Kiedy para się rozstaje, czasem tylko jedna strona chce pozostać w ścisłym kontakcie. Albo nie zgadza się z decyzją i chce odzyskać miłość, albo próbuje kontrolować sytuację. Bywa, że śledzi ekspartnera, pisze tysiące wiadomości i urządza sceny zazdrości. Niektórzy są w stanie złamać prawo, aby pozostać w kontakcie. Od rozstania do nękania całkiem krótka droga.
Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Foto: Newsweek
— Kiedy ze mną zerwał, bez wyjaśnienia, ja nadal byłam zakochana. Pierwszy raz w życiu tak mocno. Czy to dziwne, że chciałam potem kontaktu? Nie umiałam tak po prostu odejść i zamilknąć — tłumaczy Ewa (35 l.). Jej ekspartner, z którym była w związku osiem lat, pewnego wieczoru poprosił o rozmowę. Nigdy tego nie robił, bo kiedy coś było do omówienia, po prostu siadali i gadali. Ewa czuła, że coś złego wisi w powietrzu, choć rozstania nie przeczuwała. Twierdzi, że im się układało. Ale on wyznał, że się „dusi”, że musi przemyśleć swoje życie. — Bzdury, dyrdymały, banały — kwituje Ewa.
Groźby i prośby
Następnego dnia wypowiedzieli wynajem mieszkania, a po kilkunastu dniach uścisnęli się i poszli, każde w swoją stronę. — Dotarłam do domu rodziców i rozpadłam się na kawałki –opowiada Ewa. — Nie wstawałam z łóżka przez kilka dni. Niestety, zaczęłam szaleńczo wypisywać do niego. Wiedziałam, że źle robię, ale wylała się ze mnie fala smutku, frustracji i rosnącego gniewu. Potem to już byłam wściekła, że mnie tak zostawił. Żądałam wyjaśnień, oczekiwałam spotkań, wierzyłam, że się zejdziemy. Uważałam, że to miłość, o którą muszę walczyć. Ośmieszałam się i upokarzałam, grożąc mu, że się zabiję, kiedy mi nie odpisywał. Nagrywałam się, że narobię mu wstydu w pracy. Groziłam, że upublicznię jego nagie foty. Szczerze? Nie poznawałam siebie. Byłam w jakimś amoku, szale. To było jak choroba – przyznaje szczerze. Po kilku tygodniach ekspartner zablokował ją wszędzie: w telefonie, na socialmediach, w mailach. Ewa dostała pismo z kancelarii prawniczej — wezwanie do zaprzestania całkowitego kontaktu i jasna informacja, że jeśli dojdzie do kolejnych prób, sprawa znajdzie finał w sądzie.
— To mnie otrzeźwiło. Nie czułam już gniewu czy złości. Ja wtedy się załamałam. Po pierwsze dlatego, że do niedawna kochaliśmy się i planowaliśmy całe życie razem, a po drugie: zrozumiałam, że przesadziłam. Nie poznawałam siebie, nie rozumiałam swojego zachowania. Przeraziło mnie to. Zgłosiłam się do psychiatry i psychoterapeuty, rodzice pomogli mi sfinansować leczenie i terapię – mówi cicho Ewa. Od ostatniego kontaktu z eks minęło pół roku. Nadal często marzy o tym, aby z nim porozmawiać, pożartować, powspominać. Ale wie, że nie może. To zresztą padło także na terapii. Ewa musi całkowicie odciąć się od tamtej relacji, przepracować trudne doświadczenie. Zająć się sobą. I pogodzić się z tym, że związek nie przetrwał i że druga strona nie życzy sobie kontaktu. To akurat wydaje się Ewie najtrudniejsze. Przecież on był przez osiem lat najważniejszą osobą w jej życiu…
Silny stresor
Dramatyczne rozstanie i zakaz kontaktu z byłym partnerem sprawiły, że Ewa jest cieniem samej siebie. Niedawno straciła też pracę: zbyt często była na zwolnieniu albo po prostu nie przychodziła do biura, spóźniała się, nie dawała rady z obowiązkami. Nadal mieszka u rodziców. Mówi, że to najgorszy okres jej życia.
