Donald Trump nie jest w stanie ukarać swoich wrogów, dlatego będzie coraz częściej karał swoich sprzymierzeńców. Oman i Korea Południowa to najnowsze ofiary jego gniewu. Będzie ich więcej.
Trump ma w zwyczaju mówić rzeczy bezsensowne i dowodzące skrajnej niekompetencji.
Jednak w ciągu ostatnich dni powiedział rzeczy, które zdaniem niektórych potwierdzają tezę o jego demencji. Bo tylko w ten sposób można wytłumaczyć, że prezydent grozi unicestwieniem Omanowi, który od dawna jest sojusznikiem USA. „Jeśli Oman stanie nam na drodze, zbombardujemy ten kraj do fundamentów” — powiedział Trump w wywiadzie dla stacji Fox News.
Niedługo później ział wściekłością na Koreę Południową, którą od ponad 70 lat wiąże z USA traktat o wzajemnej obronie. Ukarał ją, podważając sensowność wspólnych ćwiczeń i je skracając. Tylko po to, by już w następnym zdaniu wyrażać swą niepohamowaną sympatię dla wroga Ameryki, przeciwko któremu traktat z Koreą Południową został zawiązany. „Kim Dzong Un zawsze traktował mnie z wielkim szacunkiem i spotykaliśmy się wielokrotnie, rozmawialiśmy i spędzaliśmy razem czas. Rozumiem go. On rozumie mnie” — mówił.
Spotkanie Kim Dzong Una i Donalda Trumpa w czasie pierwszej kadencji prezydenta USA
Foto: KCNA / PAP/ EPA
Teza o demencji byłaby kusząca, gdyby nie jeden fakt. W postawionym na głowie świecie Donalda Trumpa sojusznicy już wcześniej byli traktowani gorzej niż przeciwnicy USA. Jedyna różnica polega na tym, że w początkowej fazie jego drugiej kadencji niemal całą złość wyładowywał na Europie (oraz Kanadzie). Teraz na wściekłość Trumpa może liczyć dowolny kraj świata, z którym USA miały dobre stosunki. Europejski wyjątek stał się globalną regułą.
Po co uginać się przed słabnącym mocarstwem?
Urzędnicy z otoczenia Trumpa próbowali tłumaczyć wściekłość swego prezydenta na Oman tym, że rozmawia on z Iranem na temat cieśniny Ormuz bez konsultacji z USA. Oman miał się więc dopuścić zdrady.
„Frustracja wynika w dużej mierze z faktu, że Oman prowadzi niezależną [od Stanów Zjednoczonych — przyp. red.] politykę wobec Iranu, która nie zawsze pokrywa się z preferencjami USA. Jak na ironię, właśnie to pozwala Muskatowi odgrywać rolę mediatora, na którym Waszyngton często polega, aby ułatwić kontakty z Teheranem. Gniew Trumpa wobec Omanu jest niewłaściwie skierowany, ponieważ kolejne administracje amerykańskie, w tym Trumpa, zwracały się do Omanu o mediację w celu ułatwienia rozmów z Teheranem. […] Jest krótkowzroczny, ponieważ Oman prawdopodobnie będzie miał fundamentalne znaczenie dla wszelkich przyszłych porozumień pokojowych między USA a Iranem” — tłumaczył Hasan Alhasan, analityk z International Institute for Strategic Studies.
To właśnie Oman doprowadził do zwolnienia wielu zatrzymanych przez Iran obywateli amerykańskich w Teheranie. To Oman przekonał jemeńskich rebeliantów Huti do zaprzestania ostrzału amerykańskich okrętów wojennych. I to Oman może być teraz kluczem do rozwiązania kryzysu w Cieśninie Ormuz.
Powód, dla którego Trump wyraża się tak ciepło o Kimie, jest aż za dobrze znany. Od pierwszej kadencji stara się o porozumienie z dyktatorem, dzięki któremu Korea Północna ograniczy swe ambicje nuklearne. Według prasowych doniesień chce się spotkać z Kimem w listopadzie w Pekinie, na szczycie światowych przywódców.
Po spektakularnym fiasku wojny z Iranem Trump rozpaczliwie potrzebuje jakiegoś sukcesu. Trudno jednak zrozumieć, dlaczego Kim miałby ulec jego prośbom. Doskonale wie, że wszystkie państwa — od Ukrainy po Libię Kaddafiego — które zrezygnowały ze swoich programów jądrowych, przekonały się, że oferowane im gwarancje bezpieczeństwa były bezwartościowe. Atomowy arsenał Kima stanowi najlepszy środek odstraszający przed zmianą reżimu w Korei Północnej. I dlaczego Kim miałby iść na rękę Trumpowi właśnie teraz, gdy relatywna słabość Ameryki staje się dla wszystkich coraz bardziej oczywista? Po co uginać się przed słabnącym mocarstwem?
Ameryka odchodzi z Bliskiego Wschodu i Azji
W chaotycznych wypowiedziach Trumpa jest jednak coś znacznie ważniejszego. Wyłania się z nich zarys nowego świata. Jak mówi popularne powiedzonko: „Gdy sikają ci na głowę, nie ma sensu udawać, że pada deszcz”. Dlaczego Trump i jego ludzie sikali na głowę Europie? Pretensje (skądinąd uzasadnione) o to, że nie chce ona płacić za swoją obronę, były tylko pretekstem. Prawdziwy powód był inny. Bez względu na to, ile zapłaci ona za swoją obronę, Trump chciał się z Europy wycofać. Dziś podobny moment następuje na Bliskim Wschodzie i w Azji.
