– Nie możemy zapominać, że do tej tarczy potrzebujemy też miecza – mówi w rozmowie z „Newsweekiem” generał Leon Komornicki. Z byłym zastępcą szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego rozmawiamy o ogłoszonych szczegółach projektu Tarcza Wschód oraz o potrzebie umocnienia granicy z Litwą.

Generał Leon Komornicki: Sama Tarcza Wschód najeźdźcy nie odstraszy. Będzie ona natomiast elementem systemu obronnego państwa, czyli, inaczej mówiąc, systemu tarczy narodowej, którą musimy stworzyć. Pamiętajmy jednak, że tarczą nie wygrywa się wojen i nie odstrasza się agresora, bo ona służy do zatrzymania.

— Tak, by najpierw zatrzymać, a potem odpowiedzieć, uderzyć. Musimy zatem budować zdolności pozwalające odeprzeć uderzenie powietrzno-rakietowo-lądowe, zatrzymać, obezwładnić agresora, a później przenieść obronę państwa na jego terytorium.

— Wojna w Ukrainie jest dla nas swego rodzaju laboratorium i z niej wynikają oczywiste i dla nas, i dla NATO, wnioski. Polska ze względu na swoje flankowe położenie, na styku z Rosją, podobnie jak inne państwa sąsiadujące z nią, powinna stawiać na nastawienie w rodzaju: „będziemy bronić każdego centymetra polskiej ziemi”. Nie, my nie możemy pozwolić, żeby agresor nawet na centymetr wkroczył na nasze terytorium!

Zatem Tarcza Wschód będzie elementem narodowej tarczy, obejmującej wszystkie zdefiniowane elementy prowadzenia wojny. Domena lądowa to przecież nie tylko okolice granicy państwa. To przecież obejmuje całe terytorium Rzeczpospolitej. Biorąc pod uwagę istotę i charakter agresji Rosji, nie będzie dużej różnicy terytorialnej, jeśli chodzi o wyrządzone straty. Ba, straty na tyłach Ziemi Lubuskiej czy Wielkopolsce mogą być nawet większe niż na granicy z obwodem królewieckim, czy Białorusią. Czyli we wszystkich domenach musimy budować tarcze. Nie tylko tę tarczę, która jest zaledwie jednym z komponentów.

x.com

— Tak, będzie to silna ingerencja. Ale mieszkańcy Podlasia czy Lubelszczyzny, ale też Warmii i Mazur, mają żyć spokojnie, mają pracować, mają tam trwać, mają się rozwijać, nigdzie nie migrować, tam upatrywać swoją przyszłość. Bo ta tarcza ma służyć czemu? Temu, żeby do wojny nie doszło. Żeby do agresji na naszym terytorium nie doszło. Ta inwestycja ma służyć nie odstraszeniu, a zniechęceniu agresora. Bo jeśli on będzie wiedział, że mamy zdolności uderzyć odwetowo skutecznie na jego terytorium, to nie zaatakuje. Mówię to z całą odpowiedzialnością. A jeśli wykażemy słabość, wyrażając to wszystko w sposób nieśmiały, to zniechęcania nie będzie.

— W strefie operacyjnej nie wygrywa się wojny i nie odeprze się agresora. Bo Rosja może, zanim zaatakuje na lądzie, zrobić to, co teraz widzimy w Ukrainie. Tam rosyjska agresja już nie stawia sobie za celu opanowania terytorium Ukrainy, tylko wyniszczenie potencjału tego państwa. Osłabienie woli społeczeństwa do obrony, wypędzenie go, wykrwawienie armii — to cele rosyjskiej armii. I w naszym przypadku może ona początkowo w ogóle nie wkroczyć na nasze terytorium i ze swojego terenu oddziaływać przez kilka miesięcy na nas poprzez uderzenia powietrzno-rakietowe, prowadzenie cyberdziałań w przestrzeni informacyjnej, osłabiać fundament systemu obrony państwa, jakim jest naród. Czyli komponentem narodowej tarczy musi być też tarcza w postaci obrony cywilnej kraju. Polskiego społeczeństwa, które wie, co ma robić, wie, gdzie się schować itd. Bo co z tego, że zatrzymamy ich na froncie, kiedy poza tą strefą ta cała przestrzeń będzie podlegała daleko idącej destrukcji? Istotą agresji rosyjskiej jest jej przestrzenność, obejmująca całe terytorium kraju.

— Oczywiście i tak powinno być, tu nie ma żadnych wątpliwości. Ale trzeba to widzieć w określonym kontekście. Mi tego zabrakło. Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego powinien już na początku powiedzieć, na czym polega obrona państwa. I dopiero potem przejść do Tarczy Wschód, jako spójnego elementu z pozostałymi komponentami obrony państwa. Bo słuchający tego ludzie, nie mający wiedzy szczegółowej, mogli nie do końca to zrozumieć. A istota obrony państwa polega na tym, że sztab generalny staje do obrony wszystkich przestrzeni naszego państwa i narodu, niezależnie od tego, czy to jest strefa przygraniczna, czy jest to centrum Polski, czy zaplecze sił zbrojnych. Wszystkiemu poświęca taką samą uwagę, bo taki jest charakter działań rosyjskiej armii.

— Tak jest, popartą zdolnościami ogniowymi. Oczywiście są drony, monitoring, umocnienia, inne elementy, to wszystko jest ok. Ale to musi być przykryte systemem ognia. W postaci samolotów, śmigłowców, ognia artylerii, wszystkich systemów dalekiego zasięgu, choćby HIMARS-ów. To one przenoszą obronę po jego zatrzymaniu na terytorium agresora.

