Wybór Modżtaby Chamenei jest bezkrwawym zamachem stanu dokonanym przez Strażników Rewolucji — mówi irański dysydent Roozbeh Mirebrahimi. Mało kto łudzi się, że nowy przywódca będzie dążył do pokoju.
Jest postacią jak z dramatów Szekspira — Amerykanie i Izraelczycy zabili mu ojca, matkę, żonę i jednego z synów. Sam został poważnie ranny w jednym z nalotów i zapewne dalej figuruje na izraelskiej liście celów. Nie wiadomo, gdzie się ukrywa i czy jest w stanie sprawować obowiązki. To, że zastąpił ojca, było wyzwaniem rzuconym przez reżim Donaldowi Trumpowi, który przestrzegał władze w Teheranie przed jego wyborem. Pytany o to, jaki ma plan wobec nowego lidera Iranu, prezydent USA odpowiedział, że będzie to zależało od tego, czy Modżtaba ugnie się w sprawie programu budowy broni atomowej i rakiet balistycznych.
Następca tronu
W ciągu 47 lat istnienia Republika Islamska Iranu miała dwóch najwyższych przywódców duchowych — rahbarów. Stworzył ją charyzmatyczny Ruhollah Chomeini, który rządził żelazną ręką przez pierwsze 10 lat. Ali Chamenei sprawował władzę przez kolejnych 37 lat — uczynił z Iranu regionalne mocarstwo, a potem doprowadził kraj na krawędź przepaści. Irańską teokrację uratować ma 56-letni syn Alego, najbardziej tajemniczy z rahbarów.
O nowym przywódcy krąży mnóstwo legend i plotek. Z opowieści ludzi, którzy go znają, wyłania się ponury obraz człowieka, który przez kilka dekad pozostawał w cieniu ojca, a został wybrany dzięki silnym związkom z najbardziej okrutną formacją reżimu — Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). — Bardzo mało o nim wiadomo. Nie wygłosił ani jednego publicznego przemówienia politycznego poza wykładami w seminarium dla wąskiego grona uczniów — tłumaczy mi Arasz Azizi, historyk, autor książki o irańskiej rewolucji kobiet „What Iranians Want: Women, Life, Freedom”. — 90 mln ludzi będzie rządzonych przez człowieka, który nigdy nie udzielił wywiadu, a jedyne jego upublicznione nagranie to krótka wiadomość z 2024 r., że kończy nauczanie w seminarium duchownym w Kom, gdzie wykładał od 2009 r. — dodaje Azizi.
Na to wideo udostępnione przypadkiem w irańskich mediach społecznościowych powołuje się też Maziar Bahari, irański filmowiec i aktywista mieszkający w Londynie. — Słychać na nim wyraźnie, że Modżtaba ma trudności z połączeniem ze sobą dwóch zdań, nie mówiąc już o przejściu do sedna — mówi. Jego zdaniem brak zdolności oratorskich nowego przywódcy będzie problemem dla reżimu. — Ukrywa się w bunkrze, więc trudno będzie pracować nad jego wizerunkiem, by zdobyć zaufanie zwolenników i znaleźć nowych akolitów — tłumaczy.
Arasz Azizi pisuje o Iranie dla „The Atlantic”. Opublikowaną właśnie na łamach tego magazynu sylwetkę Modżtaby opatrzył tytułem „Poznajcie Nepotollaha”. W ten ironiczny sposób nawiązał do faktu, że ojca zastąpił syn, co jest przykładem nepotyzmu. Na to, że w republice islamskiej tylnymi drzwiami wprowadzono rządy dziedziczne właściwe dla monarchii, zwraca uwagę też inny Irańczyk z diaspory, Sina Azodi, profesor Elliott School of International Affairs z Waszyngtonu. Napisał, że „zamiast księcia Rezy ludzie dostali księcia Modżtabę”. Reza Pahlawi, mieszkający na uchodźstwie syn ostatniego szacha Iranu, wyrósł na przywódcę irańskiej opozycji, ale nic nie wskazuje na to, by mógł rządzić krajem. Władzę przejął syn jednego z ajatollahów, którzy w 1979 r. obalili ojca Rezy, aby skończyć z monarchią.
