Elegijny ton, który przepaja „Co możemy wiedzieć”, dobiega nie z teraźniejszości, ale z przyszłości – ubolewanie natomiast dotyczy naszej współczesności.

1.

W styczniu 2026 r. w Londynie doszło do spotkania, które na trwałe zapisze się w historii literatury. Była to premiera nowej i zapowiedzianej jako ostatnia powieści Juliana Barnesa, „Departure(s)” — poprowadził ją zaś nie kto inny, jak Ian McEwan, który swoją najnowszą powieść, wychodzącą właśnie po polsku „Co możemy wiedzieć”, wydał kilka tygodni wcześniej. Nie zapowiedział, że łamie pióro; od dobiegającego osiemdziesiątki prozaika trudno jednak oczekiwać, by napisał jeszcze szczególnie wiele, zwłaszcza ze względu na elegijny ton nowej powieści.

Na londyńskiej scenie zasiadło dwóch gigantów, ale też dwoje dzieci pewnej epoki: europejskiego powojnia. Urodzeni po 1945 r., McEwan i Barnes żyli w najlepszych czasach z możliwych: darmowej, wysokojakościowej edukacji, państwa opiekuńczego, a przede wszystkim: rosnącego czytelnictwa. W latach 80., gdy byli wciąż młodymi pisarzami, zostali przez magazyn „Granta” — obok m.in. Salmana Rushiedgo i późniejszego noblisty Kazuo Ishiguro – pasowani na najciekawszych brytyjskich prozaików swego pokolenia; wkrótce przyszły Bookery i ekranizacje — w przypadku McEwana „Pokuty” z Keirą Knightley. Najkrócej rzecz ujmując, będąc anglosaskim pisarzem z pokolenia McEwana, można było pisać ambitne, wysokoliterackie powieści, które jednocześnie były masowo czytane. Dodajmy do tego triumf prasy, koniec zimnej wojny — nietrudno uznać, że to przepis na dobre życie.

Ta epoka się skończyła, a jej końcowi McEwan poświęcił kilka lat temu wspaniałe „Lekcje”. Kiedy w 2023 r. przeprowadzałem z nim rozmowę dla „Newsweeka” o tej powieści, godzinę po tym, jak rozmowa dobiegła końca, gruchnęła wiadomość, że umarł inny wielki Brytyjczyk jego pokolenia, Martin Amis – McEwan powiedział, że jeśli coś go w tym finiszu niepokoi, to to, jaki świat zostawia jego generacja dzieciom i wnukom. „Co możemy wiedzieć” jest opowieścią o tym świecie — jak też o tym, który do niego doprowadził.

Pisząc o nieuchronności katastrofy, brytyjski prozaik zadaje pytanie: jak możemy być jej pewni? Jakie mamy narzędzia i kwalifikacje, żeby ją przewidywać? Za kogo się uważamy, że to robimy?

2.

McEwan stosuje zabieg znany z science fiction i dystopii: opowiadając o przyszłości, w istocie opowiada o współczesności. Bierze kilka trendów, ekstrapoluje i przesądza, że świat za sto lat będzie wyglądał tak, a nie inaczej z racji owych zjawisk, dziś obecnych jeszcze w larwalnym stadium. W przypadku „Co możemy wiedzieć” decydująca jest katastrofa klimatyczna, z racji której XXII w. świat przeistoczy się w wyspy; nie ma już USA, Rosja i Chiny są odcięte od resztek Zachodu, Wielka Brytania stanowi archipelag… Jednak ta przyszłość o tyle podobna jest do naszej współczesności, że wciąż istnieją w niej takie instytucje, jak uniwersytety, a na nich – dogorywające wydziały literatury. Na jednym z takowych pracuje Thomas Metcalfe.

Metcalfe ma obsesję: szuka pewnego wiersza z drugiej dekady XXI w., istniejącego w jednym egzemplarzu, który znajduje się nie wiadomo gdzie. Wiersz napisał czołowy brytyjski poeta Francis Blundy, równy Seamusowi Heaneyowi, i odczytał go następnie w swym wiejskim domu na kolacji wydanej na cześć żony; stąd tytuł, „Wieniec dla Vivian”. Z racji ulotności tego wydarzenia kolacja została w historiografii ochrzczona mianem „Drugiej Nieśmiertelnej Kolacji” — pierwszą była ta, która wydarzyła się w Londynie w 1817 r., gromadząc kilka znakomitości ery angielskiego romantyzmu, m.in. Johna Keatsa i Williama Wordswortha.

