Żyjemy w matriksie, kobieta to „zmywarka”, występowanie na OnlyFans jest obrzydliwe, a czerpanie z tego zysków już nie. Można też wciskać młodym mężczyznom pełną nienawiści i uprzedzeń wersję świata tylko po to, żeby na niej zarabiać. Właśnie obejrzałam film dokumentalny „Wewnątrz manosfery” Louisa Thereoux.
Z jednej strony — to wszystko już widziałam. Nie trzeba być częścią manosfery, żeby wiedzieć, co twórcy reprezentujący manosferę sądzą na temat kobiet, osób LGBTQ+ czy jaką mają wizję świata. Mimo wszystko weekendowy seans filmu Louisa Thereoux zostawił mnie z kilkoma niewygodnymi myślami. Oto one.
Jeśli jeszcze nie oglądaliście lub oglądałyście, to przyda się wam szybkie streszczenie: brytyjski dziennikarz Louis Theroux podróżuje między Nowym Jorkiem, Miami i Marbellą, gdzie spotyka się z gwiazdami manosfery. Wprawdzie nie ma tam najbardziej rozpoznawalnego twórcy, czyli Andrew Tate’a (odmówił udziału w filmie), ale pojawiają się inni.
To trener fitness Harrison Sullivan znany jako „HS TikkyTokky” (aresztowany w Wielkiej Brytanii po roku ukrywania się przed wymiarem sprawiedliwości po spowodowaniu wypadku samochodowego i ucieczce z miejsca zdarzenia), przedsiębiorca Justin Waller (preferuje jednostronną monogamię), podcaster Myron Gaines (uważa, że miejsce kobiety jest w kuchni i chce mieć pięć żon) i Nicolas Kenn De Balinthazy („Sneako”) — zbanowany na popularnych platformach społecznościowych za mowę nienawiści.
#1 A co jeśli oni udają?
A co jeśli oni są są po prostu… dobrymi aktorami? Grają skrajnych mizoginów, homofobów, antysemitów, samców alfa, którym nikt nie podskoczy. Ale im głębiej wchodzimy w ich świat, tym mamy coraz większe wrażenie, że to kreacja, która dobrze się sprzedaje. Niektórzy z twórców mówią o tym wprost.
„Nazywajcie mnie rasistą, homofobem, rasistą, oszustem, mizoginem, scamerem. Jestem tym wszystkim” — mówi na jednej z rolek HS.
Thereoux, odwołując się do tego nagrania, pyta: — Jesteś homofobem? Mówiłeś, że wyrzekłbyś się syna, gdyby był gejem.
HS: — To nie jest homofobia. Mam kumpla geja.
Thereoux: — Jesteś antysemitą?
HS: Czy mówię f*** Jews? Tak. Czy jestem antysemitą? Nie. Robię to pod klipy.
HS, bohater dokumentu „W głębi manosfery”
Foto: Filmweb
HS nazywa kobiety „zmywarkami”, ale nagle potulnieje, gdy odwiedza go matka. Okazuje się, że nie tylko nie podziela poglądów syna, ale też ruga go za brudną podłogę. HS łapie za ścierę i na kolanach poleruje posadzkę. Kiedy z kolei matka proponuje, by napił się soku owocowego, tonem rozkapryszonego chłopca odpowiada „I don’t wanna juice, mom”.
Największą walutą, na którą powołują się twórcy manosfery, jest ich rzekoma autentyczność. A ich odbiorcy, którymi często są bardzo młodzi mężczyźni, wierzą w każde ich słowo. I kupią od nich wszystko — od produktów inwestycyjnych aż po kursy, jak być dominującym mężczyzną. Problem w tym, że przy okazji „kupują” też pakiet obrzydliwych, toksycznych, nienawistnych poglądów i przekonanie, że…
# Żyjemy w matriksie
Serio. Oni naprawdę ciągle o tym mówią. Nie bez kozery „red pill” (czerwona pigułka) to jedno z określeń manosfery. To metafora zaczerpnięta z filmu „Matrix”, która oznacza życie w świadomości i prawdzie. Red pill ma wybudzić mężczyzn z drzemki i pokazać im „prawdziwą naturę kobiet”. A na czym ona polega? Kobiety ewolucyjnie dążą do związków z mężczyznami o wyższym statusie (alfa), odrzucając i poniżając tych o niższym (beta).
Żeby uciec z matriksa, trzeba zrozumieć, że „walutą kobiety jest jej wiek i uroda”. — Wystarczy, że kobieta jest młoda i piękna, żeby ktoś zaprosił ją na rejs jachtem — mówi HS. Problem w tym, że mężczyzn nikt tak nie postrzega. Bo mężczyzna „rodzi się zerem i musi sam wypracować swoją wartość”. Dlatego w manosferze panuje absolutny kult pieniądza, samorozwoju i wysportowanego ciała.