— Tak, trzeba to zrobić. W przeszłości robiliśmy różne rzeczy dlatego, że chcieliśmy być poprawni. A nasi sąsiedzi — zwłaszcza ci zagrażający naszemu bezpieczeństwu — często tego samego nie robili. Pod tą konwencją Rosja w latach 90-tych się nie podpisała. Pamiętam to doskonale, bo na tym tle, między nami a ówczesnym szefostwem MON, powstał konflikt. Byłem wtedy zastępcą szefa Sztabu Generalnego. My nie wyrażaliśmy zgody na tę decyzję właśnie dlatego, że nasi sąsiedzi nie chcieli się pod tym podpisać. To byłoby pokazanie naszej słabości i tak się stało. A dziś mamy problem z tym, jak się z tego wycofać. Jednak trzeba to zrobić, nie ma wyjścia. Musimy przygotować się do minowania. Dodatkowo, w razie agresji, nasza artyleria powinna mieć systemy pozwalające również na minowanie terytorium przeciwnika. Istnieje amunicja, w której są zamiast ładunku wybuchowego są umieszczone właśnie miny.

— I właśnie dlatego należy mieć solidnie zbudowane zaplecze! Czy nasza obrona ma mieć charakter ofensywny, czy defensywny? Nie ma innej odpowiedzi jak obrona ofensywna. Zatem tarcza i miecz. Po odparciu zmasowanego uderzenia lądowego zatrzymujemy go i uderzamy we wroga. Przenosimy obronę na jego terytorium. Tak, żeby stracił zdolność powtarzania tej operacji kilka razy, bo będzie chciał ją powtarzać. Jego zdolnościom ofensywnym trzeba złamać kręgosłup. W wystąpieniu szefa sztabu generalnego zabrakło mi tego właśnie symbolicznego miecza.

— Nie zakończy. Nawet jeśli zrobimy tę tarczę, to przeciwnik podejmie inne, adekwatne działania. Zawsze będzie szukał słabych miejsc, słabych punktów, żeby swoje działania hybrydowe tam przenosić. Żeby wykorzystać inne miejsca od tych, które efektywnie zabezpieczyliśmy i nadal uprawiać destrukcję. To nie jest tak, że coś da się załatwić raz na zawsze. To wymaga ciągłego doskonalenia, ciągłego monitorowania. Choć pamiętajmy, że największą rolę w tym wszystkim zawsze ostatecznie odgrywa człowiek.

— Rosjanie przyjęli wtedy scenariusz niezgodny ze sztuką, niewłaściwy, zbyt optymistyczny, zakładający, że ukraińskie społeczeństwo ich gorąco przywita. Myśleli, że to będzie tak, jak ze wkroczeniem wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji. Natomiast gdyby Ukraina wtedy miała taką barierę jak ta, o której rozmawiamy, to Rosjanie działaliby zupełnie inaczej. Najpierw by ją osłabili, zbombardowali ze swojego terytorium, użyli bomb sterujących, które mogą penetrować przestrzeń do 70 km w głąb terytorium, mających ogromną siłę rażenia, potrafiącą przebijać betonowe umocnienia. Do tego bomby termobaryczne, czyli atakujących bezpośrednio broniących tego terytorium żołnierzy. Ta broń jest obecnie używana w Ukrainie. Pierwszy cel agresora w takiej sytuacji to obezwładnić obronę. Może to trwać nawet kilka miesięcy. Na takie coś trzeba się przygotować.

— No tak, słyszę, że niektórzy generałowie proponują, by u nas broniły tej wschodniej tarczy bataliony forteczne. Nie może tak być. To mają być przygotowani do obrony żołnierze. Czy Wojsk Obrony Terytorialnej — bo powstaje tam właśnie taki odpowiednik przedwojennego Korpusu Obrony Pogranicza, czy wojsk operacyjnych. Ale bataliony forteczne — nie! To nie są czasy przed I czy II wojną światową, żeby tak kombinować.

I jeszcze jedno. Nie zgadzam się z szefem Sztabu Generalnego, że umocnienia budujemy tylko na granicach z Białorusią i Rosją. Mamy też zbudować je na granicy z Litwą! A także na kierunkach operacyjnych poniżej Włodawy — kierunek wołyński oraz Brama Przemyska. Kluczowa jednak jest Brama Podlaska, nazywana niezgodnie z geografią Przesmykiem Suwalskim. To trójstyk granic Polski, Litwy i Rosji oraz Polski, Litwy i Białorusi. Tą przestrzeń należy zamknąć i powinna ona pogłębiać naszą obronę fortyfikacyjną. Nie może być tak, że nic tam nie robimy, że ta nasza brama jest otwarta. To groźna w skutkach decyzja. Żadna brama na kierunku strategicznym nie może być otwarta. Wszystkie trzeba pokazywać. Niezależnie od tego, z kim graniczymy. Bo Rosja może to obejść.

— I niech budują! Odczytali to wszystko już dawno. Przecież przygotowania obronne powinny trwać ciągle. Gdybyśmy przez 25 lat identyfikowali to, czym będzie Rosja, to sami też dawno powinniśmy byli do tych wniosków już dojść. Mówiliśmy o tym już w latach 90-tych — że Rosja za 25 lat zaatakuje, nie ma zmiłuj. Pamiętajmy, że Rosja nigdy nie pogodziła się z tym, że nie ma do obwodu królewieckiego bezpośredniego dostępu. Tak samo było z Krymem. I jak to się skończyło? A przecież jedyny sposób na to, by odzyskać dostęp Moskwy do Królewca, to zaatakowanie państw bałtyckich. Ostrzegam! Rosja poświęci wszystko, żeby to uczynić.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version