„Są problemy z prądem, więc zamówiłem generator, dzisiaj pójdę go odebrać. Ale wiesz na czym polega cały dowcip? Że on jest na benzynę” – relacjonuje w rozmowie z reporterem BBC mieszkaniec Krymu.
Dowcip to raczej czarny humor, bo benzyny na okupowanym przez Rosję Krymie nie da się kupić. Od niedzieli stacje paliw na półwyspie wstrzymały sprzedaż paliw osobom prywatnym i firmom. „Paliwo będzie dostarczane instytucjom rządowym, które zapewniają funkcjonowanie i bezpieczeństwo” – ogłosił mianowany przez Moskwę gubernator Półwyspu Krymskiego Siergiej Aksjonow.
Uderzenia Ukraińców w infrastrukturę paliwową spowodowały nową falę kryzysu energetyczny na półwyspie, który wciąż stanowił wakacyjną destynację dla Rosjan.
Krym. „Rosjanie muszą zweryfikować swoje plany urlopowe”
Wakacje na Krymie? Mimo wojny? Owszem, a przykładem niech będzie pełna rozczarowania wypowiedź matki, przytoczona przez niezależną rosyjską Telewizję Dożd.
– Już mieliśmy spakowaną walizkę, kupione przekąski. Jutro o 8:30 mieliśmy siadać do autokaru i jechać. Dzisiaj wieczorem dzwonią i mówią, że wszystko anulowane – relacjonuje kobieta. Opowiada, że jej syn za wyniki w nauce otrzymał bezpłatne miejsce na obozie dla dzieci na Krymie, ale letnie turnusy zostały odwołane.
To – jak przekonywał w poniedziałek Siergiej Aksionow – leży w interesie bezpieczeństwa publicznego.
Decyzja niektórych zastała w drodze – TV Dożd relacjonuje, że autokary z dziećmi były zawracane w połowie trasy. A te wyruszały w stronę Krymu, mimo że uderzenia ukraińskie nie są tam nowością.
Przypomnijmy sobie sceny z ubiegłego roku, gdy drogi były zakorkowane, ale tylko w jedną stronę – bo ludzie masowo uciekali z atakowanego półwyspu, a kurorty mimo szczytu sezonu świeciły pustkami. W tym roku w mediach krąży nagranie turystki, która mówi: „Chcę wrócić do Moskwy. To jest po prostu okropne”, a dyrektorka lokalnego biura podróży mówi o 80 proc. anulowanych rezerwacji na czerwiec.
– Strona ukraińska działa bardzo metodycznie – mówi w rozmowie z Interią dr Kuba Benedyczak, analityk ds. Rosji z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, autor książki „Oddział chorych na Rosję”. – Rozpoczyna się sezon turystyczny nad Morzem Czarnym. Można przypuszczać, że kolejne uderzenia zostaną wymierzone w miejsca takie jak Sewastopol czy inne letniska, w których swoje posiadłości mają kremlowskie elity. Rosjanie z pewnością będą musieli zweryfikować swoje plany urlopowe, bo zagrożenie stało się realne – wskazuje.
Życie codzienne na Krymie
Ale turyści to jedno – są też mieszkańcy. – Nie mam za dużo paliwa, będziemy chodzić pieszo, albo jeździć rowerem – relacjonuje mieszkaniec Krymu w rozmowie z agencją Reutera.
Zostaje też komunikacja miejska, o ile jest i działa. W Sewastopolu, jak podaje BBC, transport publiczny funkcjonuje według skróconego rozkładu jazdy. Ograniczone też zostały godziny otwarcia centrów handlowych, kawiarni i restauracji. Dużym utrudnieniem są przerwy w dostawie prądu.
– Mieszkańcy muszą przygotować się na narastające trudności logistyczne i konieczność improwizacji w codziennym funkcjonowaniu – przyznaje dr Benedyczak.
Jak zauważa, poza paliwem i energią, kluczowym wyzwaniem pozostaje kwestia produktów pierwszej potrzeby, takich jak żywność, leki, czy nawet bieżąca woda.
Zdaniem rozmówcy Interii trudności zaopatrzeniowe to jedna z broni, jaką chcą wykorzystać Ukraińcy. – Krym nie jest jedynym wysuniętym fragmentem Rosji, który jest trudny do zaopatrzenia. Podobną specyfikę ma obwód królewiecki i sądzę, że Ukraińcy mogą dążyć do odcinania kolejnych takich regionów – ocenia analityk z PISM.
Kluczowy półwysep i „zemsta niedźwiedzia”
Jednocześnie Rosjanie łatwo Krymu nie oddadzą. To miejsce o znaczeniu strategicznym. Z punktu widzenia Kremla, jak mówi dr Benedyczak, kontrola nad Sewastopolem jest niezbędna, by odgrywać istotną rolę militarną w basenie Morza Czarnego i zachować równowagę strategiczną wobec NATO. Dlatego działania Ukraińców mające na celu odcięcie tego terenu są dla Rosji bolesne.
– Ostrzegam jednak przed nadmiernym optymizmem, który obserwuję w polskiej infosferze, gdzie pojawiają się głosy, że Rosja już płonie. Ataki na Krym są uciążliwe, ale nie rzucą Rosji na kolana. Nie skłonią jej do rezygnacji z kluczowego postulatu Putina, jakim jest opanowanie całego Donbasu. Pozostaje też pytanie, jak „niedźwiedź przyciśnięty do ściany” zareaguje. Z pewnością w sztabie Pentagonu i kwaterze NATO rozważane są różne scenariusze – mówi ekspert.
Normalność w akompaniamencie alarmu
Zauważa jednocześnie, że Rosja znajduje się w specyficznej sytuacji przed wrześniowymi wyborami do Dumy Państwowej.
– Władza dąży do stworzenia iluzji normalności i spokoju, by móc przeprowadzić kampanię wyborczą bez zakłóceń i ustawić system tak, by machina fałszująca wyniki nie musiała pracować zbyt intensywnie, gdyż ma to swoje granice. Nie bez powodu rosyjski system nazywany jest „autorytaryzmem elekcyjnym” – Kremlowi zależy na uzyskaniu realnego, a nie tylko sfabrykowanego mandatu społecznego. Wkładają wiele wysiłku w budowanie własnej legitymacji – komentuje.
Czy właśnie iluzję normalności mają zapewnić autobusy, które nie zatrzymują się mimo alarmów ostrzegających przed atakiem z powietrza? Taką zmianę, według lokalnych mediów, wprowadzono kilka dni temu w Sewastopolu.
-
Seria eksplozji na okupowanym Krymie. Trafiono w strategiczne obiekty
-
Seria potężnych ataków na Krymie. Ukraińskie drony trafiły celnie


