Rosjanie od tygodnia rozkręcają ofensywę lotniczą przeciwko Ukrainie. Atakują silniej i celniej niż dotychczas, a ukraińska obrona przeciwlotnicza średnio sobie radzi z powstrzymywaniem ataków z użyciem nowych dronów odrzutowych. Przed takim scenariuszem miesiąc temu ostrzegał były minister obrony Ukrainy Mychajło Fedorow.

Tuż po zwolnieniu ze stanowiska Fedorow w wywiadzie dla Reutersa powiedział, że Ukraina znalazła się w punkcie zwrotnym wojny i „na razie stopniowo, powoli przegrywa”. Nie oznacza to jednak, że Rosja przełamała ukraińską obronę albo że jej zwycięstwo jest przesądzone. Ukraińcy osiadli na laurach i przestali się rozwijać. A jeśli przestają się rozwijać, to się cofają.

Nie trzeba jednak jeszcze popadać w minorowe nastroje. Fedorow nie powiedział, że Ukraina przegrała wojnę. Nie powiedział nawet, że Rosja ją wygrywa. Fedorow mówił przede wszystkim o zdolności państwa do prowadzenia wojny. W rozmowie wskazywał na brak spójnej wizji zwycięstwa, problemy z innowacyjnością, korupcję i zależności polityczne.

Jego zdaniem Ukraina ma jeszcze kilka miesięcy na podjęcie decyzji, które mogą zmienić kierunek wojny. Jednocześnie zwracał uwagę, że Rosja wkrótce będzie w stanie coraz skuteczniej atakować ukraińskie zaplecze, podczas gdy Ukrainie zaczyna brakować środków do zwalczania części rosyjskich pocisków, szczególnie balistycznych. Pominął przy tym, że wiele wskazuje, iż Rosja planuje przeprowadzić mobilizację. A to już całkiem pokazałoby, w jakich tarapatach znalazł się Kijów.

Słowa Fedorowa potwierdziły się dość szybko. Chyba sam się nie spodziewał, że stanie się to niespełna miesiąc po ich wypowiedzeniu. Rosyjskie ataki powietrzne są w ostatnich dniach jednym z najbardziej widocznych problemów Ukrainy. Od sześciu dni Rosja prowadzi kolejne duże uderzenia na ukraińskie miasta, a noc z 31 sierpnia na 1 września była kolejną falą ataków na Kijów i okolice. Zginęło co najmniej 12 osób, a uszkodzone zostały między innymi budynki mieszkalne oraz infrastruktura kolejowa. W Kijowie 27 sierpnia ogłoszono 13 alarmów przeciwlotniczych, a mieszkańcy stolicy spędzili tego dnia łącznie prawie 15 godzin w schronach.

Rosjanie po prostu podkręcili tempo. W ostatnim miesiącu bardzo rzadko uderzali większą liczbą pocisków. Dzięki tym oszczędnościom mogli zwiększyć częstotliwość ataków, a Ukraina ma problem z powstrzymaniem tak zmasowanego ostrzału. Problem zaczyna się wtedy, kiedy Rosja łączy w jednym ataku drony, wabiki, pociski manewrujące, balistyczne i nowe drony odrzutowe.

Wówczas obrona przeciwlotnicza staje się całkowicie niewydolna. A szczególnie duży problem ma z obroną przed pociskami balistycznymi. W lipcu Ukraińcy mieli przechwycić tylko 29 ze 195 rosyjskich pocisków balistycznych. W sierpniu skuteczność była na podobnie niskim poziomie. Kijów po prostu nie ma odpowiednich środków.

Ukraina posiada niewiele systemów, które mogą skutecznie zwalczać rosyjskie pociski balistyczne, a do tego potrzebuje drogich pocisków przechwytujących. Jeżeli Rosja codziennie wysyła setki dronów i jednocześnie dokłada do tego pociski balistyczne, Ukraina musi zdecydować, jakim systemem bronić danego obiektu. Nie może postawić systemu Patriot na każdym możliwym podejściu do celu. A nawet gdyby mogła, to i tak nie ma tylu pocisków.

