Nasze wyobrażenia o konfliktach ukształtowały historie z przeszłości, a ugruntowały je interpretacje znane z kina czy telewizji. Słysząc „wojna”, myślimy o pociskach bombardujących miasta, pojazdach pancernych napierających na broniące się posterunki. Nie kojarzy się ona z wyzwaniami, z którymi już funkcjonujemy jako kraj przyfrontowy.
Przy takim podejściu część społeczeństwa spychana jest na margines systemu obrony powszechnej. Na przykład kobiety, które w „tradycyjnej” wojnie, postrzeganej tylko przez pryzmat militarny, rzadziej niż mężczyźni trafiały na front.
– Relację kobiet z bezpieczeństwem używamy jako soczewki, przez którą lepiej widać, że polski system obrony powszechnej nadal nie potrafi włączać cywilnych sektorów i społeczeństwa obywatelskiego – mówi Weronika Grzebalska, socjolożka z Instytutu Studiów Politycznych PAN, redaktorka raportu fundacji Batorego „Filar nie zaplecze. Kobiety w obronie powszechnej i odporności w Polsce”. Problemy te dotyczą nas wszystkich, również mężczyzn.
Obrona powszechna z perspektywy kobiet
Jak zaznaczają autorzy raportu, miejsce kobiet w systemie obrony powszechnej pozostaje niejednoznaczne. Co prawda dotyczy ich konstytucyjny obowiązek obrony, ale ich role w systemie bezpieczeństwa nie zostały jasno rozstrzygnięte i zakomunikowane.
– Nasz raport wyraźnie zaznacza: obrona powszechna to nie jest powszechna piechota. Nie chodzi o militaryzację społeczeństwa, lecz o przygotowanie sektorów cywilnych do pełnienia ich ról w sytuacjach kryzysowych, także tych niemilitarnych – podkreśla Weronika Grzebalska.
Budowa 300-tysięcznej polskiej armii, która ma być najsilniejszą w Unii Europejskiej, w ocenie socjolożki nie jest możliwa bez mobilizacji kobiet.
Widać to zwłaszcza w dobie kryzysu demograficznego. – Trudniej jest rekrutować młodsze pokolenia, a bez postrzegania kobiet jako pełnoprawnych żołnierzy te plany się po prostu nie powiodą. Kobiety już dzisiaj wypełniają luki w rekrutacji i wnoszą wysokie kompetencje. Przykładowo, w Wojskach Obrony Terytorialnej kobiety stanowią 21 proc. składu – podkreśla socjolożka.
Ekspertka zwraca uwagę na rolę kobiet w odporności społecznej. – Tu też kobiety nie są aktorkami drugiego planu, lecz filarem – mówi Grzebalska.
Chodzi tu przede wszystkim o sektory cywilne, które podtrzymują funkcjonowanie państwa i społeczeństwa w czasie kryzysu. Ochrona zdrowia, opieka, edukacja, wolontariat czy organizacje humanitarne to instytucje, dzięki którym w obliczu zagrożenia jesteśmy w stanie funkcjonować, dostarczać społeczeństwu podstawowe usługi i przetrwać.
Zaś w sektorach takich jak ochrona zdrowia, edukacja, kultura czy administracja samorządowa więcej zatrudnionych jest kobiet.
Obrona powszechna a wojskocentryczność
Badania jakościowe i sondaże ogólnopolskie (np. CBOS), na które powołują się twórcy raportu, pokazują, że choć kobiety czują dystans wobec obronności rozumianej militarnie, chętnie odnajdują się w sferze odporności społecznej. Ponad 80 proc. kobiet deklaruje gotowość do zaangażowania się w działania pomocowe i cywilne wsparcie obrony.
Jak zauważa Weronika Grzebalska, w społeczeństwie wciąż dominuje myślenie wojskocentryczne: wojsko to obrona, a wszystko inne to co najwyżej „zaplecze pomocowe”. Wymaga to zmiany wyobraźni społecznej.
– Ostatnie kryzysy, np. powódź, pokazały, że lokalna administracja samorządowa, w której większość pracowników stanowią kobiety, ma ogromne zadania do wykonania. Wśród sołtysów w Polsce połowę stanowią obecnie kobiety i ich rola w sytuacjach kryzysowych jest kluczowa – mówi socjolożka.