Rozpad relacji to często ból i stres, ale pytanie brzmi: co dalej? Czy ekspartnerzy muszą (jeśli są dzieci, wspólna firma lub inne zobowiązania) pozostać w kontakcie? A może wcale nie mają na to ochoty? Zdarza się, że po rozpadzie związku czy małżeństwa wyłącznie jedna osoba pragnie pozostać w ścisłym kontakcie. Nieustannie aranżuje dialogi, śledzi drugą stronę w social mediach lub na żywo. Wiecznie zadaje pytania, troszczy się, zabiega, inicjuje spotkania.
— Rozstanie jest jednym z najsilniejszych stresorów psychologicznych – komentuje Sylwia Wierzbicka, psycholożka i seksuolożka. — Niezależnie od tego, czy to my podejmujemy tę decyzję, czy druga osoba, czy wspólnie. Tu nie ma jednej, obowiązującej dla wszystkich instrukcji, jak się zachowywać po rozstaniu – przyznaje.
Jakie mechanizmy psychologiczne mogą stać za chęcią pozostania w kontakcie (nawet jeśli druga strona sobie tego nie życzy)? Z obserwacji Wierzbickiej wynika, że takie potrzeby przejawiają ludzie, mający tzw. lękowy styl przywiązania. – Interpretowali różne sytuacje w związku jako zagrożenie dla poczucia bezpieczeństwa, a po rozstaniu ten lęk może nasilać się. I prowadzić do takich zachowań, jak: ciągłe dopytywanie, śledzenie aktywności w mediach społecznościowych, prowokowanie kontaktu. Są to próby przywrócenia utraconego poczucia bezpieczeństwa, które, paradoksalnie, często skutkuje wycofaniem się drugiej strony.
Wskrzesić związek
Inny możliwy powód? — Kryzys tożsamościowy. Dzieje się to szczególnie w związkach, w których partnerzy funkcjonowali w ścisłej symbiozie. „My” zamiast „ja”. Wykonywali wspólnie niemal wszystkie aktywności, chodzili w te same miejsca, czasem nawet posiadali wspólne profile w social mediach. Po rozstaniu taka osoba może doświadczać utraty poczucia własnej tożsamości, nie wiedząc, kim właściwie jest bez partnera/partnerki. Długość związku może potęgować ten efekt. Kolejnym powodem szukania kontaktu jest nieprzepracowana żałoba po rozstaniu. Osoba dążąca do kontaktu często nie przeżyła wszystkich etapów żałoby po zakończeniu relacji. Zatrzymała się na etapie targowania lub zaprzeczania, nie akceptuje decyzji o rozstaniu. I nieraz też próbuje wrócić do związku, wskrzesić go — opowiada Wierzbicka.
Psycholożka obserwuje, że czasem ktoś próbuje regulować własny lęk po rozstaniu poprzez… kontrolę drugiej strony. Śledzenie aktywności byłego partnera/partnerki on-line lub poprzez wspólnych znajomych daje zwykle chwilowe ukojenie lęku oraz złudne poczucie sprawczości.
Psycholog, seksuolog i psychoterapeuta Adam Lewanowicz na bazie doświadczenia pracy z pacjentami obserwuje, że tuż po rozstaniu warto sobie odpuścić kontakty. Po to, żeby relacja przeszła w inną formę: koleżeńską, przyjacielską itd. Jego zdaniem czasem wystarczy miesiąc, a czasem kilka. — Wiele zależy od tego, ile związek trwał i jak był intensywny. Spore znaczenie ma też to, jak się zakończył. Jeśli burzliwie, sugeruję spędzić więcej czasu bez kontaktu z eks. I najlepiej bez nowego związku. Trzeba ochłonąć, przeżyć emocje związane z rozstaniem. I zacząć myśleć „na trzeźwo” — twierdzi.
W gabinecie spotyka wiele osób, które przychodzą z tematem relacji z eks. — Czasem tylko jedna strona chce nawiązać ponowny kontakt. Niektórzy zastanawiają się, co by było, gdybyśmy się nie rozstali? I co się stało, że jednak związek się rozpadł? Co mogliśmy zrobić lepiej, inaczej? — relacjonuje Lewanowicz.
