Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Rekordy Polski w systemie kaucyjnym. Tyle płaciły Lidl i Biedronka

Rekordy Polski w systemie kaucyjnym. Tyle płaciły Lidl i Biedronka

31 marca, 2026
Bliski Wschód. Media: Tysiące żołnierzy USA w drodze. Zasilą plan Trumpa

Bliski Wschód. Media: Tysiące żołnierzy USA w drodze. Zasilą plan Trumpa

31 marca, 2026
Opłaty za śmieci na nowych zasadach? Rząd wycofał się z kontrowersyjnego pomysłu – Biznes Wprost

Opłaty za śmieci na nowych zasadach? Rząd wycofał się z kontrowersyjnego pomysłu – Biznes Wprost

31 marca, 2026
Na kanałach i stawach stanęły dziwne konstrukcje. O co chodzi?

Na kanałach i stawach stanęły dziwne konstrukcje. O co chodzi?

31 marca, 2026
Izrael. Watykan „wyraża ubolewanie” po incydencie pod Grobem Pańskim

Izrael. Watykan „wyraża ubolewanie” po incydencie pod Grobem Pańskim

30 marca, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Rekordy Polski w systemie kaucyjnym. Tyle płaciły Lidl i Biedronka
  • Bliski Wschód. Media: Tysiące żołnierzy USA w drodze. Zasilą plan Trumpa
  • Opłaty za śmieci na nowych zasadach? Rząd wycofał się z kontrowersyjnego pomysłu – Biznes Wprost
  • Na kanałach i stawach stanęły dziwne konstrukcje. O co chodzi?
  • Izrael. Watykan „wyraża ubolewanie” po incydencie pod Grobem Pańskim
  • Tusk na wielkanocnym spotkaniu z żołnierzami. Zaapelował do przywódców
  • Całoroczny domek na działce ROD kosztuje. Ceny jak za mieszkanie w dużym mieście – Biznes Wprost
  • Chcesz mieć dywan żonkili w ogrodzie? Trik ogrodników pomoże
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » „Nie torturowaliśmy” — lubił podkreślać szpieg bez twarzy. Jego agenci niszczyli inaczej
„Nie torturowaliśmy” — lubił podkreślać szpieg bez twarzy. Jego agenci niszczyli inaczej
Aktualności

„Nie torturowaliśmy” — lubił podkreślać szpieg bez twarzy. Jego agenci niszczyli inaczej

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości15 stycznia, 2026

Przez trzy dekady nie pozwolił się sfotografować. Kierował jednym z najskuteczniejszych wywiadów (HVA) Europy Wschodniej, a jego agenci wnikali w struktury NATO i gabinety polityczne Bonn. Markus Wolf — elegancki intelektualista w garniturze, który równocześnie odpowiadał za akcje niszczące ludzkie życia.

Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Dziękujemy, że jesteś z nami!

Foto: Newsweek

Najgłośniejszą akcją Wolfa była operacja Romeo. Młodzi, przystojni agenci, starannie przygotowani językowo i towarzysko, wyjeżdżali do RFN i krajów NATO, by nawiązywać relacje z sekretarkami, asystentkami, analityczkami w instytucjach o strategicznym znaczeniu. Nie grożono im, przeciwnie, oferowano czułość, uwagę, rozmowę. Związek naturalnie prowadził do rozmów o pracy, a te do niewinnych próśb: „Kochanie, potrzebuję tylko daty posiedzenia komisji”, „To tylko notatka ze spotkania, przecież nikt tego nie sprawdzi”… A raz wyniesiony dokument otwierał drzwi do kolejnych kroków.

Tyle tylko że uczucia bywały prawdziwe. Część agentów zakochiwała się naprawdę, część kobiet także. Kiedy po latach wychodziło na jaw, że narzeczony był oficerem wschodnioniemieckiego wywiadu, życie się załamywało. Kilka kobiet popełniło samobójstwo, inne latami leczyły depresję (jak na ironię jeden z wewnętrznych raportów HVA sugeruje, że Wolf miał romans z kobietą podejrzewaną o kontakty z CIA; sprawa nigdy nie została oficjalnie potwierdzona, ale była analizowana jako „złamanie reguły dystansu emocjonalnego”).