Stary rahbar wcale nie namaścił syna na swego następcę. „New York Times”, powołując się na trzech rozmówców z kręgów Alego Chamenei, twierdzi, że dawał on do zrozumienia bliskim współpracownikom, iż nie życzy sobie Modżtaby jako następcy. Podobno nie chciał, aby powstało wrażenie, iż ta funkcja jest dziedziczna. Mohammad Ali Szabani z portalu Amwaj.media, również powołując się na wiarygodne źródła ze szczytów władzy, potwierdza, że wybór Modżtaby był sprzeczny z pisemną wolą Alego. Według jego rozmówców sukcesję przeforsował były szef wywiadu IRGC Hossein Taeb.
Szabani odsłania też kulisy wyborów, które można porównać do konklawe. Przeciwni jego elekcji mieli być wpływowy sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Ali Laridżani i zastępca szefa biura zabitego rahbara Ali Asghar Hejazi. Szanse delfina wzrosły, kiedy izraelski wywiad wypuścił przeciek o tym, że zastąpi ojca, na kilka dni przed ogłoszeniem decyzji. Ajatollahowie długo nie mogli dojść do konsensusu. Szalę na korzyść Modżtaby przechylili ponoć prezydent USA, który sprzeciwił się jego wyborowi, oraz Masud Pezeszkian, należący do obozu umiarkowanych prezydent Iranu, który rozzłościł establishment, przepraszając arabskich sąsiadów za odwetowy ostrzał rakietowy.
Mateusz M.P. Kłagisz, iranista i afganolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, tak wyjaśnia mi zawiłości sukcesji: — Ali Chamenei chciał początkowo, aby jego następcą był inny duchowny, prezydent Ebrahim Ra’isi. Jednak zginął on w maju 2024 r. w katastrofie śmigłowca. Wokół Chamenei zgromadziła się grupa trzymająca władzę, która w sytuacji zagrożenia dla reżimu przeforsowała kandydaturę Modżtaby. To, że po ojcu władzę przejął syn, zaczyna trącić teokratyczną dynastią.
Dynastii tej nie byłoby jednak, gdyby Amerykanie i Izraelczycy nie uderzyli na Iran. Jednym z największych paradoksów tej wojny jest to, że dążąca do obalenia islamskiego reżimu administracja Trumpa de faco ten reżim wzmocniła. Zdaniem wielu analityków Modżtaba będzie równie okrutny jak ojciec, ale dużo bardziej zdeterminowany, by zachować system w niezmienionej postaci. Reprezentuje interesy najbardziej krwawej i skorumpowanej formacji — IRGC, która stoi na straży obecnego porządku, bo czerpie z niego materialne korzyści.
Mesjanista i manipulator
Urodził się w 1969 r. w Meszhedzie, drugim co do wielkości mieście Iranu, jako jedno z pięciorga dzieci Manusre Chożaste i Alego Chamenei, wówczas jeszcze spiskowca ściganego przez agentów szacha. Młodość spędził w szkołach religijnych. Studia duchowne przerwała wojna z Irakiem. W wieku 17 lat wstąpił do Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Brał udział w kilku ważnych bataliach trwającej prawie osiem lat wojny. Służył w batalionie Habib należącym do 27. Dywizji Muhammada Rasulullaha. Stworzył ją fanatyczny żołnierz Chomeiniego — Ahmed Motevaselian, jeden z założycieli libańskiego Hezbollahu. Ta jednostka uchodziła za najbardziej konserwatywną w IRGC. Wśród towarzyszy broni Modżtaby byli m.in. zwolennicy mahdyzmu, ultraradykalnej doktryny szyickiego islamu.