Wspólne ćwiczenia wojsk USA i Korei Południowej zostały w 2026 r. skrócone na polecenie Donalda Trumpa
Foto: Yonhap / PAP/ EPA
Wojna w Iranie nie tylko pokazała wyraźne granice amerykańskiej siły militarnej. Wyznaczyła też kres amerykańskiej dominacji na Bliskim Wschodzie. „Amerykański Bliski Wschód przestał istnieć. Porządek regionalny panujący od 1991 r. stał się jedną z wielu ofiar wojny USA i Izraela z Iranem. Niezdolność Stanów Zjednoczonych do ochrony swoich sojuszników z Zatoki Perskiej przed irańskimi atakami lub do utrzymania otwartej Cieśniny Ormuz fatalnie podkopała podstawową umowę bezpieczeństwa, która uzasadniała istnienie sieci amerykańskich baz wojskowych w regionie. Stary porządek ustępuje miejsca czemuś nowemu. Amerykańska dominacja również nie zniknie natychmiast, ale narastające od dawna wątpliwości co do potęgi i celów Stanów Zjednoczonych przekroczyły już punkt krytyczny” — tłumaczy Marc Lynch, wybitny znawca Bliskiego Wschodu, któremu zawdzięczamy choćby sformułowanie „Arabska Wiosna”.
Awantura Trumpa z Omanem, który zrozumiał, że gwarancje Waszyngtonu są niewiele warte, to tylko jedna z oznak nadejścia postamerykańskiego Bliskiego Wschodu.
Ameryka wysyłała w ostatnim czasie liczne sygnały, że nie zamierza wycofywać się z Azji. Co prawda zarówno sekretarz stanu Marco Rubio, jak i sekretarz obrony Pete Hegseth, a więc przywódcy zwalczających się frakcji w administracji Trumpa, zapewniali, że zagrożenie ze strony Chin jest realne i dotyczy najbliższej przyszłości. Dlatego Azja ma być priorytetem amerykańskiej polityki bezpieczeństwa. Z kolei Elbridge Colby, podsekretarz obrony ds. polityki i główny twórca strategii azjatyckiej obecnej administracji Trumpa, podkreślając, że Stany Zjednoczone są „bardziej zaangażowane niż kiedykolwiek w regionie Indopacyfiku”.
Tyle że te zapewnienia nie mają pokrycia w rzeczywistości. „Nagłe wycofanie się Trumpa ze wspólnych ćwiczeń wojskowych z Koreą Południową to najnowszy z serii kroków, które podkopują zaufanie azjatyckich sojuszników do amerykańskich zobowiązań w zakresie bezpieczeństwa. I dają Chinom kolejną okazję do wykorzystania sytuacji. Oprócz ograniczenia ćwiczeń z Koreą Południową administracja Trumpa w ostatnich tygodniach wycofała ostatni amerykański lotniskowiec z regionu Indopacyfiku. Ma to znaczenie symboliczne: oznacza, że po raz pierwszy od wielu lat w regionie Indopacyfiku nie będzie żadnego amerykańskiego okrętu tej klasy. Administracja Trumpa radykalnie ograniczyła przepływy amerykańskich okrętów przez Cieśninę Tajwańską: spadła o 56 proc. w porównaniu z okresem rządów Bidena. Trump wydaje się zmieniać politykę Stanów Zjednoczonych wobec Tajwanu — określając wyspę jako „niemożliwą do obrony”. Dla wielu Tajwańczyków był to sygnał, że w razie konfliktu Stany Zjednoczone mogą nie stanąć w ich obronie. Dziś wielu z najbardziej lojalnych azjatyckich partnerów i sojuszników kwestionuje długoterminowe zaangażowanie Stanów Zjednoczonych” — podkreśla wybitny znawca Azji Joshua Kurlantzick.
Nowa polityka Stanów Zjednoczonych znacząco ułatwia Chinom działanie w regionie. I daje im nadzieję, że państwa Azji nie będą miały innego wyboru niż sprzymierzyć się z Pekinem, ponieważ na Stany Zjednoczone nie można już liczyć.
Trump sadysta
Wszystko to oznacza jedno. Inwazja na Wenezuelę stanowiła etap, na którym Ameryka Trumpa była stanie skutecznie symulować swoją potęgę. Tamten etap jest jednak zamknięty. Wojna z Iranem ujawniła, że Trump nie jest zdolny karać swoich wrogów, dlatego będzie coraz częściej karał swoich sojuszników. Bo nie jest w stanie zapewnić im ochrony. Sadystyczne relacje Ameryki ze swymi dawnymi sprzymierzeńcami będą nowym sposobem ukrywania swojej słabości. Tak będzie wyglądać najbliższa przyszłość: Ameryka będzie się teatralnie znęcać na państwach, które do niedawna były jej bliskie. I będzie coraz bardziej przez nie znienawidzona.