Kulminacją tej strategii była afera Guillaume. Günter Guillaume — lojalny, rzetelny pracownik — wspinał się po szczeblach urzędniczej kariery w Bonn, aż trafił do najbliższego otoczenia kanclerza Willy’ego Brandta. Przez lata wynosił dokumenty i informacje najwyższej wagi. Kiedy w 1974 r. został zdemaskowany, Brandt podał się do dymisji. W historii RFN nie było większego sukcesu obcego wywiadu: bez bomby i kul, cichą infiltracją HVA doprowadził do upadku szefa rządu zachodniego państwa. Triumf miał swoją cenę. Guillaume trafił do więzienia, jego rodzina się rozpadła, Brandt — polityk pojednania i Ostpolitik — żył z cieniem upokorzenia. Wolf komentował to chłodno: „Wojna wywiadów ma swoje ofiary”. Dla niego była to idealnie rozegrana partia.

Urodził się w 1923 r. w Weimarze w żydowsko-niemieckiej rodzinie. Ojciec — lekarz, dramaturg, komunista; matka — nauczycielka. Po 1933 r. nie było dla nich miejsca w Rzeszy. Emigracja prowadziła przez Szwajcarię i Francję do Moskwy, gdzie młody Markus dorastał i kształcił się w szkołach dla imigrantów, a potem na uczelniach technicznych oraz kursach Kominternu. W czasie II wojny światowej pracował w Radiu Moskwa, prowadząc audycje dla Niemców — miękki, rzeczowy głos siał zwątpienie w okopach Wehrmachtu. Po 1945 r. wrócił na rozkaz Stalina z grupą Waltera Ulbrichta budować nowe, socjalistyczne Niemcy. Młody korespondent z doświadczeniem moskiewskiej szkoły kadr szybko trafił do Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego NRD (bardziej znanego jako Stasi). W 1953 r. stanął na czele Hauptverwaltung Aufklärung (HVA), politycznego wywiadu zagranicznego, i pozostawał jego szefem do połowy lat 80.

Nie pałka, tylko psychologia

Wolf zbudował strukturę, która miała działać cicho, precyzyjnie, bez rozgłosu. HVA liczył zaledwie kilka tysięcy oficerów, ale opierał się na gęstej sieci agentów i informatorów po obu stronach muru. W przeciwieństwie do Ericha Mielkego, szefa Stasi działającego wewnątrz NRD, Wolf dobierał ludzi pod kątem języków, kultury i zdolności analitycznych. Kandydatów pytał o teatr, literaturę, gazety z Paryża i Londynu — wierzył, że kto nie rozumie Zachodu, nie zrozumie jego słabości. Wprowadził też coś, co dziś nazwalibyśmy profilowaniem emocjonalnym. HVA uczył rozpoznawać u ludzi pragnienie uznania, deficyty, kompleksy, urażoną dumę i przekuwać je w lojalność.

W praktyce repertuar metod był szeroki. Klasyka: rekrutacja przez wierność idei (antyfaszyzm, pacyfizm, „pojednanie”), pieniądze (długi, awans), ego (ambicja, niedocenienie), emocje (samotność, miłość), wreszcie — strach. Szczególnie skuteczny bywał szantaż rodziną pozostającą w NRD. Emigrantowi w RFN, który tylko raz zaniósł listę nazwisk czy kopię analizy, dyskretnie przypominano, że jego matka czeka w Magdeburgu na przydział mieszkania. Albo że bratu akurat „zaginęła” teczka z wnioskiem o paszport. Zazwyczaj nie trzeba było nawet użyć pałki, wystarczył telefon. HVA wyspecjalizował się też w pozornie niewielkich przysługach: znalezienie lekarza dla ojca, załatwienie żłobka, wsparcie w uzyskaniu kontraktu. Drobne dobrodziejstwa, które rodziły dług wdzięczności, a ten można było spłacać informacją.