Co ciekawe, kobiety często nie postrzegają odporności jako części systemu obrony, lecz jako coś pobocznego. W krajach nordyckich, gdzie mówi się o obronie totalnej, filary cywilne są uważane za tak samo ważne jak wojskowe. – Jeśli chcemy zbudować skuteczny system, musimy zacząć myśleć w ten sam sposób – uważa Grzebalska.
Co młodzi myślą o obowiązkowym poborze wojskowym
Z raportu fundacji im. Stefana Batorego wynika, że udziału kobiet w obronności najmocniej domagają się młodzi mężczyźni, którzy jednocześnie sprzeciwiają się obowiązkowemu poborowi.
Według Weroniki Grzebalskiej wynika to z faktu, że pobór historycznie dotyczył głównie ich, więc czują się najbardziej zagrożeni jego ewentualnym przywróceniem. – Obecnie politycy tego nie zapowiadają, a eksperci są zgodni, że wojsko nie ma możliwości operacyjnych, by przywrócić pobór na dawnych zasadach – zaznacza socjolożka.
Młodzi mężczyźni obawiają się tego obowiązku i szukają sposobu podzielenie się nim. – Jako socjolożka obronności uważam, że pytanie o pobór zdominowało polską debatę publiczną w stopniu nieproporcjonalnym do jego faktycznego znaczenia. Temat ten jest często wykorzystywany w wojnach kulturowych – mówi Grzebalska.
Jak dodaje, temat obowiązkowej służby wojskowej potrafi przyćmić zasadnicze zadanie cywilizacyjne, jakim jest budowa odporności społecznej, która dotyczy także mężczyzn.
– Problemem jest budowa systemu. Polska nadal nie posiada dokumentu doktrynalnego wyznaczającego ramy obrony powszechnej. Mamy jedynie elementy budowane od dekady, ale brakuje spójnej całości – podkreśla socjolożka.
Podstawowym dokumentem wyznaczającym ramy myślenia i działania państwa w zakresie obronności jest Strategia Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej. Najnowsza wersja czeka obecnie na zatwierdzenie przez prezydenta.
Kobiety pomagają przetrwać kryzysy
W Polsce, bardziej niż w innych krajach Europy, większość pracy opiekuńczej, codziennych obowiązków w gospodarstwach domowych oraz nieodpłatnej pracy na rzecz lokalnych społeczności i więzi społecznych wykonują kobiety.
– Ta część życia społecznego ma ogromne znaczenie dla przetrwania kryzysu. My jednak znów nie myślimy o tym jako o filarze bezpieczeństwa – zauważa Weronika Grzebalska.
Tymczasem kobiety nie najlepiej oceniają swoją wiedzę na temat bezpieczeństwa i obronności kraju. Według badania CBOS z 2024 roku zaznajomienie z tymi kwestiami 64 proc. respondentek jest raczej małe, a w ocenie 21 proc. niemal żadne.
– Z naszego raportu płynie oczywisty wniosek: budowa obrony powszechnej angażującej społeczeństwo cywilne będzie trudna bez wzmocnienia relacji kobiet z obronnością. Obecnie kobiety, postrzegane przez system jako aktorki drugoplanowe, nie czują się jego pełnoprawną częścią, co skutkuje mniejszym zainteresowaniem i brakiem szkoleń – podkreśla socjolożka.
To trzeba zmienić. Grzebalska za przykład podaje choćby Finki, które mają znacznie silniejszą relację z obronnością.
– Kobiety są doskonałym studium przypadku, by sprawdzić, na ile system działa, ale wnioski są systemowe i dotyczą wszystkich – mówi Grzebalska. – Chodzi o to, by różni aktorzy zorientowali się, że to ważny temat, co może zapoczątkować badania naukowe i konkretne działania. Do tej pory byliśmy w pewnym śnie, nieprzygotowani jeszcze do nowej rzeczywistości i wyzwań. Raport ma pomóc nas z tego snu obudzić – dodaje.
Anna Nicz
Chcesz porozmawiać z autorką? Napisz: anna.nicz@firma.interia.pl
-
Vera Jourova dla Interii: Nie możemy walczyć i z Putinem, i z Zuckerbergiem
-
Zapytano o obowiązkową służbę wojskową. Zmiana nastrojów, jest sondaż


