Otwarcie sobotniej debaty wyglądało jakby to Mateusz Morawiecki, a nie Przemysław Czarnek był kandydatem na szefa rządu.

Minęło siedem tygodni, odkąd w krakowskim Sokole Jarosław Kaczyński wskazał Przemysława Czarnka jako kandydata PiS na premiera. Czarnek miał zatrzymać odpływ wyborców do obu Konfederacji, odwrócić niekorzystne trendy sondażowe, wreszcie powstrzymać wojnę wewnętrzną w partii, jasno wskazując jej kierunek marszu — na prawo.

Żadne z tych strategicznych założeń jak dotąd się nie spełniło, efektu Czarnka nie widać ani w sondażach, ani w wewnętrznej sytuacji partii.

Sobotnią debatę programową PiS „Myśląc Polska Alternatywa 2.0” otworzyły wystąpienia — kolejno — Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego i Przemysława Czarnka, co miało najpewniej wysyłać sygnał, że konflikt w partii został zażegnany i nawet jeśli ma ona dwa płuca, bardziej centrowe i bardziej prawicowe, to zmierza w jednym kierunku i gra do jednej bramki. Sądząc po konferencji, pojednanie to odbyło się wybitnie na warunkach Morawieckiego. Były premier nie tylko przemawiał przed Czarnkiem, ale też narzucił ton wszystkich wystąpień.

Morawieckim mówił też bowiem prezes Kaczyński. Nie straszył Niemcami, osobami trans, nie wspomniał nawet o Tusku, zamiast tego mówił o ambitnych, rozwojowych celach, w tym włączeniu się Polski w kolejną rewolucję przemysłową opartą na wykorzystaniu sztucznej inteligencji. Choć jednocześnie w swoim stylu prezes stwierdził, że uruchomienie potencjału rozwoju wymaga „przebudowy ustroju” i „wyeliminowania z życia publicznego” tych, którzy „nie szanują żadnych reguł”.

Morawiecki wygłosił bardzo ambitne wystąpienie, zadające pytanie o kształt optymalnej polityki gospodarczej dla Polski w epoce, gdy stary model globalizacji odchodzi w przeszłość, a zastępuje go rzeczywistość oparta o nowy merkantylizm, rywalizację mocarstw, wzrost przemysłowej potęgi Chin. Były premier wskazywał na konieczność regulacyjnej rewolucji pozwalającej efektywnie wspierać polski kapitał, wskazywał też na konieczność elektryfikacji gospodarki — co było wymownym kontrastem do „OZE-sroze” Czarnka z jego inauguracyjnej przemowy w Sokole.

Czarnek próbował wstrzelić się w ten ton, po Morawieckim wygłosił wyjątkowo jak na siebie mało konfrontacyjne wystąpienie. Wyraźnie odstawało ono jednak poziomem od tego, co zaprezentowali Morawiecki i Kaczyński. Czarnek głównie mówił banały o społecznej gospodarce rynkowej i wspieraniu drobnych przedsiębiorców — co brzmiało jak generyczny przekaz dowolnej partii w Polsce gdzieś tak z 2014 r. — upominał się też o gospodarkę, która służy dobrobytowi jak najszerszej grupy osób. Jako socjalna twarz PiS Czarnek nie jest jednak specjalnie wiarygodny — nigdy nie kojarzył się z tym tematem, dawał raczej do zrozumienia, że jego gospodarczo-społeczne poglądy są znacznie bardziej wolnorynkowe niż główny nurt PiS.

Debata z soboty poświęcona była tematom gospodarczym i rozwojowym, które w PiS od ponad dekady stanowią naturalną domenę Morawieckiego. Przekaz PiS adresowany do szerszego elektoratu, w tym tego najbardziej zaangażowanego w życie partii będzie w najbliższych tygodniach pewnie inny, bardziej „czarnkowy”.

