— Morawiecki pokazał, że on się prezesa nie boi. To jedyny taki polityk PiS. Nie boi się i uważa, że ma rację. Niektórzy twierdzą, że Kaczyński wie, że on ma rację, tylko nie może tego powiedzieć — mówił w najnowszym wydaniu „Stanu Wyjątkowego” Kamil Dziubka z Onetu. Autorzy słuchowiska uważają, że były premier będzie podgrzewał awanturę w partii, ale zrobi to w sprytny sposób.

Mateusz Morawiecki przygotowuje objazd [po kraju] — mówił w „Stanie Wyjątkowym” Andrzej Stankiewicz. Wrogowie Morawieckiego w PiS pokazali prezesowi mapę tego objazdu i spotkań byłego premiera przed wyjazdowym klubem partii. — Prezes dostał szału i powiedział, że koniec ze stowarzyszeniami. Wszystkimi, ale przede wszystkim tym Morawieckiego — relacjonował Stankiewicz.

Jego zdaniem po klubowej awanturze Mateusz Morawiecki nieco załagodził sytuację w partii. Ale to tylko pozory, bo za kulisami były premier ostro gra przeciwko swoim wrogom w PiS. — Kluczowe jest, że ma kompletnie w nosie to, do czego zobowiązał się wobec Jarosława Kaczyńskiego — mówił Stankiewicz.

Chodzi m.in. o zawieszenie rekrutacji do stowarzyszenia Rozwój Plus, które były premier powołał ze swoimi ludźmi. — Morawiecki rekrutuje radnych PiS. Znają państwo Michała Cieślaka? To jest człowiek, który chciał wyrzucić dyrektorkę poczty w Pacanowie, bo narzekała za rządów PiS na drożyznę. Były członek Porozumienia Jarosława Gowina, który uczestniczył w rozbijaniu — razem z Adamem Bielanem — tej partii. Cieślak ma kosę u siebie na Kielecczyźnie z Anną Kupką, która jest bliższa frakcji maślarzy. Sam Cieślak zebrał tam chyba z 200 radnych Morawieckiemu — mówił Stankiewicz.

— Morawiecki rekrutuje radnych też na Dolnym Śląsku i w wielu innych miejscach. Może nie rekrutuje posłów. Jemu już wystarczy 40 posłów. Natomiast on rekrutuje ludzi w terenie. I to w strukturach Prawa i Sprawiedliwości. Plus przyciąga ludzi spoza PiS — dodawał Stankiewicz. Jego zdaniem Morawiecki nie realizuje decyzji Kaczyńskiego, który pozwolił zarejestrować stowarzyszenie, ale zakazał jego rozwijania. — Morawiecki wciąż je rozbudowuje. Nie stosuje szyldu PiS — mówił Stankiewicz.

Po burzliwym posiedzeniu wyjazdowego klubu Morawiecki miał też obiecać Przemysławowi Czarnkowi, że udzieli mu wsparcia i wystąpi na jego wiecach. — Nie chce być krytykowany za problemy w jego kampanii, chociaż kompletnie w jego kampanię nie wierzy. Żeby była jasność: Czarnek na różnych spotkaniach nazywa to, co się dzieje między Morawieckim a resztą partii, czyli maślarzami, patozwiązkiem. Uważa, że generalnie Morawiecki dąży do rozłamu w partii — mówił Stankiewicz.

Z kolei Kaczyński ma ustąpić i spełnić jedno z żądań byłego premiera. — Morawiecki […] bojkotuje posiedzenia prezydium Komitetu Politycznego. Dlatego, że uważa, że ziobryści wynoszą po prostu z niego informacje. I jest ich arytmetycznie w tej kluczowej strukturze decyzyjnej po prostu o wiele więcej. On jest sam, ma Ryszarda Terleckiego — mówił Stankiewicz.

— Morawiecki chce wywalczyć zmianę formuły prezydium Komitetu Politycznego. Ma być dokooptowane kilka osób, które są związane z Morawieckim. I kiedy w tym prezydium Komitetu Politycznego — uwaga, to jest typowo pisowskie — będzie tam nie wiem, 25 czy 26 osób, to dla Kaczyńskiego już będzie za dużo. W związku z tym on zawęzi grono decyzyjne jeszcze bardziej, więc będzie Prezydium Prezydium Komitetu Politycznego — PPKP — i tam się znajdzie pięć czy sześć osób decyzyjnych — tłumaczył Stankiewicz.

— Morawiecki […] natomiast wciąż bierze pod uwagę — i to wiemy po rozmowach, które prowadzimy — start w wyborach […]. Twierdzi, że to on jest atakowany. Musiał stworzyć stowarzyszenie jako formę swojej obrony przed maślarzami. I uważa — to dość poważny zarzut — że kampania Czarnka niczego nie pokazuje, że Czarnek nie doprowadził do nowego otwarcia — mówił Stankiewicz.

