„Projekt Hail Mary” (od 20 marca w kinach) w reżyserii duetu Phil Lord i Christopher Miller zapowiada się jako jedno z największych widowisk science fiction tego roku. To połączenie spektakularnego kina kosmicznego z historią o bardzo ludzkim wymiarze.
Film jest oparty na bestsellerowej powieści Andy’ego Weira, autora „Marsjanina”. W książce samotny astronauta walczył o przetrwanie na Marsie dzięki wiedzy i poczuciu humoru. W „Projekcie Hail Mary” stawka jest znacznie wyższa: chodzi już nie o życie jednostki, lecz o przyszłość całej planety.
Bohaterem opowieści jest Ryland Grace, nauczyciel i naukowiec, który budzi się samotnie na statku kosmicznym oddalonym o lata świetlne od Ziemi. Nie pamięta, kim jest ani dlaczego znalazł się w kosmosie. Z czasem odkrywa jednak, że jest częścią desperackiej misji ratowania planety, gdyż Słońce zaczyna gasnąć, a los ludzkości zależy od rozwiązania kosmicznej zagadki.
Za kamerą stoją twórcy znani jako mistrzowie komedii oraz specjaliści w wywracaniu do góry nogami utartych schematów narracji. Phil Lord i Christopher Miller stworzyli takie hity jak „Lego: Przygoda” czy „Spider-Man Uniwersum”. Ich kino opiera się na wizualnej wyobraźni i emocjonalnej lekkości. W przypadku „Projektu Hail Mary” wybór autorów filmu jest intrygujący, bo materiał źródłowy nie opiera się na spektakularnych scenach akcji, lecz na relacjach i przygodzie. Lord i Miller podkreślają, że kluczowym tonem filmu jest „radykalna życzliwość”, czyli historia o współpracy zamiast rywalizacji. Scenariusz napisał Drew Goddard, który odpowiadał wcześniej za adaptację „Marsjanina”. To ważna wiadomość dla fanów powieści Weira. Oznacza, że twórcy dobrze rozumieją, gdzie tkwi siła tej historii.
Jednym z najważniejszych elementów fabuły jest niezwykła relacja, jaka rodzi się między Grace’em a tajemniczą formą życia poznaną w kosmosie. Postać Rocky’ego, obcego, z którym bohater próbuje nawiązać kontakt i współpracę, wprowadza do filmu element przyjaźni przekraczającej granice gatunków.
Kosmiczne gwiazdy
Główną rolę zagrał Ryan Gosling, który zaczynał jako dziecięca gwiazda programu „The Mickey Mouse Club”. Bardzo szybko uciekł od wizerunku „grzecznego chłopca”. Przełomem była rola w dramacie „Fanatyk”, a później nominowany do Oscara występ w „Szkolnym chwycie”. Z czasem aktor stworzył własny styl, bohaterów małomównych, skrytych, pełnych napięcia. Wystarczy przypomnieć jego role w „Drive” czy „Blade Runner 2049”. Jednocześnie Gosling potrafi rozbroić własny wizerunek autoironią, czego najlepszym przykładem była jego rola Kena w „Barbie”.
W „Projekcie Hail Mary” Gosling przez znaczną część filmu pozostaje niemal sam na ekranie. Aktor prowadzi nas przez historię łączącą elementy humoru, napięcia i emocjonalnego dramatu. Jego bohater jest jednocześnie naukowcem, detektywem i człowiekiem zmuszonym do konfrontacji z własnymi lękami oraz odpowiedzialnością za przyszłość Ziemi. Aktor przyznał, że utożsamia się z postacią Rylanda Grace’a jako zwykłego człowieka postawionego w niezwykłych okolicznościach. Gosling podkreślił, że jego bohater, mimo doktoratu z biologii molekularnej, reaguje na wyzwania w sposób bliski każdemu widzowi i stopniowo odzyskuje wiarę w siebie podczas kosmicznej misji.
Jednym z najważniejszych elementów fabuły jest niezwykła relacja, jaka rodzi się między Grace’em a tajemniczą formą życia poznaną w kosmosie. Postać Rocky’ego, obcego, z którym bohater próbuje nawiązać kontakt i współpracę, wprowadza do filmu element przyjaźni przekraczającej granice gatunków. To właśnie ten wątek nadaje opowieści emocjonalną głębię i sprawia, że historia o kosmicznej misji staje się także refleksją o komunikacji i zaufaniu.
