
-
Łukasz J., skazany za brutalne zabójstwo, otrzymał przerwę w odbywaniu kary z powodu poważnego stanu zdrowia.
-
Interia poznała szczegóły warunków zwolnienia z zakładu karnego.
-
W trakcie pobytu na wolności mężczyzna dopuścił się czterech przestępstw, w tym kradzieży i napaści na policjantów.
-
Były szef polskiego więziennictwa, dr Paweł Moczydłowski wskazuje w rozmowie z Interią na potrzebę zwiększenia nadzoru nad więźniami korzystającymi z przerw w odsiadce.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
W ubiegłym tygodniu media obiegła informacja o 40-latku, który w jednym ze sklepów w Łomży ukradł puszkę charytatywną WOŚP. Później, podczas zatrzymania zaatakował policjantów nożem.
Wydawałoby się, że to historia jak dziesiątki innych. Jednak w komunikacie prasowym Komenda Miejska Policji w Łomży dodała, że zatrzymany miał przerwę w odbywaniu kary 25 lat więzienia za „najcięższą zbrodnię”.
Jak dowiaduje się Interia, zatrzymany to Łukasz J., który przed laty został skazany za współudział w zabójstwie ze szczególnym okrucieństwem. Wiemy również, dlaczego mógł opuścić zakład karny przed końcem wyroku.
Noc z 28 na 29 marca 2008 roku. Do domu 71-letniego Lucjana K. w Makowie Mazowieckim włamuje się trzech mężczyzn. Jednym z nich jest Łukasz J. Napastnicy wchodzą przez okno w piwnicy. Dokonują rabunku i nie oszczędzają starszego mężczyzny, który mieszkał samotnie.
Dotarliśmy do akt starej sprawy. Przytoczony w wyroku sądu opis obrażeń zadanych K. wskazuje działanie tak brutalne, że nie będziemy go dokładnie cytować. 71-latek próbował uciekać. Sprawcy uderzyli go łącznie 132 razy, atakowali siekierą i nożem. Zwłoki polali wapnem i porzucili. Łukasz J. miał wtedy 22 lata.
Dwa miesiące później policja ujęła trzech sprawców. Wówczas rozpoczęła się trwająca niemal pięć lat batalia sądowa. Najpierw w 2009 roku Sąd Okręgowy w Ostrołęce skazał mężczyzn na dożywocie. Po apelacji J. dostał 10 lat, dwóch pozostałych zostało uniewinnionych. Wtedy apelację złożyła Prokuratura Rejonowa w Przasnyszu. Po kolejnym wyroku wszyscy trzej mężczyźni dostali kary 25 lat pozbawienia wolności. I znów odwołali się od wyroku.
Sprawa trafiła do Sądu Apelacyjnego w Białymstoku. Prawomocny wyrok zapadł w lutym 2013 roku. Sąd podtrzymał wcześniejszą decyzję i utrzymał karę 25 lat. Powołał się przy tym na opinie sądowo-psychiatryczne i sądowo-psychologiczne.
„Wszyscy oskarżeni posiadają nieprawidłową osobowość z cechami typu dyssocjalnego, ze skłonnościami do zachowań impulsywnych, agresywnych oraz lekceważenia powszechnie obowiązujących norm społecznych i moralnych” – podkreślono w orzeczeniu.
Co więcej, zabójstwa dokonali w warunkach recydywy. Okolicznością łagodzącą był jedynie młody wiek oskarżonych oraz fakt, że „pochodzą z rodzin głęboko dysfunkcyjnych, w których rodzice nie interesowali się losem dzieci, a nawet sami byli uzależnieni od alkoholu i z takiego wzorca zachowań czerpali również oskarżeni”.
Dlatego sąd odstąpił od kary dożywocia, bo jak wskazano w uzasadnieniu wyroku – „nie chciał całkowicie przekreślać możliwości ich resocjalizacji i zamykać im powrotu do społeczeństwa”.
12 lat później Łukasz J. opuścił więzienie. Dostał zgodę na przerwę w odbywaniu kary.
Łukasz J. na wolności. Przerwa w odbywaniu kary
Zgodnie z prawem na przerwę w trakcie wyroku musi zgodzić się sąd. Jak dowiaduje się Interia, w tym przypadku był to Sąd Okręgowy w Łomży, co wynika z miejscu pobytu osadzonego. Ustaliliśmy, że J. przebywał w Zakładzie Karnym w Czerwonym Borze.
Wniosek o przerwę w odbywaniu kary złożył dyrektor więzienia ze względu na stan zdrowia skazanego. By sąd taki wniosek zaakceptował, konieczne jest spełnienie dwóch warunków. Po pierwsze, odpowiednią opinię musi wydać Centralny Zarząd Służby Więziennej. Po drugie stan zdrowia osadzonego musi zagrażać jego życiu lub zdrowiu i nie ma możliwości leczenia go na terenie zakładu karnego.
