Amerykanie podczas ataku na Iran stracili trzy myśliwce Boeing F-15E Strike Eagle. Wszystkie padły ofiarami kuwejckiej obrony przeciwlotniczej. Nie jest to nic dziwnego, zwłaszcza w przypadku operacji o dużej intensywności.

Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka

Jeszcze pół roku temu media naigrawały się z Rosjan, którzy nad Krymem zestrzelili własnego Suchoja Su-30SM, myląc go z ukraińskim pociskiem Storm Shadow/SCALP, choć bratobójczy ogień nie jest zjawiskiem wyjątkowym, nawet na dzisiejszym, silnie zinformatyzowanym polu walki.

Trafienie własnych wojsk, szczególnie w warunkach konfliktu o dużej skali, pozostaje jednym z immanentnych zagrożeń prowadzenia działań zbrojnych. Doświadczenia różnych wojen pokazują, że w wyniku takich pomyłek ginęło od kilku do nawet kilkunastu procent żołnierzy, najczęściej wskazuje się przedział od dwóch do 10 proc.

Także w historii polskich sił zbrojnych nie brak podobnych epizodów. We wrześniu 1939 r. porucznik pilot Marian Pisarek omyłkowo zestrzelił własny samolot bombowo-rozpoznawczy PZL.23B Karaś z 42. eskadry rozpoznawczej. W wyniku tego zdarzenia zginął obserwator, a pilot oraz strzelec odnieśli rany. Kilka lat później, w 1943 r., kapitan pilot Bolesław Gładych niemal doprowadził do zestrzelenia maszyny, na pokładzie której leciał brytyjski premier Winston Churchill.

Polacy bywali również ofiarami ognia sojuszniczego. W 1942 r. brytyjski i norweski okręt zatopiły okręt podwodny ORP „Jastrząb”, myląc go z niemieckim U-Bootem. Dwa lata później żołnierze 3. Kanadyjskiej Dywizji Piechoty oraz 1. Polskiej Dywizji Pancernej znaleźli się pod bombami amerykańskich lotników. W wyniku nalotu zginęło 65 żołnierzy, a około 250 zostało rannych. Dzień później sytuacja powtórzyła się za sprawą brytyjskich samolotów myśliwsko-bombowych, co przyniosło kolejne ofiary śmiertelne.

Podobne incydenty zdarzały się także w czasach znacznie nam bliższych. Podczas I wojny w Iraku alianci stracili w wyniku bratobójczego ognia dziewięć samolotów z 39, jakie stracili w wyniku działań bojowych. W 2003 r. amerykański system Patriot, na skutek błędu, zestrzelił samolot pokładowy F/A-18C Hornet, a pilot maszyny poniósł śmierć. Kilka tygodni później, w wyniku kolejnej pomyłki identyfikacyjnej, rakiety Patriot strąciły brytyjskiego Tornado GR4A, zabijając całą jego załogę.

Jak widać amerykańskie straty poniesione w trakcie ataku na Iran wpisują się w długą historię tego rodzaju incydentów, nawet w armiach dysponujących najbardziej zaawansowanymi systemami dowodzenia, rozpoznania i obrony powietrznej na świecie. I to mimo posiadania znakomitych systemów rozpoznania swój-obcy.

Potwierdzenie zestrzelenia trzech amerykańskich samolotów F-15E przez obronę przeciwlotniczą Kuwejtu zostało oficjalnie przekazane przez U.S. Central Command. Wszystkie załogi bezpiecznie się katapultowały. Według dostępnych informacji wszystkie trzy utracone maszyny mogły należeć do 335th Fighter Squadron „Chiefs”. Dywizjon lata na F-15E Strike Eagle wyprodukowanych pod koniec lat 80. i na początku lat 90. XX wieku.

Są to jedne z najstarszych egzemplarzy tego typu pozostających jeszcze w służbie liniowej. Z technicznego punktu widzenia utrata tych maszyn nie zmienia więc zdolności bojowych USAF, ponieważ i tak miały zostać wycofane w najbliższych latach, jednak z wizerunkowego jest to strata dość poważna.

Nie bez znaczenia jest również fakt, że samoloty te i tak znajdowały się u schyłku swojej kariery. USAF od dłuższego czasu planuje albo głęboką modernizację floty F-15E, obejmującą 99 najnowszych egzemplarzy wyposażonych w mocniejsze silniki F100-PW-229, albo wręcz całkowite odejście od Strike Eagle’i na rzecz zakupu około stu nowych F-15EX. Ten drugi wariant jest coraz częściej rozpatrywany jako rozwiązanie bardziej racjonalne finansowo i operacyjnie, zwłaszcza w kontekście rosnących kosztów utrzymania starzejących się płatowców.

W tym kontekście pojawiają się również informacje o planach zakupu kolejnych F-15EX ponad pulę przewidzianą pierwotnie. Utrata trzech F-15E w wyniku bratobójczego ognia może więc paradoksalnie przyspieszyć decyzje modernizacyjne, dostarczając argumentów zwolennikom szybszego wycofania wysłużonych Strike Eagle’i i zastąpienia ich nową konstrukcją, lepiej przystosowaną do działania w środowisku nasyconym nowoczesną obroną przeciwlotniczą.

Kuwejt dysponuje obecnie ośmioma bateriami systemu Patriot w wariancie PAC-3 oraz sześcioma bateriami w starszej konfiguracji. Dodatkowo kraj ten wdraża systemy NASAMS, których dostawy przewidziano na lata 2024–2026.

Takie nasycenie obroną przeciwlotniczą, w połączeniu z wysoką intensywnością operacji powietrznych, tworzy środowisko sprzyjające błędom identyfikacyjnym, nawet jeśli formalnie obowiązują procedury koordynacji i wymiany danych z siłami amerykańskimi. W sumie w strefie odpowiedzialności kuwejckiej obrony przeciwlotniczej mogło znajdować się nawet 900 różnych obiektów.

Systemy takie jak Patriot czy NASAMS projektowane są z myślą o zwalczaniu szybkich, trudnych do wykrycia celów, a decyzje o odpaleniu pocisku muszą być podejmowane w bardzo krótkim czasie. Przy dużej liczbie obiektów powietrznych i potencjalnych zagrożeń, nawet niewielkie opóźnienia w aktualizacji obrazu sytuacji powietrznej lub błędy w transmisji danych mogą prowadzić do tragicznych konsekwencji.

Zestrzelenie własnych lub sojuszniczych statków powietrznych w zasadzie nie jest efektem jednego błędu, lecz splotu wielu czynników technicznych, organizacyjnych i ludzkich. I będzie się zdarzało, choćby nie wiadomo jak nowoczesne systemy były stosowane.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version