Obok Goslinga w obsadzie pojawia się również Sandra Hüller, jedna z najciekawszych aktorek współczesnego kina europejskiego. Jej kariera zaczęła się w teatrze, gdzie zdobyła uznanie jako wyrazista aktorka młodego pokolenia. Filmowym przełomem był dramat „Requiem”, za który otrzymała Srebrnego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie. Międzynarodową sławę przyniósł jej film „Toni Erdmann”, a prawdziwy globalny przełom nastąpił w 2023 r. Hüller wystąpiła wtedy w dwóch filmach nominowanych do Oscara: „Anatomia upadku” oraz „Strefa interesów”. Styl jej aktorstwa opiera się na subtelności. Budując rolę, wykorzystuje minimalizm i psychologiczną precyzję. W hollywoodzkim widowisku to ogromna wartość: ciężar emocjonalny, który równoważy spektakularną formę. W „Projekcie Hail Mary” Hüller wnosi dramatyczny ciężar i staje się ważnym kontrapunktem dla postaci Goslinga. Ich relacja buduje napięcie wokół decyzji podejmowanych na Ziemi i w przestrzeni kosmicznej.
„Projekt Hail Mary” jeszcze przed oficjalną premierą w Stanach Zjednoczonych budził duże emocje w środowisku filmowym. Do grona entuzjastów produkcji dołączył niedawno Guillermo del Toro, jeden z najbardziej cenionych współczesnych reżyserów i trzykrotny laureat Oscara. Twórca „Kształtu wody” nie krył zachwytu nad filmem, podkreślając jego emocjonalną siłę. Według niego to kino science fiction, które łączy widowiskową formę z wrażliwością opowieści o człowieku, historię jednocześnie spektakularną i poruszającą.
Produkcja w reżyserii duetu Phil Lord i Christopher Miller wyróżnia się także od strony technicznej. Twórcy zdecydowali się na nietypowe podejście do efektów wizualnych. Film powstał bez szerokiego wykorzystania klasycznych zielonych i niebieskich ekranów CGI. Zamiast tego postawiono na prawdziwe scenografie i realistyczne oświetlenie, co miało nadać kosmicznym scenom większą autentyczność.
Autorom „Projektu Hail Mary” udało się utrzymać równowagę między spektakularnym widowiskiem a intelektualną przygodą, która była siłą powieści Andy’ego Weira. Co więcej, film zachowuje najważniejszy element, czyli wiarę w rozum, i może okazać się jednym z najciekawszych blockbusterów science fiction ostatnich lat.
Widowisko za ćwierć miliarda dolarów
Budżet „Projektu Hail Mary” pokazuje skalę ambicji stojących za tą produkcją. Początkowo branżowy magazyn „Variety” pisał o kwocie około 150 mln dol., jednak późniejsze analizy wskazują, że rzeczywiste koszty były znacznie wyższe. Według nowych szacunków budżet filmu mógł sięgnąć nawet 248 mln dol. Przy takiej skali inwestycji próg rentowności filmu szacuje się na mniej więcej 500 mln dol. w globalnym box office. Dla porównania warto przypomnieć, że „Marsjanin”, wcześniejsza ekranizacja powieści Andy’ego Weira w reżyserii Ridleya Scotta, osiągnął na świecie około 630 mln dol. wpływów, udowadniając, że inteligentne kino science fiction może przyciągnąć do kin ogromną widownię.
Między Kubrickiem a Spielbergiem
Jednocześnie każdy film opowiadający o kosmosie musi się zmierzyć z długą tradycją gatunku i cieniem jednego z jego najważniejszych dzieł — „2001: Odysei kosmicznej” Stanleya Kubricka. Gdy weszło do kin w 1968 r., niemal jednogłośnie uznano je za najwybitniejszy film science fiction w historii, wskazując, że wytycza zupełnie nową drogę dla gatunku. Kubrick stworzył film niezwykły nie tylko pod względem filozoficznym, lecz także technologicznym. Kosmos u Kubricka był przestrzenią niemal metafizyczną, tajemniczą, obojętną wobec ludzkich emocji.
Świat stworzony przez Andy’ego Weira znajduje się na drugim biegunie tej tradycji, dlatego „Projekt Hail Mary” bliższy jest raczej humanistycznej tradycji kina science fiction Stevena Spielberga i jego klasycznego już filmu „E.T.”, który stał się jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla opowieści o spotkaniu z obcą cywilizacją.
U Weira spotkanie z przedstawicielem obcej cywilizacji nie oznacza militarnego konfliktu. Przeciwnie: najważniejszym wydarzeniem staje się spotkanie. Dwie inteligentne istoty uczą się siebie nawzajem, próbują zrozumieć swoje intencje i budują relację opartą na zaufaniu. Ta zmiana perspektywy jest znacząca.
W klasycznym kinie science fiction spotkanie z obcą cywilizacją często prowadziło do wojny. U Weira, podobnie jak u Spielberga, staje się okazją do współpracy. Dlatego najważniejsze pytanie dotyczące filmowej adaptacji nie brzmi dziś, czy widowisko będzie spektakularne, lecz czy twórcom uda się opowiedzieć o współczesnym świecie.
W mojej ocenie autorom „Projektu Hail Mary” udało się utrzymać równowagę między spektakularnym widowiskiem a intelektualną przygodą, która była siłą powieści Andy’ego Weira. Co więcej, film zachowuje najważniejszy element, czyli wiarę w rozum, i może okazać się jednym z najciekawszych blockbusterów science fiction ostatnich lat.

