „Szacunek za słowa o artystach!”, „Wreszcie ktoś zrobi porządek z tymi kur… artystami”, „Nasz człowiek i prawdziwy Polak!”. I najczęściej powtarzające się: „Skolim na prezydenta!”.

