Joanna Biegaj, „Wprost”: Czym jest męska depresja? Skąd takie określenie, podział?


Edyta Grabowska, psycholog*: Określenie „męska depresja” nie stanowi odrębnej jednostki chorobowej. W klasyfikacjach medycznych nie znajdziemy takiej choroby. Znajdziemy natomiast DEPRESJĘ, której objawy utrzymujące się minimum dwa tygodnie, są sytuacją niepokojącą – niezależnie od płci czy wieku.

Męska depresja to raczej sposób opisania tego, że depresja u części mężczyzn może wyglądać inaczej niż jej obraz u kobiet.


Wynika to przede wszystkim z wychowania, norm kulturowych i oczekiwań społecznych wobec mężczyzn. Od najmłodszych lat wielu z nich słyszy: „Nie płacz”, „Bądź twardy”, „Poradź sobie sam”. W efekcie cierpienie częściej ukrywa się pod maską złości, nadmiernej aktywności czy wycofania niż smutku.


Często myślimy o depresji właśnie przez pryzmat łez, apatii i braku siły, by wstać z łóżka. U mężczyzn ten obraz bywa jednak zupełnie inny. Jakie są te „męskie maski” depresji, które najtrudniej nam powiązać z chorobą?


Zdecydowanie obraz depresji może być bardzo różny.

Często widzimy mężczyznę, który sprawia wrażenie silnego, zaradnego i świetnie funkcjonującego na co dzień. Jest aktywny zawodowo, wypełnia swoje obowiązki, a z zewnątrz trudno dostrzec, że przeżywa kryzys. Tymczasem w środku może toczyć się prawdziwa burza emocji.


To właśnie dlatego depresja – zresztą nie tylko u mężczyzn, ale u wielu osób niezależnie od płci – bywa rozpoznawana później. Jej objawy często są maskowane i przybierają formę zachowań, których nie kojarzymy z chorobą. Zamiast smutku pojawia się drażliwość, przewlekłe zmęczenie, wycofywanie się z relacji czy trudność w okazywaniu emocji. U niektórych osób będzie to ucieczka w pracę lub intensywny sport, u innych podejmowanie ryzykownych zachowań, nadużywanie alkoholu lub innych substancji. Wszystkie te sposoby mogą być próbą zagłuszenia cierpienia, a nie jego rozwiązaniem.


Pracoholizm, agresywna jazda samochodem, nagłe rzucenie się w ekstremalny sport albo ucieczka w gry komputerowe. Czy to mogą być próby „samoleczenia” i zagłuszenia męskiego smutku?


Zagłuszenia owszem, ale nie rozwiązania. Warto podkreślić, że same te zachowania nie oznaczają depresji. Problem pojawia się wtedy, gdy stają się jedynym sposobem regulowania emocji.


Złość, drażliwość, a nawet wybuchy agresji są dla mężczyzn społecznie łatwiejszym sposobem na wyrażenie cierpienia niż bezradność czy płacz, prawda?


Tak, zdecydowanie. Kulturowo ciężko nam zrozumieć płaczącego mężczyznę, chociaż mam wrażenie że trochę się to wciąż zmienia. Tymczasem złość bardzo często jest emocją wtórną. Pod nią może kryć się lęk, wstyd, samotność, poczucie porażki czy bezradność. Jeśli mężczyzna przez całe życie uczył się, że nie wolno mu okazywać słabości, to właśnie złość staje się językiem jego cierpienia.


Czy to prawda, że dla wielu mężczyzn przyznanie się do kryzysu psychicznego jest równoznaczne z utratą męskości? Jak definiują oni tę „utratę”?

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version