W sobotę w całej Polski Konfederacja i środowiska kibicowskie zorganizowały demonstracje przeciw migrantom. W kilkudziesięciu miastach wznoszono antyrządowe i antyemigranckie – a czasem otwarcie rasistowskie – okrzyki, często wulgarnym językiem.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Organizując manifestacje, skrajna prawica idzie za ciosem: temat migracji udało się jej narzucić i zdominować – przy wydatnej pomocy PiS – już pod koniec czerwca, gdy przy granicy zaczęły pojawiać się „obywatelskie patrole” organizowane przez Roberta Bąkiewicza. „Patrole” zaczęły samowolnie wchodzić w rolę policji i straży granicznej, w tym zatrzymywać samochody do kontroli – wszystko po to, by chronić Polskę przed nielegalnymi migrantami, których mają nam podrzucać Niemcy.

W odpowiedzi na działania Ruchu Obrony Granic rząd wprowadził wyrywkowe kontrole na granicy z Niemcami i z Litwą. Od ponad miesiąca rząd nie jest jednak w stanie udzielić politycznej odpowiedzi na narastające antymigranckie wzmożenie.

A jest ona potrzebna, choćby dlatego, że nastroje w kraju coraz bardziej się radykalizują. Widać to było doskonale w trakcie sobotnich demonstracji.

W Rzeszowie miejscowy europoseł Konfederacji Tomasz Buczek przekonywał, że żołnierze mają prawo do używania broni w obronie naszych granic i zachęcał uczestników do skandowania hasła: „Macie nasze pełne wsparcie. Jak potrzeba, to strzelajcie!”. W Białymstoku jeden z liderów Konfederacji, Krzysztof Bosak, przekonywał, że „bez zamknięcia Polski dla nielegalnej imigracji, bez rozpoczęcia akcji deportacyjnej, bez wyrzeczenia się poprawności politycznej” będziemy stawali się coraz mniej bezpiecznym krajem. W Toruniu drugi przywódca formacji, Sławomir Mentzen, przedstawił podobną receptę na bezpieczeństwo: „nie wpuszczać ludzi z Azji czy Afryki i wtedy jest bezpiecznie”. Dzień wcześniej poseł Konfederacji Konrad Berkowicz bronił ksenofobii jako „ważnego elementu naszej wspólnoty narodowej”: „Piętnowanie ksenofobii i wygaszenie tej postawy na Zachodzie doprowadziło do gwałtów i aktów terrorystycznych, dlatego trzeba pielęgnować ksenofobię”.

Polski portal X zalewają otwarcie rasistowskie treści dehumanizujące migrantów z Afryki, Bliskiego Wschodu i pozostałych części Azji, a nawet z Ameryki Łacińskiej. Histerię nakręcają politycy nie tylko Konfederacji, ale też PiS, w tym ci uchodzący za przedstawicieli umiarkowanego skrzydła tej partii, jak Jacek Sasin. Wrzucając zdjęcia osób ciemnoskórych na ulicach Polski i przedstawiający to jako dowód na „inwazję” dokonującą się z winy Tuska. Choć te osoby mogą nie tylko przebywać w Polsce legalnie, ale nawet być polskimi obywatelami.

Histeria z sieci przenosi się do rzeczywistości. Niedawno w Zamościu mieszkańcy zaczepiali i obrażali artystów, którzy odwiedzili miasto w ramach festiwalu Etnofolk, ludzie informowali straż miejską, że po rynku kręcą się migranci. W Chojnicach w woj. pomorskim mieszkaniec miasta zatrzymał się koło grupy cudzoziemców i zaczął ich obrażać. W jego samochodzie znaleziono przedmiot wyglądający jak broń palna. W Wałbrzychu pobito legalnie przebywającego w kraju Paragwajczyka, którego niesłusznie oskarżono o to, że kręcił się wokół placu zabaw i robił dzieciom zdjęcia, a pensjonat, w którym mieszkał wspólnie z wieloma migrantami pracującymi w wałbrzyskiej specjalnej strefie ekonomicznej obrzucono racami.

W końcu w wyniku narastającej antyimigranckiej histerii może dojść do prawdziwej tragedii – ktoś zostanie trwale okaleczony albo pozbawiony życia.