Pytanie, czy ten przekaz zacznie politycznie działać — bo na razie tego nie widać. Gdy Czarnek przyjmował w Krakowie partyjną nominację, średnia sondażowa PiS wynosiła — według Poll of Polls Politico — 26 proc. Ostatnie dane z tej średniej — z 19 kwietnia. — dają PiS 23 proc. W tym samym okresie dystans PiS do KO wzrósł z 9 pkt proc. do 11. Poparcie obu Konfederacji pozostaje w tym okresie takie samo.

Być może to właśnie te słabe sondażowe wyniki miały wpływ na to, że Kaczyński tak łagodnie potraktował Morawieckiego i dał się przekonać argumentom byłego premiera, że nie można iść zupełnie na prawą ścianę. Media donosiły wręcz, że prezes miał dać Czarnkowi ultimatum do wakacji — jeśli sondaże nie drgną, to będzie szukał innego kandydata na premiera.

Być może zmiana retoryki Czarnka w sobotę jest próbą korekty kursu i uchronienia się przed tym scenariuszem. Z całą pewnością rezygnacja z „projektu Czarnek” po kilku miesiącach byłaby wielkim ciosem w polityczne ambicje byłego ministra edukacji, a przy tym zostałaby odczytana jako kolejny dowód głębokiego kryzysu przywództwa Kaczyńskiego w PiS i utraty przez prezesa ręki do decyzji kadrowych, z której zawsze słynął.

Można nawet powiedzieć, że nominacja Czarnka wręcz zaostrzyła wewnętrzny konflikt w partii. Mateusz Morawiecki w ostatnich tygodniach zachowywał się, jakby to on był kandydatem partii na szefa rządu, objeżdżając Polskę i pojawiając się w niemal wszystkich możliwych mediach ze swoim przekazem, często otwarciem krytykującym pomysły Czarnka i frakcji „maślarzy” na to, w jakim kierunku powinna pójść partia. Zdaniem byłego premiera, zamiast ścigać się o elektorat z Brauna, PiS powinno pozycjonować się jako rozwojowa partia walcząca o umiarkowanego wyborcę w centrum.

Szczyt konfliktu przypadł na poprzedni weekend, gdy Morawiecki ogłosił powołanie własnego stowarzyszenia Rozwój Plus, na co partia zareagował ultimatum grożącym jego członkom pozbawieniem miejsc na listach PiS w przyszłorocznych wyborach. Rozpad PiS wydawał się bliższy niż kiedykolwiek od czasu, gdy w 2011 r. wyłamali się ziobryści, tworząc Solidarną Polskę. Jednak w nocy z poniedziałku na wtorek na kolacji u Adama Bielana doszło do porozumienia między Kaczyńskim i Morawieckim. Prezes PiS de facto wycofał ultimatum, stowarzyszenie Morawieckiego dostało zgodę na działanie w ograniczonym wymiarze. Należy to uznać za zwycięstwo byłego premiera i porażkę dążących do jego marginalizacji albo nawet usunięcia go z partii „maślarzy” i ich koncepcji marszu na prawą ścianę.

Oficjalny przekaz PiS powtarza narrację o grze na dwóch fortepianach czy o dwóch płucach partii. Rysuje wizję, w której Morawiecki zbiera wyborców w centrum, przedstawiając ambitną rozwojową wizję elektoratowi z miast i klasy średniej, a Czarnek konsoliduje poparcie po prawej stronie.

Problem w tym, że polityczna gra skrzydłami to trudna sztuka. Wymaga dobrze zorganizowanej i pewnie zarządzanej partii z mocnym, wyrazistym przywództwem dysponującym jasną strategiczną wizję. PiS nie jest dziś taką partią. Polityczny instynkt Kaczyńskiego — w przeszłości faktycznie nadzwyczajny i zdolny bić konkurencję na głowę — wydaje się działać coraz gorzej. I to nie tylko w politycznej walce z zewnętrzną konkurencją, ale także w zarządzaniu wewnętrznie skłóconą partią.

Czarnek i Morawiecki chwilowo się nie kłócą — pytanie jednak jak długo to potrwa i czy za chwilę PiS, zamiast grać skrzydłami, znów nie uwikła się w konflikt swoich dwóch skrzydeł.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version