#3 Liczy się tylko bogactwo
Cel jest jeden: życie jak z Instagrama. Luksusowe samochody, apartamenty, imprezy w basenie. Jak się tego wszystkiego dorobić? Z pewnością nie na etacie, bo etat jest jednym z objawów życia w matriksie. — Szkoda życia na pracę, lepiej inwestować — przekonuje HS. I reklamuje swój fundusz inwestycyjny. A naiwni obserwatorzy wpłacają pieniądze, tylko najczęściej zamiast na nim zarobić, tracą.
Justin Waller, pędzący swoim Lamborgini przez ulice Miami, wycenia swój majątek na 30 mln dol. — Gdybym żył 120 lat lat temu, to jechałabym konno do Kalifornii, by szukać złota. To jest we mnie — mówi. Przekonuje, że wystarczy tylko chcieć. Sam wychował się w przyczepie w Luizjanie, a dziś bywa Mar-a-Lago i jada kolacje z Barronem Trumpem.
Justin Waller
Foto: Filmweb
— Jeśli nie jesteś wysoki, ale dbasz o sylwetkę, wyrobiłeś sobie reputację i zarabiasz dużo kasy, to możesz zdobyć najpiękniejszą kobietę w swoim mieście — mówi Waller.
To motyw przewodni każdego z twórców. Chwalą się swoim stylem życia, a przy okazji reklamują swoje produkty (plany treningowe, podcasty, e-booki, społeczności, kursy, kryptowaluty). Ich obserwatorzy w nie „inwestują”, bo wierzą, że dzięki nim osiągną sukces na miarę swoich guru.
#4 Jednostronna monogamia
Tak, dobrze przeczytaliście.
Teoria jednostronnej monogamii przewija się w dokumencie Thereoux niczym refren. Marzy się ona m.in. podcasterowi Myronowi Gainesowi, który „chciałby mieć kiedyś pięć żon”. Problem w tym, że zapomniał to przegadać ze swoją partnerką. Zapytana przez Louisa Thereoux, co o tym sądzi, wygląda na wyraźnie zakłopotaną. Ta wizja raczej się jej nie podoba. Zresztą pod koniec filmu dowiadujemy się, że dała Myronowi kosza.
Louis Thereaux i Myron Gaines
Foto: Filmweb
O jednostronnej monogamii mówi też Justin Waller. Przekonuje, że jego partnerce (nazywanej „żoną”) to nie przeszkadza. Mało tego, jego kochanki tatuują sobie jego inicjały. Dlaczego? „Bo chcą upodobnić się do jego żony”. — Myślę, że większość kobiet chce, żeby ich mężczyzna był pożądany przez inne kobiety — uważa partnerka Wallera. Wychowuje ich dwójkę dzieci. Aby być w związku z Wallerem, rzuciła pracę jako radiolożka, pozostaje mu wierna. — Wcześniej byłam w relacji, w której bylam często okłamywana. Gdy spotkałam Justina to powiedziałam, że zniosę każdą prawdę — mówi. Ale potem dodaje, że woli nie wiedzieć, co Weller robi na randkach.
#5 Tak, w manosferze są kobiety
Nienawiść wobec kobiet jest motorem napędzającym manosferę. „F*** woman” — krzyczą na oko 13-,14-letni chłopcy, wyznawcy Sneako. Sam twórca wygląda na zaskoczonego, jaką siłę oddziaływania ma to, co mówi w sieci. A krytykuje kobiety za to, że „ubierają się tak, jakby chodziły nago” oraz że „nie powinny mieć prawa głosu”.
Z kolei Justin Waller z pełnym przekonaniem mówi o tym, że źródłem problemów współczesnego świata są feministki i to, że „kobiety zamieniły się miejscem z mężczyznami”. Jego partnerka mówi: — Mamy z Justinem swoje tory ruchu. Mój to pieluchy, gotowanie sprzątanie. Jego to praca i dbanie o nas.
Kobiety — o ile wpisują się w kanon urody — pełnią w manosferze rolę luksusowego dodatku. Opalają się w skąpych bikini, przysłuchują się mężczyznom, a nawet jeśli się z nimi nie zgadzają, to raczej nie dają tego po sobie poznać. Ale i one potrafią zarabiać na manosferze.