HVA cierpliwie wyszukiwał pęknięcia w głównych zachodnioniemieckich partiach (SPD i CDU), w biurach poselskich i redakcjach. W RFN lat 60. i 70. wiele stanowisk zajmowały kobiety — świetnie wykształcone, ale słabo opłacane i często lekceważone. To był idealny cel: ambitne, przemęczone, spragnione uznania. Akcja Romeo nie była jedynym narzędziem. Równolegle HVA werbował współpracowników w nauce i przemyśle — w instytutach technologicznych, ośrodkach badawczych, przedsiębiorstwach zbrojeniowych. Liczyły się schematy radarów, parametry silników, plany przetargów. Niekiedy rekrutowano młodych asystentów, którym obiecywano pomoc w publikacji; innym — etat. Dokumenty płynęły latami: pozornie nudne protokoły komisji, które w rękach analityków tworzyły obraz trendów technologicznych i nastrojów politycznych. Media — zwłaszcza regionalne — były dla HVA poligonem wpływu. Nie chodziło nawet o werbowanie redaktorów naczelnych, wystarczało mieć wtyczkę wśród researcherów czy redaktorów działu zagranicznego, żeby sterować akcentami, podrzucać wątpliwości, nadmuchiwać lub wygaszać tematy. Wolf nie wierzył w nachalną propagandę, cenił tę, która sączy się małą czcionką.

Ciemna strona miękkich metod

W RFN Kościoły, fundacje i stowarzyszenia były centrami społecznego zaufania. HVA ostrożnie wchodził i tam. Nie chodziło o teologię, tylko o kontakty: listy działaczy, plany spotkań z opozycją w bloku wschodnim, kanały przerzutu materiałów. Duchowni bywali źródłem informacji mimo woli — dyskretna znajomość, prośba „czysto organizacyjna” i już można było przewidzieć, kto i gdzie się spotka. Diaspory emigrantów z NRD i Polski to kolejny węzeł. W tym świecie plotka bywała równie cenna, co dokument.

Wolf publicznie odcinał się od przemocy, ale praktyka bywała brudna. W latach 70. i 80. Berlin Wschodni i inne miasta bloku były przystanią dla radykalnej lewicy z Zachodu. Nie chodziło o dowodzenie zamachami, lecz o „infrastrukturę”: nowe tożsamości, mieszkania konspiracyjne, dyskretne tranzyty przez granice. Czasem — trening strzelecki czy kontakt z grupami palestyńskimi. Ta szara strefa nie zostawiała w archiwach wielu podpisów, ale konsekwencje były realne: bomby w Rzymie, Frankfurcie, wystrzały na lotniskach, porwania.

„Nie torturowaliśmy” — lubił podkreślać Wolf. To tylko część prawdy. HVA nie słynął z piwnicznych izb tortur. Jego przemoc miała inny kształt: niszczenie relacji, presja na rodzinę. W aktach pojawiają się historie jak z powieści: urzędniczka ministerstwa, której „narzeczony” okazał się oficerem HVA — po aresztowaniu leczyła depresję dekadę; młody badacz z politechniki złapany na wynoszeniu planów — utrata habilitacji, rozwód, emigracja do Kanady; pracownik landowego urzędu, któremu w ramach „testu lojalności” podsunięto fałszywy romans — po ujawnieniu sprawy próbował się zabić. W statystykach to „przypadki jednostkowe”, koszt systemu miękkiego wywiadu.

