Modele klimatyczne amerykańskiej agencji NOAA oraz australijskiego Biura Meteorologii wskazują na rosnące prawdopodobieństwo wystąpienia El Niño jeszcze w tym roku. Obie instytucje podkreślają jednak, że prognozy obarczone są dużą niepewnością.
El Niño to ciepła faza cyklu znanego jako El Niño Southern Oscillation, w skrócie ENSO. Gdy cieplejsze niż zwykle wody gromadzą się we wschodniej części równikowego Pacyfiku i rozciągają się w kierunku wybrzeży Ameryki Południowej, wpływa to na pogodę na całym świecie. Zwykle towarzyszy temu wzrost średniej temperatury globalnej.
W najnowszym sezonowym komunikacie australijskie Biuro Meteorologii poinformowało, że część modeli wskazuje możliwość rozwoju El Niño od czerwca. Zastrzeżono jednak, że to bardzo odległy horyzont prognozy, a wiarygodność takich przewidywań jest ograniczona. NOAA również mówi o rosnących szansach na El Niño, ale podkreśla niepewność modeli.
Dr Andrew Watkins, klimatolog z Monash University i były szef prognoz długoterminowych w australijskim biurze, wskazuje na obecność dużej ilości ciepłej wody w zachodniej części tropikalnego Pacyfiku. Gdy słabną pasaty, czyli wiatry wiejące wzdłuż równika, ta masa ciepłej wody może przemieścić się na wschód, ogrzewając obszary u wybrzeży Ameryki Południowej.
„Modele wskazują, że może to nastąpić jesienią na półkuli południowej, co jest zgodne z typowym przebiegiem zjawiska” – mówi Watkins. Zaznacza jednak, że choć „sygnały wstępne są obecne”, na ostateczne rozstrzygnięcie jest jeszcze za wcześnie.
-
Akademia Klimatu – startuje kolejna edycja spotkań dla młodzieży
-
Znaleźli czynnik sprzyjający chorobie Alzheimera. Jest wokół nas
Obecnie trwa słabnąca faza La Niña, czyli przeciwieństwo El Niño. W tym przypadku cieplejsze wody koncentrują się bliżej Australii, co sprzyja tam wilgotniejszym warunkom. Według prof. Andrei Taschetto z University of New South Wales, ekspertki w dziedzinie ENSO, przewidywanie tego, co nastąpi po zakończeniu La Niña, jest szczególnie trudne.
Szanse na rozwój El Niño między czerwcem a sierpniem są obecnie oceniane na około 50 proc., czyli, jak mówi Taschetto, „jak rzut monetą”.
Ostatnie trzy lata znalazły się w pierwszej trójce najcieplejszych w historii globalnych pomiarów temperatury. Wpływ miało zarówno postępujące ocieplenie klimatu związane ze spalaniem paliw kopalnych, jak i naturalna zmienność systemu klimatycznego, w tym wcześniejsze El Niño.
Czy 2027 r. pobije rekord
Dr Zeke Hausfather z niezależnej grupy badawczej Berkeley Earth przypomina, że El Niño, które rozpoczęło się w połowie 2023 r. i trwało do wiosny 2024 r., mogło podnieść globalną temperaturę w 2024 r. o około 0,12 st. C.
Jeśli nowe El Niño rozwinie się pod koniec 2026 r., jego szczyt przypadnie prawdopodobnie na okres od listopada do stycznia. W takim scenariuszu największy wpływ na średnią temperaturę globalną odczujemy w 2027 r., a nie w 2026 r.
„Dlatego przewiduję, że 2027 r. może ustanowić nowy rekord globalnej temperatury, jeśli rozwinie się umiarkowane lub silne El Niño” – mówi Hausfather.
Watkins przyznaje, że w takim scenariuszu trudno byłoby zakładać, że rekord nie padnie. Jednocześnie podkreśla, że antropogeniczne ocieplenie klimatu jest dziś tak silne, iż zaczyna dominować nad naturalnymi wahaniami rok do roku.
„Nie sądzę, by cokolwiek nas jeszcze zaskakiwało” – mówi. „Możliwe, że nawet bez silnego El Niño będziemy obserwować kolejne bardzo ciepłe lata”.
To oznacza, że nawet jeśli prognozy dotyczące Pacyfiku się nie sprawdzą, globalne temperatury i tak mogą utrzymywać się na rekordowo wysokim poziomie. El Niño byłoby w takim przypadku dodatkowym impulsem, a nie jedyną przyczyną kolejnych rekordów.














