W skrócie
-
Szrotówek kasztanowcowiaczek ponownie zagraża kasztanowcom w Bąblinie, a mieszkańcy aktywnie walczą ze szkodnikiem poprzez grabienie liści i stosowanie żółtych lepów.
-
Historia alei kasztanowej sięga 1910 roku i jest ona wizytówką wsi; każde drzewo zostało szczegółowo zinwentaryzowane i przypisano mu numer opiekuńczy.
-
Lokalne władze planują nadanie alei statusu pomnika przyrody, by skuteczniej chronić drzewa i zdobyć fundusze na ich ochronę, podczas gdy kilka najbardziej zniszczonych kasztanowców może wymagać wycinki.
We wsi Bąblin pod Obornikami w Wielkopolsce już wiosną wokół pni zamontowano zostały żółte lepy mające powstrzymać żarłocznego szrotówka kasztanowcowiaczka. Teraz jesienią mieszkańcy chwytają za grabie.
– Liście właśnie w tym okresie opadają i larwy tego owada zostają w podłożu, dlatego tak ważne jest żeby te liście zgrabiać i wywozić – wyjaśnia Katarzyna Korczyńska, sołtyska Bąblina. W jednym kilogramie niezgrabionych liści znajdować się może nawet 5 tys. zwierząt, które wiosną ruszą w górę po pniu aby ogołocić korony kasztanowców. Dlatego mieszkańcom nie trzeba przypominać jak ważne jest zgrabianie opadłych liści. Nawet najmłodsi garną się do pracy.
Miejscowości takie jak Bąblin słyną z kasztanowców
– O drzewa trzeba dbać, bo dostarczają nam tlen – mówi Lilka, mieszkanka Bąblina. Tuż za płotem domu Lilki i Oliwki rosną trzy kasztanowce. Historia tej alei sięga 1910 r.. Na pierwszej zachowanej pocztówce z tego okresu uwieczniono szpaler kasztanowców. Teraz nikt we wsi nie potrafi sobie wyobrazić tego miejsca bez widoku sędziwych drzew.
– Alejka kasztanowa to przede wszystkim wizytówka Bąblina, który słynie z kasztanów spadających każdego roku z drzew – wyjaśnia sołtyska Katarzyna Korczyńska.
A szrotówek kasztanowcowiaczek to motyl, który atakuje właśnie drzewa kasztanowców i potrafi je zupełnie zdemolować. Nikt nie pamięta kiedy pierwszy raz zaatakował. Dwie dekady temu zauważono tylko, że kasztanowce zaczynają nagle marnieć. Miejscowość zaczęła przekazywać ludziom lepy, rozwieszać je pomagali myśliwi z koła łowieckiego Bóbr. W końcu zlecono badanie drzew.
– Drzewa były skanowane, szczegółowo oglądane, żeby potwierdzić w jakim są stanie i w jakim kierunku powinna pójść pielęgnacja – relacjonuje Krzysztof Nowacki z urzędu miasta w Obornikach.
Chodziło także o względy bezpieczeństwa. Konary tworzą przepiękny zielony baldachim nad szosą. Ale było ryzyko, że przy silniejszym wietrze suche gałęzie zniszczonych drzew mogą runąć. – To około 900 metrów, alejki, na którą składa się 170 drzew, w tym 164 kasztanowce. Po ekspertyzie wiemy ze trzy z nich są mocno schorowane i będą musiały być wycięte. Pozostałe są w dobrym stanie – przekazuje Krzysztof Nowacki.

Pierwszy raz dokładnie opisano każde drzewo i nadano każdemu numer. Kasztanowcowy pesel widoczny jest z poziomu ziemi. Teraz wiadomo już we wsi kto jakim kasztanowcem się opiekuje.
Obornicki magistrat chce całej alei kasztanowej nadać status pomnika przyrody. Tłumaczy, że w ten można pozyskać dodatkowe fundusze na ochronę drzew. Uchwała czeka na głosowanie. Tymczasem mieszkańcy niestrudzenie kolejny sezon zgrabiają liście i próbują powstrzymać żarłocznego szkodnika.