Typowa sprawa wyglądała tak: analitycy HVA typowali instytucję — wydział planowania, komitet przetargowy, gabinet polityka… Sekcja rozpoznania rozpracowywała siatkę personalną: kto pije kawę z kim, kto kogo lubi, kto kogo lekceważy. Z kandydatami kontakt nawiązywano „przypadkiem”: konferencja, kurs językowy, klub fotograficzny… Pierwszy etap: „zaufanie bez żądań”. Drugi: „przysługa bez kosztu” (przesłanie publicznej analizy, bibliografii). Trzeci: „przekroczenie rubikonu” (dokument wewnętrzny, „tylko do wglądu”). Czwarty: rutyna. Pieniądze wypłacano skromnie i dyskretnie, ważniejsze było budowanie poczucia sensu: „robisz to dla pokoju”, „powstrzymujesz zbrojenia”. Gdy ktoś chciał odejść, uśmiech zamieniał się w zimne przypomnienie: „Podpisałeś. Wiesz, co grozi matce w Rostocku”.

Maski Wolfa

Sam Wolf unikał ostentacji. Nie nosił munduru, nie otaczał się nadmiarem ochroniarzy. Lubił teatr i francuską piosenkę — powtarzano, że szczególną słabość miał do „Non, je ne regrette rien” w wykonaniu Edith Piaf. Dla współpracowników — Mischa: wymagający, ale nie poniżający. Nigdy nie krzyczał. Na Zachodzie długo nie znano jego twarzy, CIA mówiła o nim „Man Without a Face”.

Jesień 1989 r. zmiotła NRD. W ministerstwach furczały niszczarki, z piwnic wynoszono teczki, w mieszkaniach pośpiesznie palono notatniki. Wolf zniknął. Wyjechał do ZSRR, potem przewijał się w Austrii i Szwajcarii. W 1990 r. wrócił „by zmierzyć się z przeszłością”. Podczas rewizji w mieszkaniu Wolfa po jego aresztowaniu odkryto zeszyt z zapisanym kodem służącym do prywatnej korespondencji — nie w formie cyfr, ale… w postaci rymowanych wersów z odniesieniami do Goethego i Heinego. Śledczy nazwali to „najbardziej romantyczną formą kryptografii, jaką widzieli”.

Zarzucono mu bezprawne działania wywiadowcze. Sprawy toczyły się latami, rozbijane o formalne wątpliwości, niekompletne dowody, spory o retroaktywność prawa. Raz sześć lat więzienia, potem uchylenie wyroku, w końcu kara w zawieszeniu. W praktyce — brak realnej odsiadki. Zamiast zamilknąć, Wolf zaczął pisał wspomnienia, chodził do telewizji, polemizował z historykami. Portretował siebie jako funkcjonariusza idealistę: „Broniłem pokoju, nie podbijałem świata”.

Media ochrzciły go „intelektualistą wśród szpicli”. W literaturze szpiegowskiej pobrzmiewał w figurach dyskretnych demiurgów — jak Karl Riemeck z powieści „Szpieg, który przyszedł z zimnej strefy” Johna le Carré. Dla części niemieckiej lewicy lat 90. był wygodnym lustrem: można było podziwiać spryt bez przyznawania, że fundamentem systemu była przemoc. Dla prawicy — okazją do przypomnienia, jak głęboko sięgały korzenie infiltracji. Dla ofiar — trudnym sąsiadem z telewizora, który mówił pięknie o ideałach, a pomijał rachunki sumienia. W archiwach instytutu ds. akt Stasi jego nazwisko pojawia się w setkach teczek, ale zaskakująco mało jest w nich jego własnych notatek. Był ostrożny. Uważał, że prawdziwa władza zaczyna się tam, gdzie kończy się papier. Wolf sprawił, że tysiące ludzi — często całkiem zwyczajnych — stało się trybikami w maszynie, która rozrywała więzi i wykorzystywała intymność jako narzędzie władzy. Jego miękkie metody okazały się w skutkach brutalne.