Mahdyści uważają, że zniszczenie Izraela ułatwi powrót na ziemię wyczekiwanego przez szyitów mesjasza, 12. imama — Mahdiego. Dżaber Radżabi, były członek reżimu, który dobrze znał Modżtabę z początku lat 2000., twierdzi, że najwyższy przywódca sam jest mahdystą. — To mesjanistyczny ekstremista, uważający się niemal za mistyczną postać, która ma ułatwić nadejście Mahdiego — mówił w wywiadzie dla jednego z arabskich portali. Radżabi przeszedł na stronę opozycji i żyje na uchodźstwie, ale ponad 20 lat temu był doradcą twardogłowego prezydenta Mahmuda Ahmadineżada, który wiele zawdzięcza obecnemu rahbarowi. Pierwszą polityczną misją Modżtaby było zapewnienie w 2005 r. zwycięstwa wyborczego temu nieokrzesanemu brodaczowi, którzy zasłynął później z nawoływań do likwidacji Izraela. Największą siłą Modżtaby stała się nieformalna sieć wpływów w całym kraju, dzięki której mógł kształtować rzeczywistość, nie sprawując formalnie żadnej funkcji w państwie.
Cztery lata później pomógł Ahmadineżadowi po raz drugi — tym razem zarządzając tłumieniem protestów, które wybuchły po sfałszowaniu przez twardogłowego prezydenta wyborów w 2009 r. Modżtaba kierował wówczas oddziałami basidż, będącymi ochotniczą formacją IRGC. Fanatycy z paramilitarnych jednostek za pomocą łańcuchów i pałek zdławili w zarodku opozycyjny Zielony Ruch. O tym, jak groźna dla państwa teokratycznego może być demokracja w zachodnim stylu, przekonywał Modżtabę konserwatywny nauczyciel, pod którego okiem zgłębiał od 1999 r. prawo islamskie w seminarium w Kom. Ajatollah Mohammad Mesbah Yazidi był zwolennikiem starego porządku — nawoływał np. do zabijania młodych „promujących zachodnie wzory obyczajowe”, czyli np. całujących się na ulicy. Skończyło się to serią zabójstw w prowincji Kerman.
Po islamskich studiach Modżtaba zaczął pracę w biurze najwyższego przywódcy. Zajmował się m.in. korespondencją ojca i jego kontaktami z ludźmi reżimu. Z roku na rok powiększał zakres swojej zakulisowej władzy i rozbudowywał sieć kontaktów w kraju i regionie. Brał udział w podejmowaniu najważniejszych decyzji w państwie. W miarę, jak rosły jego wpływy, przybywało pieniędzy na zakładanych pod fałszywym nazwiskiem kontach bankowych w Iranie i za granicą. Kilka lat temu dziennikarze Bloomberga prześledzili jego biznesy prowadzone co najmniej od 2011 r. za pośrednictwem firm przykrywek i podstawionych biznesmenów. Oszacowali, że dorobił się majątku wartego co najmniej 3 mld dol. Ma być właścicielem wielu luksusowych nieruchomości w Dubaju i Londynie oraz hoteli w Niemczech czy Hiszpanii. Majątek trzyma w bankach w Szwajcarii i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, ale podejrzane interesy robił też w Syrii i Wenezueli. 300 mln dol. miał ulokować w złocie i diamentach.
Życie prywatne Modżtaby owiane jest jeszcze większą tajemnicą niż jego działalność polityczna. Dzięki WikiLeaks, która lata temu opublikowała poufne depesze ambasadora USA w Teheranie, wiemy, że miał problemy z erekcją i w latach 2004-2007 leczył impotencję w najlepszych klinikach Londynu. Ożenił się z Zahrą Haddad-Adel w 1999 r., ale nie mieli dzieci. Zaniepokoiło to najwyższego przywódcę, więc syn zdecydował się na leczenie. Kuracja pomogła — w 2007 r. na świat przyszedł pierwszy syn, a potem jeszcze córka i drugi syn.
Iran czekają mroczne dni
Funkcja najwyższego przywódcy to — przywołując bliższe nam realia — skrzyżowanie pierwszego sekretarza PZPR z papieżem. — Z jednej strony wielki autorytet religijny dla szyitów, z drugiej — najważniejsza osoba w państwie zdominowanym przez jedną religię i ideologię. Rahbar obsadza wiele organów państwa, ma swoich przedstawicieli we wszystkich prowincjach i urzędach. Jest nie tyle szarą, ile niezwykle wyrazistą eminencją — mówi mi iranistka z UJ Karolina Rakowiecka-Asgari.