Jego zdaniem relacje z eks są możliwe, o ile nie ingerują w życie z nowymi partnerami. Zna sytuacje, w których obecna partnerka kumpluje się z byłą partnerką mężczyzny. — Warunkiem jest szacunek i wzajemna zgoda na takie relacje. Ważne jest to, aby niczego nie rozgrywać poprzez kontakty z eks — ostrzega Lewanowicz. On prywatnie ma kontakt z kilkoma byłymi partnerkami. Niektóre mieszkają w tej samej dzielnicy, widują się w sklepie czy aptece. — Zmiana lokalizacji zazwyczaj nie jest rozwiązaniem, bo emocjonalny plecak z obciążeniem jednak zabieramy ze sobą – dodaje z uśmiechem psycholog.
Dowód miłości?
— Jeżeli ktoś z kimś kiedyś dzielił łóżko, życie, plany, nie musimy udawać, że ta osoba przestaje istnieć — komentuje Dawid B. Karolak, prawnik, wykładowca WSB Merito. – Emocje opadają, ludzie dojrzewają, relacje się normalizują. Kontakt z eks nie jest ani patologią, ani red flagiem. W ogromnej liczbie przypadków ludzie utrzymują kontakt, bo mają dzieci, wspólny kredyt, firmę itd. Problem zaczyna się tam, gdzie nie ma granic. A to zjawisko jest szalenie powszechne.
Prawnik przestrzega: nie każde zachowanie można uznać za uporczywe nękanie. Choćby sytuacje związane z kontaktami z dziećmi po rozstaniu, np. umawianie się na odbiór czy wysyłanie wiadomości przypominających o umówionych terminach nie stanowią naruszania granic. Ale bywają mylone z nękaniem, gdy jedna ze stron interpretuje przypomnienia jako presję.
— Bardzo często natarczywość bywa też mylona z romantyzmem. Ktoś pisze dziesiątki wiadomości, czeka pod domem, „walczy”, nie odpuszcza i pojawia się narracja „jak mu nie zależy, to by się tak nie starał”, „to dowód miłości” — obserwuje Dawid B. Karolak. — Ale to nie jest dowód miłości, tylko braku szacunku do cudzej decyzji. Miłość kończy się tam, gdzie zaczyna się ignorowanie czyjegoś „nie”. W mojej ocenie najwięcej trudnych spraw pojawia się wtedy, gdy jedna strona nie akceptuje końca relacji i próbuje ją przedłużyć przez ciągły kontakt. Pisze, dzwoni, pyta, kontroluje, komentuje. Czasem pod hasłem troski. Czasem pod hasłem „musimy to wyjaśnić”. I bardzo często druga strona odpowiada. I tu jest moment kluczowy z punktu widzenia prawa. Jeżeli ktoś odpisuje, wdaje się w dyskusję, tłumaczy się, z perspektywy organów ścigania robi się z tego konflikt partnerski, a nie stalking – ostrzega.
— Patrzy się na to w ten sposób, że jeżeli obie strony piszą i reagują, komunikacja trwa. To nie wygląda jak jednostronne, uporczywe nękanie, tylko jak eskalujący spór między byłymi partnerami albo małżonkami – dodaje.
Prawnik zna sprawy, w których kobieta deklarowała: „on mnie nęka”, po czym pokazywała kilkaset wiadomości, z których znaczną część stanowiły jej odpowiedzi. Emocjonalne, długie, ostre. — Dla niej to była obrona. Dla prawa wzajemny konflikt – podkreśla Karolak. – Zdarzają się też sytuacje, w których były partner próbuje obejść wyraźną granicę: wysyła maile po zablokowaniu, robi drobne przelewy na 1 zł z tytułem „odezwij się, proszę”, kupuje nowe karty SIM i kontaktuje się z innego numeru, pojawia się w miejscach, w których ofiara bywa albo wysyła kwiaty z listami.