Jaka jest strategia Morawieckiego na tym etapie rozgrywki w PiS? — Uważa, że maślarze chcą […] doprowadzić do tego, żeby rękami prezesa usunąć go i przejąć partię jako pewnego rodzaju swoje dobro. Jest tutaj […] pewna wojna o szyld. Z punktu widzenia Morawieckiego lepiej byłoby ten szyld przejąć. Natomiast on odejdzie, jeżeli zostanie do tego zmuszony, jeżeli dojdzie do jakiejś totalnej konfrontacji. Na razie mam wrażenie, że on chce, korzystając ze słabości Kaczyńskiego, […] doprowadzać ten konflikt do takich sytuacji granicznych. Ale na razie jeszcze chyba nie jest gotowy przekroczyć tej granicy […] — mówił Stankiewicz.

Kamil Dziubka z Onetu relacjonował swoje rozmowy z politykami PiS z niechętnego Morawieckiemu obozu. Zwrócili mu oni uwagę, jak były premier kaptował posłów partii do swojego stowarzyszenia? — Organizowała mu spotkania podobno Maria Koc, wieloletnia senatorka z Mazowsza, w hotelu poselskim. On z każdym rozmawiał. To są bardzo często ludzie, którzy są sfrustrowani swoją pozycją w partii. Np. poseł Grzegorz Lorek. Słyszę, że poseł Lorek to jest bardzo mało aktywny […]. Na Nowogrodzkiej jest taka tabelka podobno w Excelu. […] Słyszałem, że tam są nazwiska konkretnych posłów i jakieś zadania, które oni mają realizować. No i tam przy pośle Lorku najczęściej świeci się na czerwono. To znaczy: on nie dowozi. I to są ludzie sfrustrowani swoją pozycją w partii. Ludzie, którzy uważają, że Nowogrodzka się z nimi nie liczy. Morawiecki mami ich obietnicą, że będzie się z nimi liczył, będzie ich angażował różnego rodzaju projekty, że będzie z nimi w kontakcie — mówił Dziubka.

— Znam takich posłów, którzy dostawali od Morawieckiego oferty. Nie skorzystali z nich z różnych powodów. Bo mieli inny projekt, bo zastanawiali się, w którą stronę pójść. Czy bardziej z maślarzami, czy z nim. To jeszcze było kilka miesięcy temu, ale on ewidentnie szukał takich posłów. Robił sobie taką selekcję ludzi, których może przyciągnąć, bo albo rokują, są młodzi i on czuje, że mają potencjał, jeszcze nie są powszechnie znani, przydadzą mu się. Albo takich, którzy są już od kilku kadencji, ale — mówiąc delikatnie — nie są frontmenami — dodawał Stankiewicz.

— Co jest słabością, a co siłą Morawieckiego? — Siła jest taka, że — po pierwsze — on jest cały czas bardzo popularny w elektoracie PiS. Wszelkie badania to potwierdzają. A po drugie — Morawiecki pokazał, że on się prezesa nie boi. I moim zdaniem to jest jedyny polityk PiS (oczywiście Lech Kaczyński to była zupełnie inna bajka), który na przestrzeni tych ponad 20 lat pokazał […], że się nie boi i uważa, że ma rację. Niektórzy twierdzą, że Kaczyński też wie, że on ma rację, tylko nie może tego powiedzieć, bo by mu się partia rozsypała. Z […] kierownictwa PiS dzisiaj Morawiecki jest pewnie jedynym człowiekiem, który merytorycznie ogarnia bycie premierem. Natomiast oczywiście on miał swój czas i pewnie przez dużą część partii jest nie do zaakceptowania. […] A co jest jego słabością? Słabością jest to, że on nie ma kluczy do list wyborczych. Te klucze cały czas trzyma Jarosław Kaczyński — mówił Dziubka.

— I taki poseł Lorek, jeżeli Kaczyński go atakuje, to drżą mu łydki. On się widzi za półtora roku w negocjacjach z prezesem o miejsce na listach. I wtedy pan Mateusz może nie być w stanie — jeżeli nadal będzie w PiS — swoich 40 ludzi umieścić na listach. Inaczej: Kaczyński musiałby być skrajnym idiotą — a nie jest nim — żeby wpuścić aż tylu ludzi Morawieckiego na listy, bo to mu grozi rozłamem po wyborach — tłumaczył Stankiewicz.

— Więc ta rozgrywka musi zostać rozstrzygnięta wcześniej, czyli przed rejestracją list wyborczych, bo Kaczyński może po prostu Morawieckiego totalnie ogołocić z ludzi — podsumował Dziubka.

„Stan Wyjątkowy” to program, w którym Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Jacek Gądek dyskutują o najważniejszych politycznych wydarzeniach tygodnia. Czołowi dziennikarze Onetu i „Newsweeka” zapewniają słuchaczom i widzom nieszablonową, często żartobliwą, ale zawsze merytoryczną rozmowę, a ich ogromne doświadczenie dziennikarskie i znajomość kulis polskiej sceny politycznej gwarantują potężną dawkę informacji.

HtmlCode

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version