Zdania co do tego, jaką eminencją będzie Modżtaba, są podzielone. Wszyscy zgadzają się, że jeśli chodzi o wykształcenie religijne, nie dorównuje ojcu. Mateusz M.P. Kłagisz uważa, że brak kwalifikacji religijnych nie jest problemem. — Jego ojciec w momencie wyboru w 1989 r. też nie miał odpowiedniej rangi duchownej, ale szybko awansował na tyle wysoko w hierarchii duchowieństwa szyickiego, że zaczął spełniać wszystkie wymogi przewidziane w konstytucji — podkreśla iranista.
Arasz Azizi przekonuje mnie, że wybór Chamenei juniora na rahbara nie wróży nic dobrego: — Rysuje się czarny scenariusz dla Iranu. Modżtaba odegrał kluczową rolę w represjach wobec przeciwników reżimu. Obawiam się, że będzie kontynuował najgorszą część dzieła swego ojca, nie mając jego wpływów ani charyzmy. Siłą rzeczy będzie musiał oddać więcej władzy IRGC.
Maziar Bahari obawia się, że rządy Modżtaby będą jeszcze bardziej brutalne niż jego ojca. — Mógł wymanewrować swoich rywali, aby dojść do władzy, ale lata intryg w cieniu ojca wkrótce się na nim zemszczą. Problem polega na tym, że jego zakładnikami są miliony niewinnych Irańczyków. Naród czekają mroczne dni — mówi. Nie ma wątpliwości, że dojdzie do eskalacji wojny, co „przyniesie cierpienie milionom Irańczyków i wyrządzi krajowi nieodwracalne szkody”.
Jeszcze większym pesymistą jest Roozbeh Mirebrahimi, mieszkający od lat w USA dysydent i publicysta, autor wydanej w 2025 r. książki o narodzinach reżimu „The First Brick: How Revolution Gave Birth to Theocracy. — Republika islamska jest jak rak, który rozprzestrzenił się na cały region. Forsowanie Modżtaby Chamenei na jej najwyższego przywódcę było długoterminowym projektem IRGC. Jest to poniekąd bezkrwawy zamach stanu Strażników Rewolucji — przekonuje. Pytany o możliwe scenariusze snuje dwa: — Najgorszym byłoby przekształcenie się reżimu w zamknięte państwo wojskowe, podobne do Korei Północnej, ale nie sądzę, aby tak się stało. Najlepszym — śmierć Modżtaby w ciągu najbliższych tygodni. To zmusiłoby pozostałych ludzi reżimu do rezygnacji z oporu i zaakceptowania transformacji.
Żaden z moich rozmówców nie wierzy w to, że Modżtaba dogada się z Trumpem. — Mamy do czynienia z systemem przesiąkniętym antyzachodnią fobią. Jedyną drogą do wymuszenia ustępstw jest doprowadzenie do jego całkowitej klęski. Jednak reżim woli pozostawić po sobie spaloną ziemię, niż się poddać — mówi Mirebrahimi.
W odróżnieniu od Irańczyków z diaspory zwolennicy reżimu w Iranie cieszą się z nowego rahbara, widząc w nim godnego następcę wielkiego ojca. Co więcej, część bardziej umiarkowanych irańskich polityków łudzi się, że Modżtaba dokona zmian w strukturze reżimu, na które nie chciał zdecydować się ojciec. Abdolreza Davari, były wiceszef reżimowej agencji prasowej IRNA, a niegdyś doradca Ahmedineżada, kilka dni przed wyborem Modżtaby na najwyższego przywódcę powiedział w wywiadzie dla „New York Timesa”, że jeśli jest ktoś, kto mógłby doprowadzić do pewnego złagodzenia napięć z USA, to właśnie syn Alego Chamenei. — Każda inna osoba spotkałaby się z ostrą reakcją klasy rządzącej i konserwatystów — tłumaczył. Czy nowy rahbar rzeczywiście może oznaczać nowe otwarcie? Na razie nic nie wskazuje na to, by były na to jakiekolwiek szanse.