HS regularnie zaprasza do występów kobiety występujące na OnlyFans. Pojawianie się w jego materiałach sprawia, że rosną im zasięgi i przybywa nowych fanów. Ot, forma reklamy. HS wprawdzie przyznaje, że „wydziedziczyłby córkę, gdyby pokazywała się na OnlyFans”, ale nie przeszkadza mu to w tym, że… prowadzić agencję zarządzającą dziewczynami z OnlyFans.
– Czy to popieram? Nie. Czy chce na tym zarabiać? Tak — mówi z rozbrajającą szczerością. Zresztą nie jest osamotniony w swoich poglądach. Jedna z występujących w dokumencie dziewczyn mówi, że „brzydzi się” OnlyFans, krytykuje też mężczyzn, którzy korzystają z jej własnych usług.
#6 Zasięgi za wszelką cenę
Dokument o manosferze uwydatnia jeszcze jedną przykrą prawdę. Kluczową rolę w promowaniu tego typu treści odgrywają platformy społecznościowe (YouTube, TikTok, X, Instagram) oraz komunikatory takie jak Telegram i Discord. Rządzące nimi algorytmy promują treści wywołujące skrajne emocje i polaryzujące. Na przykład HS bawi się na wizji w łowcę pedofilów. Na czym to polega? Wraz ze swoimi kumplami prowokuje potencjalnych sprawców do spotkania, a potem wszystko nagrywają na żywo. Jeden z takich samosądów możemy zobaczyć w filmie Thereaux. Podejrzewany przez HS o pedofilię mężczyzna zostaje pobity przez niego i jego akolitów. Innym razem fani zawyrokowali, że schwytany powinien jeść psią karmę, więc HS go do tego zmusił.
Algorytmy to kochają. Tam, gdzie pojawiają się gniew, oburzenie, obrzydzenie i kontrowersje, od razu rośnie oglądalność i zaangażowanie odbiorców. Twórcy z manosfery często są banowani ze względu na mowę nienawiści, ale umiejętnie przeskakują między platformami. Korzystając m.in. z Rumble (odpowiednik YouTube’a, ale z mniejszymi obwarowaniami dotyczącymi treści) czy Kicka (odpłatny serwis streamingowy). Dzięki zasięgom budują wspólnotę mężczyzn, których lęki i frustracje można zmonetyzować.
HS przyznaje szczerze: — Gdybym był dobrą osobą, moja kariera na social mediach nigdy by się tak nie rozwinęła.
#7 Już po nas
Siłą dokumentu Thereoux jest to, że pokazuje, kto może być podatny na narrację manosfery. Gdziekolwiek nie pojawią się HS, Waller, Sneako, od razu otacza ich wianuszek wyznawców. To głównie bardzo młodzi mężczyźni, nierzadko w wieku szkolnym. Wzorując się na swoich idolach, skandują nienawistne hasła. Mam wrażenie, że często nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo są szkodliwe i niebezpieczne.
W filmie poznajemy Matty’ego i Chrisa, którzy przyszli na spotkanie z Justinem Wallerem. Uwielbiają go, bo zmotywował ich do ćwiczeń na siłowni i wzięcia się w garść. Matty opowiada przykrą historię: wychowywał się bez ojca, do niedawna był bezdomny, ma depresję, a jego brat popełnił samobójstwo. Teraz zamieszkał w Miami jak Waller, bo również chce odnieść wielki sukces. Naprawdę wierzy, że mu się uda, a „ludzie nie chcą widzieć silnych mężczyzn, bo to im zagraża”.
— Jaja do przodu — mówi, odwołując się do maksymy Wallera. — To znaczy, że trzeba być odważnym — tłumaczy. I dodaje: — Justin inspiruje mężczyzn, którzy nie mieli wzorca w domu. Pokazał mim, że mężczyźnie nikt nic nie da. Jeśli mieszkam na ulicy, to mam czekać, aż ktoś naprawi moje życie, skoro mogę zrobić to sam?
Z dokumentu Thereaux płynie niepokojące przesłanie. Manosfera wymyka się spod kontroli, a to wszystko za sprawą algorytmów mediów społecznościowych. Młodzi mężczyźni karmią się treściami pełnymi homofobii, mizoginii, teorii spiskowych czy pogardy do słabszych. Manosfera daje im poczucie przynależności do grupy i w nieskomplikowany sposób tłumaczy rzeczywistość. — Wszyscy coraz bardziej znajdujemy się wewnątrz manosfery — mówi Theroux. Problem w tym, że nikt nie wie, jak się z niej wyrwać.
Oglądałeś/aś „Wewnątrz manosfery”? Chętnie dowiem się, co sądzisz! Napisz do mnie wiadomość: [email protected].





