W poniedziałek sąd w Paryżu uznał Marine Le Pen winną fikcyjnego zatrudniania asystentów posłów do Parlamentu Europejskiego.
Szefowa Zjednoczenia Narodowego usłyszała wyrok czterech lat więzienia w zawieszeniu na dwa, które będzie odbywała pod nadzorem elektronicznym, grzywnę a także zakaz udziału w wyborach przez pięć lat.
Marine Le Pen skazana. Moskwa o „deptaniu norm demokratycznych”
O komentarz do wyroku poproszony został rzecznik prasowy prezydenta Władimira Putina Dmitrij Pieskow. Kremlowski urzędnik stwierdził, że jest to kolejne wydarzenie pokazujące, że wśród europejskich polityków istnieje przekonanie o potrzebie ograniczania demokracji.
– Coraz więcej stolic europejskich podąża ścieżką deptania norm demokratycznych. Ogólnie rzecz biorąc nasze obserwacje stolic europejskich wskazują, że nie są one absolutnie przeciwne wychodzeniu poza granice demokracji w procesie politycznym – stwierdził.
Jeszcze ostrzej na temat decyzji sądu w Paryżu wypowiedział się szef Komisji Spraw Zagranicznych rosyjskiej Dumy Państwowej Leonid Słucki. Jego zdaniem francuscy politycy obawiali się zwycięstwa kandydatki spoza establishmentu i zlecili wydanie wyroku, który zablokuje start Le Pen w wyborach.
– Francja ryzykuje pójściem śladem Rumunii w kwestii „oczyszczania pola politycznego” z kandydatów niepożądanych przez globalistów. Marine Le Pen i jej partia Zgromadzenie Narodowe poważnie zwiększają poparcie wyborców w ujęciu procentowym z każdym cyklem wyborczym – mówił.
Zdaniem Słuckiego należy zwrócić uwagę na tempo, w jakim odbywało się śledztwo i sama rozprawa. To, zdaniem rosyjskiego polityka, wyraźnie wskazuje, że jej finał był już znany jeszcze przed rozpoczęciem.