Wybrany z list Prawa i Sprawiedliwości poseł Łukasz Mejza po wielu miesiącach urzędniczej batalii stracił prawo jazdy. Jak nieoficjalnie dowiedziało się RMF FM, organ samorządowy właściwy dla miejsca zamieszkania polityka zatrzymał dokument z powodu przekroczonego limitu punktów karnych.
Mejza stracił prawo jazdy. Uzbierał ponad 220 punktów karnych
Mejza w wywiadach pozował na skruszonego i bił się w piersi. Jego postawa całkowicie przeczyła jednak słowom. Immunitetu zrzekł się pod koniec marca, ale samochodem jeździł aż do września, popełniając kolejne wykroczenia. Nie pomagał też urzędnikom, którzy wielokrotnie podejmowali próby dostarczenia mu korespondencji w tej sprawie.
Portal RMF24 podaje, że za przypisywane mu wykroczenia Mejza powinien otrzymać łącznie ponad 220 punktów karnych. Do jego licznych przewinień należy m.in. jazda z prędkością 200 km/h w miejscu z ograniczeniem do 120. Mimo publicznych deklaracji poprawy Mejza wciąż otrzymywał kolejne mandaty.
Poseł piratem drogowym. Jak tłumaczył się Mejza?
– Nie, jeżeli chodzi o przewinienia drogowe, to oczywiście, że żałuję. Przepraszam za to, biorę oczywiście pełną odpowiedzialność na siebie. Przekroczyłem prędkość na drodze ekspresowej, więc kara jest jak najbardziej potrzebna, adekwatna i wręcz pożądana – mówił poseł, którego w trakcie tej kadencji wyrzucono z klubu parlamentarnego PiS.
– Wydarzyło się to znowu. Mam zdecydowanie ciężką nogę, za co przepraszam. Natomiast zdecydowanie jeżdżę wolniej niż wcześniej i poniosę pełnię odpowiedzialności. Nie będę jak jakiś Giertych czy Grodzki chował się za immunitetem, tylko po prostu ponoszę tę odpowiedzialność, zapłacę te mandaty i będę musiał jeszcze raz przystąpić do egzaminu – deklarował w kwietniu.
– Zachowałem się źle, więc wyciągnięcie wniosków jest automatyczne. Naprawdę jeżdżę wolniej. A to, że jeszcze się zdarza czasem przekroczyć tę prędkość, no to na pewno nie jest żaden powód do dumy i za to przepraszam – dodawał.


