W czasie spotkania w pubie Sławomira Mentzena lidera Konfedeacji z kandydatem KO i ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim nagle pojawili się przeciwnicy Koalicji Obywatelskiej wyrażający swój sprzeciw. Jak się okazuje nie, byli oni przypadkowi. Tym, który skandował był toruński radny PiS Maciej Koziołocki.
Kiedy politycy Koalicji Obywatelskiej w towarzystwie Sławomira Mentzena rozsiedli się w pubie przy piwie, a Radosław Sikorski wrzucił do sieci film o tym, jak spokojnie piją piwo w pubie, nagle pojawili się przeciwnicy Trzaskowskiego, a do sieci natychmiast trafił inny film.
Panowie krzyczeli tradycyjnie „Byłeś w ZOMO, byłeś w ORMO, teraz jesteś za Platformą” i okolicznościowo „Rafał, Rafał, rzuć monetę, czy dziś jesteś LGBT”. Były też okrzyki „Sławek, jedziesz”, które chyba odnosiły się do ministra sportu Sławomira Nitrasa. Zdarza się, bo przecież wiadomo, że polityk w przestrzeni publicznej musi się liczyć z obecnością swoich przeciwników. Ale jak się okazuje, towarzystwo nie było przypadkowe.
Świadkowie zdarzenia twierdzą, że był to po prostu radny PiS Maciej Koziołocki. Oczywiście radny z Torunia, który najwidoczniej widząc w internecie film Sikorskiego, skrzyknął kolegów i pojawił się w pubie u Mentzena. Te same informacje opisuje portali Ototorun.pl, który radnych toruńskich zna lepiej. Zapytaliśmy pana radnego o komentarz do tej historii, ale nie doczekaliśmy się przez cały dzień odpowiedzi ani od niego, ani z toruńskiego klubu radnych PiS.
Maciej Koziołocki
Foto: Tytus Żmijewski / PAP
Maciej Koziołocki pracował w regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w poprzednim rozdaniu, ale także zajmował miejsce na przykład w radzie nadzorczej Polskiego Radia PIK. Współpracował także z Janem Krzysztofem Ardanowskim, który był jednym z najpotężniejszych polityków PiS w kujawsko-pomorskim. Ostatnio Ardanowski poparł Karola Nawrockiego.
PiS ma pewną tradycję zakłócania wieców wyborczych i spotkań swojej konkurencji. Kiedy Bronisław Komorowski 10 lat temu jeździł po Polsce, na jego spotkania wpadali politycy PiS (przodowała w tym posłanka Anna Paluch) ze swoimi ludźmi, żeby pobuczeć, pokrzyczeć i poprzeszkadzać. O ile jednak w czasie spotkania w plenerze to jeszcze ma sens, to w zamkniętym pubie, gdzie przez dwie godziny nikomu obecność ministra spraw zagranicznych nie przeszkadzała, raczej sprawia wrażenie politycznej desperacji. Ale być może pan radny po prostu postanowił zaistnieć na troszkę większą skalę.


