Czasy się zmieniają, raz przy władzy jest Kaczyński, raz Tusk, a koniec końców Polską zawsze rządzi 0,7 proc.

Tęższe głowy się nad tym zastanawiają, powstaną zapewne o tym książki, rozprawy naukowe, a może i nawet pieśni, ale zanim to się wydarzy, zaproponuję odpowiedź na pytanie, po co w ogóle Szymon Hołownia wchodził do polityki.

Otóż były gwiazdor telewizyjny jest tam, gdzie jest, by zapewnić nam wszystkim rozrywkę.

Aż się dziwię, że dopiero teraz na to wpadłem, przesłanek było przecież bez liku.

Książka — dokładniej: wywiad rzeka „Nie dajmy się podzielić” — napisana wraz z Michałem Kolanką rok po wyborach 15 października, w której marszałkowe jeszcze wówczas ego z trudem mieściło się między okładkami.

Hołownia opowiadający w mediach, że był przed zaprzysiężeniem Karola Nawrockiego namawiany do dokonania zamachu stanu. A kiedy okazało się, że słowa jednak coś znaczą, autor tłumaczył, że stawiał w ten sposób „polityczną diagnozę”.

Wybory w Polsce 2050 — partia, która chciała wprowadzić powszechne głosowanie przez internet, zorganizowała w ten sposób elekcję przewodniczącego. System się wywalił i proces trzeba było powtórzyć.

Awantura wokół odwołania ministry klimatu ­Pauliny Hennig-Kloski, która była kompetentna, dopóki nosiła odpowiednią (czytaj: Polski 2050) legitymację partyjną, a przestała być, gdy afiliację zmieniła.

A podział na Polskę 2050 i Centrum? W „Historii Alejandra Mayty” Maria Vargasa Llosy 20-osobowa Robotnicza Partia Rewolucyjna (RPR) dzieli się na dwie części po scysji w sprawie interpretacji dzieł sekretarza IV Międzynarodówki Michela Pabla. Silniejsza 13-osobowa zachowuje nazwę RPR, siedmioosobowa, trockistowska, przyjmuje nazwę RPR-T. Bardzo żałuję, że rozłamowcy z Polski 2050 nie wpadli na pomysł, by po secesji również dodać jakieś literki do nazwy. Mogłaby z tego wyjść np. Polska 2050-XD.

Powiecie, że odwołanie do powieści rozgrywającej się w połowie poprzedniego stulecia wśród peruwiańskiej radykalnej lewicy zupełnie tutaj nie pasuje, a ja odpowiem, że ­pasuje, bo twory Hołowni nie miały żadnej tożsamości. Nie wiadomo, o co im chodziło, czym mają i miały być Polska 2050, Trzecia Droga, Centrum itd. Porównanie do lewic pasuje tak bardzo, jak do prawic, centrów i wszystkiego innego.

Wisienką na torcie tej opowieści jest niedawny sondaż, z którego wynika, że Polska 2050 Rzeczypospolitej Polskiej (bo już nie: Polska 2050 Szymona Hołowni) zbiera poparcie 0,7 proc. wyborców. Tym samym ugrupowanie kierowane przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz stało się dla koalicji 15 października tym, czym przez lata była Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry dla rządów Zjednoczonej Prawicy. Partią bez realnego poparcia społecznego, jednocześnie decydującą o trwaniu tej koalicji. Nawiasem mówiąc: demokracja, jako się rzekło, jest systemem optymalnym, lecz bardzo ­niedoskonałym.

Kolejne odcinki komedii wokół partii, które wypączkowały z formacji Hołowni (albo jeszcze wypączkują), są pewne. Do wyborów zostało półtora roku, prawdopodobieństwo przeskoczenia progu przez Polskę 2050 i Centrum jest nikłe, zaraz zaczną się zatem walka o przetrwanie, koalicje, handel miejscami na listach.

I to jest chyba najgorsze w opowieści o obecności Hołowni w polityce. Człowiek, który szedł do wyborów z hasłami zmiany standardów, tylko te standardy zaniżał. Ludzie z jego ugrupowania po dojściu do władzy obsiedli stołki w instytucjach publicznych, negocjacje koalicyjne były zwyczajnym dzieleniem łupów, wokół finansowania partii jest mnóstwo niejasności, o których pisaliśmy w „Newsweeku” niedługo po wyborach. Ot, partyjniactwo, do którego przywykliśmy i które w różnym natężeniu obserwowaliśmy w AWS, SLD, PiS, PO.

W kategoriach rozrywkowych trzeba też rozpatrywać godny lepszej sprawy upór Hołowni w obronie lipcowego spotkania z Jarosławem Kaczyńskim i Adamem Bielanem. Ujawniona przez Dominikę Długosz z „Newsweeka” i Mariusza Gierszewskiego z Radia Zet nocna schadzka wywołała polityczne trzęsienie ziemi, stała się symbolicznym upadkiem Hołowni. Niedawny kandydat na prezydenta upiera się jednak, że nie żałuje tego spotkania. „Żałuję tego, jak na nie zareagowałem i że się z niego tłumaczyłem”. Muszę zakładać, że sobie z nas żartuje, bo w innym przypadku musiałbym uznać, że niczego się nie nauczył.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version