Rząd tymczasem w całej sprawie zachowuje dziwną komunikacyjną bierność. Premier Tusk częściej w ostatnich dniach wypowiadał się na temat sukcesów Igi Świątek niż narastającej w kraju ksenofobii. Odpowiedzialny za bezpieczeństwo na polskich ulicach minister spraw wewnętrznych Tomasz Siemoniak co prawda sporo pisze na portalu X o migracji, ale głównie w kontekście bezpieczeństwa granicy, które – jak przekonuje – wzrosło dzięki obecnym rządom, a kulało w czasach PiS, gdy państwo „sprzedawało wizy”. Narracja „to za nas jest bezpieczniej, a to PiS wpuszczał nielegalnych migrantów” nie wystarczy jednak, by przeciwstawić się antymigranckiemu wzmożeniu radykalnej prawicy.

Ta ma w sprawie migracji bardzo jasną narrację: chcemy Polski zamkniętej, najlepiej bez żadnej migracji, a już na pewno nie pozaeuropejskiej. — Żadnych masowych migracji w Polsce, żadnych imigrantów tutaj nie chcemy. Polska jest krajem dla Polaków, jesteśmy cywilizowanym narodem i chcemy bezpieczeństwa i spokoju — mówił w sobotę w Toruniu Mentzen. Strona rządowa nie ma żadnej swojej pozytywnej opowieści o migracji i integracji migrantów, którą mogłaby przeciwstawić językowi, którym mówi nie tylko Konfederacja, ale też coraz bardziej PiS.

Nie chodzi o to, by rząd głosił pochwałę otwartych granic i udawał, że migracja nie rodzi żadnych problemów. Chodzi o to, by – zanim nakręcani histerią nie zaszkodzimy sobie wszyscy zamykając się na migrację i jej korzyści – rząd potrafił przedstawić spójną opowieść o legalnej, kontrolowanej, bezpiecznej migracji jako konieczności i szansie stojącej przed naszym krajem. Bo migranci wykonują prace, których nie chcą wykonywać Polacy, współtworzą nasz wzrost gospodarczy, są klientami, na których zarabiają polskie biznesy, studiują na polskich uczelniach i uczestniczą w projektach badawczych.

Absolutnym minimum jest to, by rząd był w stanie jasno powiedzieć: nie ma zgody na narastającą ksenofobię, na rasistowski język, demonizacją i dehumanizację migrantów. Tak jak zrobili to rektorzy śląskich uczelni pisząc w niedawno wydanym oświadczeniu: „Uzasadnione obawy przed nielegalną imigracją nie usprawiedliwiają budowania w społeczeństwie atmosfery zagrożenia i niechęci w stosunku do każdego człowieka, który wyróżnia się kolorem skóry, językiem lub obyczajem kulturowym”. Legalnie przebywający w Polsce migranci, ale też Polacy emigranckiego pochodzenia powinni dostać dziś od rządu sygnał: możecie czuć się w Polsce bezpiecznie, poważnie traktujemy wasze bezpieczeństwo. Dziś tego sygnału wyraźnie brakuje.

Oczywiście, temat migracji jest bardzo politycznie trudny dla rządu. Po klęsce Trzaskowskiego obóz władzy jest w głębokiej politycznej defensywie. Wynik prawicy i skrajnej prawicy – liczba głosów jakie w pierwszej turze padła na Nawrockiego, Mentzena, Brauna, Jakubiaka – może faktycznie przytłaczać i sprawiać wrażenie, że prawica całkowicie dziś dominuje w Polsce, a obóz liberalno-lewicowy jest w mniejszości i w każdej kontrowersyjnej sprawie zostanie przykryty czapkami.

Język Mentzena w sprawie migracji niekoniecznie jest dziś jednak językiem większości. Badania pokazują bardzo różne wyniki. W sondażu Opinii 24 ponad połowa Polaków popiera patrole Bąkiewicza. W innym, przeprowadzonym przez IBRiS dla „Rzeczpospolitej”, większość jest przeciwna, by Ruch Obrony Granic wspomagał Straż Graniczną w jej zadaniach.

Z całą pewnością jeśli obóz rządowy założy, że już przegrał spór o migrację ze skrajną prawicą i zostawi jej narrację bez odpowiedzi, to poglądy Berkowicza, Bosaka, Mentzena za chwilę faktycznie staną się całkowicie dominujące.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version