Główny bohater nowej powieści McEwana stara się odkryć miejsce ukrycia utworu, przetrząsając dzienniki uczestników tego wydarzenia i inne dokumenty z epoki; są one pieczołowicie zdigitalizowane. Taką, zaskakującą rolę pisarz w „Co możemy wiedzieć” przypisuje w przyszłości technologii. Opisuje ją jako zapóźnioną względem tego jej kształtu, jaki znamy dzisiaj: nie tak radykalnie, jak opisał ją w „Drugim śnie” inny Brytyjczyk Robert Harris (u którego przyszłość wygląda niczym średniowiecze), lecz nieco bardziej dyskretne, bo jako narzędzie do magazynowania wiedzy o świecie sprzed katastrofy. Owszem, wciąż powstają nowe wynalazki, które mają zaradzić bieżącym przemianom klimatu — w stylu pojazdów napędzanych grawitacją – lecz główna rola świata cyfrowego to archiwum. I to się jednak zmienia: McEwan poświęca fragmenty rozmowom Metcalfe’a ze studentami, zmęczonymi ciągłym obracaniem głowy za siebie. To nowe pokolenie pragnie iść naprzód i nie obchodzi go świat przeszłości.

Czy Metcalfe odnajdzie wiersz? I tak, i nie. Co raczej odszuka – temu McEwan poświęca drugą, dziejącą się już całkowicie w naszych czasach część powieści — to historia tego, jak został on napisany i w jaki, zbrodniczy sposób, kobieta, do której go skierowano, stała się żoną angielskiego poety. Do tej historii, rozumiemy na koniec, odnosi się tytuł powieści; ale nie tylko do niej. Pisząc o nieuchronności katastrofy, brytyjski prozaik zadaje bowiem pytanie: jak możemy być jej pewni? Jakie mamy narzędzia i kwalifikacje, żeby ją przewidywać? Za kogo się uważamy, że to robimy?

Kończy się epoka Iana McEwana: kilka dekad wspaniałych powieści, w których ten prozaik, w młodości nazywany „Ianem Makabrą” zajrzał pod podszewkę brytyjskiego społeczeństwa i jego klasy średniej. Pisał o ludzkiej małości i ludzkiej wielkości, o literaturze, która ocala i człowieka wznosi; sam tworzył taką literaturę

3.

To pytanie powraca w niedawno wydanych powieściach, które biorą na warsztat naukę. Można je sformułować nieco inaczej, przy użyciu tytułu nominowanego do międzynarodowego Bookera dzieła Benjamína Labatuta: „When We Cease to Understand the World” (na polski przetłumaczonego jako „Straszliwa zieleń”). Podobnie jak Labatut, który wziął na warsztat fizyków, McEwan opisuje luminarzy swej epoki, humanistów. Co więcej, opisuje ich w szczególnym momencie. Nieprzypadkowo fikcyjna „Druga Nieśmiertelna Kolacja” wydarza się w 2014 r.: jesteśmy jeszcze przed brexitem i przed pierwszą wygraną Trumpa, świata jeszcze nie przesyciły fake newsy, a media społecznościowe nie rozpleniły się tak, że nie wiadomo, co jest prawdą, a co nie; jeszcze można stanąć na lądzie. W epoce, która przyszła potem, znaleźliśmy się w wodzie, jaka – tak odczytuję metaforę McEwana – zalała Wielką Brytanię.

Brytyjczyk pytanie o granice naukowego konsensusu zadawał już półtorej dekady temu, w wydanej w 2010 r. powieści „Solar” — jej bohaterem uczynił starzejącego się noblistę, którego publiczna persona i to, kim jest naprawdę, stoją w rozkroku. Noblista opowiada androny o zielonej energii i ratowaniu świata, wszakże sam nie potrafi powstrzymać się przed nachalnym konsumowaniem: to sybaryta, który traktuje katastrofę klimatyczną instrumentalnie, jako sposób, by samego siebie wznieść w hierarchii świata naukowego. Na początku tamtej dekady McEwan pytał: jak komuś takiemu można wierzyć, że naprawdę ocali świat? W „Co możemy wiedzieć” pytanie zostaje uzupełnione o inne: co z tego świata nadaje się do ocalenia? Kanon kultury, który stworzyli ludzie być może i genialni w swej dziedzinie, którzy wszakże zrobili w swoim życiu rzeczy straszne? Chociaż sama instytucja kanonu uszlachetnia, na koniec bohater powieści odkrywa, że „Druga Nieśmiertelna Kolacja” to żadne wielkie wydarzenie, ot, popijawa kulturalnych i utytułowanych. Skoro tak było, to co zrobić: wyrzucić ich z podręczników?

Trudno w tych pytaniach nie usłyszeć echa tych, którymi dyskurs przesycony jest dzisiaj; z jedną różnicą – nie zadają ich u McEwana ludzie młodzi. Ci to, co było dobre i niedobre, chcą po prostu zostawić za sobą. Ich epoka właśnie się rozpoczyna.

Kończy się zaś epoka Iana McEwana: kilka dekad wspaniałych powieści, w których ten prozaik, w młodości nazywany „Ianem Makabrą” (kto chce wiedzieć czemu – niech zajrzy do „Betonowego ogrodu”) zajrzał pod podszewkę brytyjskiego społeczeństwa i jego klasy średniej. Pisał o ludzkiej małości i ludzkiej wielkości, o literaturze, która – tak było w „Pokucie” — ocala i człowieka wznosi; sam tworzył taką literaturę. Goodbye, Mr McEwan.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version