Oba warunki zostały spełnione. Z naszych informacji wynika, że stan zdrowia J. jest bardzo poważny i w takiej sytuacji rzeczywiście leczenie w więzieniu nie byłoby możliwe. Sąd uznał wniosek o przerwę za zasadny.
Interia ustaliła, że sąd zgodził się na przerwę w odbywaniu kary pod koniec października 2025 roku. Przerwa miała trwać pół roku, na wolności J. miał podjąć leczenie. Jednak pierwszego przestępstwa dopuścił się już grudniu.
Cztery nowe przestępstwa w Łomży
Z ustaleń KMP w Łomży wynika, że jeszcze przed końcem roku J. „kierował groźby karalne wobec innej osoby oraz w jednym z łomżyńskich sklepów dokonał kradzieży artykułów spożywczych na kwotę ponad 800 złotych”.
Do listy przestępstw w styczniu dołączyła wspomniana już tzw. kradzież zuchwała. To sprawa kradzieży wspomnianej na początku artykułu puszki Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
„Podczas zatrzymania mężczyzna wyjął nóż i zaatakował policjantów” – relacjonują funkcjonariusze z Łomży. Został ujęty 23 stycznia i jest tymczasowo aresztowany. Prokuratura postawiła mu cztery zarzuty – po jednym za każde z przestępstw. Najpoważniejsze z nich to czynna napaść na policjantów, za co grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
Powstaje pytanie dlaczego człowiek skazany za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem miał możliwość te przestępstwa popełnić.
„Potrzeba zwiększenia nadzoru”. Ekspert o kulisach systemu więziennictwa
O przerwach w odbywaniu kary więzienia rozmawiamy z dr. Pawłem Moczydłowskim, socjologiem i kryminologiem, który na początku lat 90. kierował polskim więziennictwem. Pytamy o skalę problemu przestępstw popełnianych przez więźniów w czasie przerwy w odsiadce.
– Niestety takie sytuacje bywają. Każdy taki przypadek to jeden za dużo – mówi nam ekspert, ale jednocześnie zaznacza, że rzeczywiście Służba Więzienna nie ma możliwości leczenia wszystkich przypadków medycznych, a pozbawianie więźniów właściwej pomocy medycznej byłoby niehumanitarne.
– Taką furtkę bym zostawił, bo jeśli nie ma możliwości leczenia w więzieniu i poza więzieniem, to staje się ono umieralnią – mówi Interii Moczydłowski. Dodaje również, że dla systemu więziennictwa nie jest dobrze, gdy poziom umieralności więźniów jest wysoki, bo wówczas system ten jest źle oceniany.
– Nie ma co kryć, że w naszym systemie więziennictwa nie da się wszystkiego leczyć i chętnie się takich więźniów pozbywa z zakładu. Ale dzieje się to zgodnie z prawem – podkreśla nasz rozmówca.
Zwraca jednak uwagę, że inną kwestią jest nadzór nad skazanym w trakcie przerwy. Zgodnie z Kodeksem karnym wykonawczym, kiedy sąd udziela przerwy w wykonaniu kary, może zobowiązać więźnia do utrzymywania kontaktu z kuratorem, niezmieniania pobytu bez zgody kuratora, podjęcia starań o pracę oraz meldowania się w jednostce policji.
Istnieje też elektroniczna forma dozoru więźnia – za pomocą specjalnej opaski na nodze, która stale monitoruje miejsce pobytu skazanego. Najczęściej jednak takie urządzenia stosuje się dla więźniów, którzy dostają zgodę na odbywanie kary w domu, kiedy wyrok jest nie większy niż półtora roku.
W przypadku J. taka opaska rozważana nie była, bo jak przekazał nam Sąd Okręgowy w Łomży, skazany miał podjąć leczenie i w placówce medycznej urządzenie i tak zostałoby zdjęte. Teraz, jeśli Łukasz J. będzie chciał podjąć leczenie, prawdopodobnie będzie stale pilnowany i konwojowany.
Biorąc pod uwagę aktualne możliwości prawne, Paweł Moczydłowski wskazuje na potrzebę większej kontroli więźniów przebywających na wolności, szczególnie jeśli są skazani za przestępstwa tak poważne jak w opisywanym przypadku.
– Jest potrzeba zwiększenia nadzoru. Uważam, że jeśli jest osoba, która popełniła czyn przestępczy polegający na agresji w stosunku do innych ludzi, a to jest to ewidentne, bo on zabił, to wymaga leczenia w trybie konwoju – mówi ekspert. Dodaje, że nawet jeśli sytuacja dotyczy łagodniejszych przestępców i stałe ich konwojowanie nie jest potrzebne, kontrola również powinna być większa.
– Inaczej koszty ponosi społeczeństwo. Trzeba zachowywać się humanitarnie, ale nie można robić z nas naiwnych głupków – podsumowuje Paweł Moczydłowski w rozmowie z Interią.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na [email protected]
-
Prawo sprzyja zabójcom. „Tego typu historii jest więcej”
-
Próbował wepchnąć kobietę pod pociąg metra. Poznaliśmy tłumaczenia 42-latka