Markus Wolf zmarł w listopadzie 2006 r. Pogrzeb był spokojny, a w nekrologach powracała fraza o „ostatnim eleganckim wrogu”. Ze wspomnień jego współpracowników wynika, że rzadko podnosił głos. Nie musiał. Wystarczała rozmowa, cisza, lekko uniesione brwi, cierpliwość w czekaniu na moment, w którym ktoś powie o dwa zdania za dużo. Był dowodem, że zło nie zawsze przychodzi w mundurze i z pałką. Częściej w dobrze skrojonym płaszczu, z tomikiem poezji pod pachą i z przekonaniem, że „robi to, co słuszne”. N

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
1

15.01.2026

undefined

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Zasłonił go własnym ciałem. Tak ochroniarz uratował prezydenta Reagana

Zasłonił go własnym ciałem. Tak ochroniarz uratował prezydenta Reagana

Uważał, że wszystkie kobiety w jego otoczeniu są roszczeniowe. Problem leżał gdzie indziej

Uważał, że wszystkie kobiety w jego otoczeniu są roszczeniowe. Problem leżał gdzie indziej

Jedna uwaga od szefowej — i łzy, których nie dało się zatrzymać

Jedna uwaga od szefowej — i łzy, których nie dało się zatrzymać

Nowy materac może zmienić jakość snu – sprawdź zestawienie polecanych modeli

Nowy materac może zmienić jakość snu – sprawdź zestawienie polecanych modeli

Nie tylko na trening. Te modele bezprzewodowych słuchawek nieprzypadkowo są hitami
                
            
    W tekście i na zdjęciach znajdują się linki reklamowe sponsorowane przez
    
    Media Expert, 
    
    media markt

Nie tylko na trening. Te modele bezprzewodowych słuchawek nieprzypadkowo są hitami W tekście i na zdjęciach znajdują się linki reklamowe sponsorowane przez Media Expert, media markt

Na początku Oberstdorf nie popierał nazistów. „Dopiero po spaleniu Reichstagu uwierzył propagandzie”

Na początku Oberstdorf nie popierał nazistów. „Dopiero po spaleniu Reichstagu uwierzył propagandzie”

Ksiądz wyskoczył z konfesjonału: „Proszę, niech siostra nie idzie! Odpuszczam!”

Ksiądz wyskoczył z konfesjonału: „Proszę, niech siostra nie idzie! Odpuszczam!”

Karol Nawrocki w kłopotach. „Pan Bogucki napytał prezydentowi biedy”

Karol Nawrocki w kłopotach. „Pan Bogucki napytał prezydentowi biedy”

Wiele kobiet ma niedobór testosteronu. „Nawet wśród lekarzy ta wiedza nie jest powszechna”

Wiele kobiet ma niedobór testosteronu. „Nawet wśród lekarzy ta wiedza nie jest powszechna”

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Bliski Wschód. Media: Tysiące żołnierzy USA w drodze. Zasilą plan Trumpa

Bliski Wschód. Media: Tysiące żołnierzy USA w drodze. Zasilą plan Trumpa

31 marca, 2026
Opłaty za śmieci na nowych zasadach? Rząd wycofał się z kontrowersyjnego pomysłu – Biznes Wprost

Opłaty za śmieci na nowych zasadach? Rząd wycofał się z kontrowersyjnego pomysłu – Biznes Wprost

31 marca, 2026
Na kanałach i stawach stanęły dziwne konstrukcje. O co chodzi?

Na kanałach i stawach stanęły dziwne konstrukcje. O co chodzi?

31 marca, 2026
Izrael. Watykan „wyraża ubolewanie” po incydencie pod Grobem Pańskim

Izrael. Watykan „wyraża ubolewanie” po incydencie pod Grobem Pańskim

30 marca, 2026

Najnowsze Wiadomości

Tusk na wielkanocnym spotkaniu z żołnierzami. Zaapelował do przywódców

Tusk na wielkanocnym spotkaniu z żołnierzami. Zaapelował do przywódców

30 marca, 2026
Całoroczny domek na działce ROD kosztuje. Ceny jak za mieszkanie w dużym mieście – Biznes Wprost

Całoroczny domek na działce ROD kosztuje. Ceny jak za mieszkanie w dużym mieście – Biznes Wprost

30 marca, 2026
Chcesz mieć dywan żonkili w ogrodzie? Trik ogrodników pomoże

Chcesz mieć dywan żonkili w ogrodzie? Trik ogrodników pomoże

30 marca, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.