Do tego Rosja zaczęła masowo wprowadzać do ataków na Ukrainę drony z napędem odrzutowym. To nie jest kolejna modyfikacja znanego już Shaheda, a całkiem nowa konstrukcja. W ciągu ostatnich miesięcy Rosjanie stworzyli nową serię bezzałogowców opartych na chińskich podzespołach. W ostatnich atakach pojawiły się maszyny osiągające prędkość ok. 300-400 km na godz., a według ukraińskich danych niektóre wersje mogą latać jeszcze szybciej.

W dniach 28—31 sierpnia Rosja miała wysłać przeciwko Ukrainie ok. 1,5 tys. dronów, z czego mniej więcej 800 miało mieć napęd odrzutowy. Prezydent Wołodymyr Zełenski mówił, że w ostatnich atakach takie maszyny stanowiły około połowy wszystkich użytych dronów. I znów rację miał Fedorow, mówiąc, że przesypiając moment, kiedy Rosja pracuje nad nowymi środkami napadu powietrznego, Kijów sam na siebie ściągnął problem.

Ukraina zaczęła rozwijać drony przechwytujące właśnie dlatego, że nie można było odpowiadać na każdą latającą bombę pociskiem przeciwlotniczym kosztującym setki tysięcy czy miliony dolarów. Dron przechwytujący jest znacznie tańszy, ale jego skuteczność zależy między innymi od różnicy prędkości pomiędzy nim a celem. Jeżeli rosyjski bezzałogowiec jest znacznie szybszy, przechwycenie wymaga szybszego drona, wcześniejszego wykrycia albo skierowania przeciwko niemu innego środka. A takiego nie opracowano.

W ten sposób Rosja zaczyna odbierać Ukrainie jedną z najważniejszych przewag wypracowanych przez Kijów w ostatnich dwóch latach. Ukraińcy zbudowali system, w którym masowe rosyjskie ataki dronów można było w dużej mierze zwalczać stosunkowo tanio. Rosjanie próbują teraz sprawić, żeby ta sama obrona stała się znacznie droższa i mniej skuteczna.

Najlepiej widać to w danych z ostatnich ataków. Podczas uderzenia z 30 sierpnia drony odrzutowe stanowiły ponad połowę użytych bezzałogowców. Ukraina przechwyciła około 65 proc. wszystkich maszyn. W poprzednim ataku, podczas którego użyto podobnej ilości środków napadu powietrznego, ale przy mniejszym udziale szybkich konstrukcji, odsetek przechwyceń wynosił około 84 proc.

Jeżeli Ukraina będzie tylko odpierała rosyjskie ataki, a Rosja z każdym miesiącem będzie zwiększała ich skalę i zmieniała sposób ich prowadzenia, to Kijów stopniowo straci przewagę. Wiadomo, że Ukraińcy pracują nad szybszymi i skuteczniejszymi dronami przechwytującymi. Wiele zależy od terminu ich wprowadzenia.

Takie wahania przewag w przypadku wojny powietrznej nie są niczym nowym. Podczas II wojny światowej, kiedy Brytyjczycy wprowadzili system naprowadzania na cel Gee, Niemcy wymyślili zestawy zagłuszające Heinrich i systemy namierzające emisję radarową brytyjskich bombowców. Spadła skuteczność brytyjskich nalotów i wzrosły straty. Brytyjczycy odpowiedzieli systemem naprowadzania H2S i zagłuszającym Window. Walka na przewagi technologiczne trwała do końca wojny.

Dlatego jeżeli Ukraina nadal będzie rozwijała swoje zdolności szybciej niż Rosja, sytuacja może się ponownie odwrócić. Jeżeli jednak będzie próbowała prowadzić wojnę tak samo jak rok czy dwa lata temu, Rosja będzie stopniowo odbierała jej przewagę. A wtedy mobilizacja, którą Moskwa może przeprowadzić jesienią, nie będzie wprawdzie jeszcze początkiem rosyjskiego zwycięstwa, ale może stać się kolejnym etapem wojny, w której Ukraina będzie miała coraz mniej czasu na znalezienie następnego rozwiązania, bo wróg z większymi siłami znów stanie u bram.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version