Utrata kontroli
Jedna strona zabiega, szuka kontaktu, bo kocha albo chce mieć nadal kontrolę. Ale po drugiej stronie jest zwykle ktoś bardzo zmęczony całą sytuacją. Sylwia Wierzbicka też pracuje z takimi osobami. Zauważa, że mierzą się z frustracją i lękiem: czy sytuacja eskaluje? Co się jeszcze wydarzy? — Mają poczucie, że tracą kontrolę nad życiem. Przecież już wyznaczyły jedną, drugą, trzecią, dziesiątą granicę; niektóre osoby nawet zablokowały eks. Ale to nie działa. Ktoś przedziera się przez te bariery i nadal szuka kontaktu. Bywa jednak, że boimy się postawić tę ostateczną granicę albo postrzegamy ją jako tę, która nie powinna się wydarzać w tak zwanym cywilizowanym świecie. Czyli „to będzie infantylne, jeśli jego/ją zablokuję”… „Nie wypada odbierać komuś, z kim łączyła mnie miłość, dostępu do codzienności”. Inni nie chcą zranić kogoś zakochanego. Tymczasem konsekwentne stawianie granic jest kluczem — podkreśla psycholożka.
Michał (44 l.) rozstał się z żoną pokojowo. Odbyły się tylko dwie rozprawy, rozwód bez orzekania o winie. Jasne było, że w małżeństwie zaczęli się mijać, rozmijać. Ustały rozmowy i seks.
Tyle że rok po rozwodzie kobieta zachowuje się tak, jakby nagle zrozumiała, kogo i co straciła. Bycie singielką z odzysku, po czterdziestce, okazało się dla niej momentami okrutne. Najpierw randkowała, szalała na aplikacjach, ale potem zrozumiała, że znalezienie miłości jest trudne, w przeciwieństwie do znalezienia kandydata do szybkiego seksu. Umawiała się z mężczyzną, który „zapomniał” powiedzieć jej, że ma żonę i bliźnięta. Zerwała ten kontakt, usunęła aplikację. Blisko rok od rozwodu zaczęła usilnie szukać kontaktu z Michałem. Pisze do niego głównie nocami, najwięcej w weekendy (Michał łączy to z piciem przez nią dużych ilości wina). Nie jest natarczywa ani agresywna, bardziej rozżalona, wylewana, romantyczna. Komplementuje go na setki sposobów, wyznaje mu miłość. Pisze o swojej samotności. Michał twierdzi, że nie chce dostawać tych wiadomości, że ma ich dość, ale w rzeczywistości ten kontakt go raduje, nawet podnieca. Nie ma dnia, aby nie pokazywał komuś wiadomości od eksżony. Chwali się nimi w pracy, przed znajomymi i rodziną. Czasem wysyła im screeny. Raz nawet wstawił wiadomości od eks na Instagram. Wprawdzie zamazał imiona, ale i tak było wiadomo, kto jest adresatem i nadawcą.
Odpowiedzialność karna
— Czasami rzeczywiście ktoś wykorzystuję sytuację — opowiada Wierzbicka. – Duże zainteresowanie ze strony eks niekiedy łechta czyjeś ego, daje poczucie większej wartości, ważności, atrakcyjności. Sprawia, że czuję się ważna lub ważny. „Jak/i muszę być świetna/y, skoro ktoś ma na moim punkcie taką obsesję?!”, itd. Ta postawa może nam pokazać zupełnie nową, nieznaną stronę osobowości – dodaje.
Ale co zrobić, gdy na pewno nie chcemy kontaktu z eks? I kiedy wiadomości lub telefony stają się zbyt liczne i agresywne lub kiedy mamy do czynienia ze stalkingiem? Najważniejsze, jak przekonuje Wierzbicka, jest komunikowanie własnych granic. Wielokrotnie i jasno. Ważne, aby chroniły nasze dobro, a nie tylko dobro osoby, która nie radzi sobie z rozstaniem. Jeśli jedna granica nie działa, trzeba spróbować bardziej asertywnej. A kiedy i to nie skutkuje, warto szukać pomocy.
Prawnik Dawid B. Karolak mówi o trzech kluczowych działaniach z perspektywy prawnej: – Po pierwsze jednoznaczna granica. Jedna konkretna wiadomość: „Nie życzę sobie kontaktu, poza sprawami dotyczącymi dzieci. Proszę go zaprzestać”. Bez emocji. Bez wyzwisk. Bez dalszej dyskusji. Po drugie konsekwencja. Jeżeli mówisz „nie chcę kontaktu”, nie odpowiadasz na kolejne wiadomości. Nie wchodzisz w emocjonalne przepychanki. Nie udowadniasz swoich racji. Po trzecie dokumentowanie: screeny, daty, bilingi, świadkowie. W prawie liczy się powtarzalność i dowód, a nie subiektywne poczucie, że „to już za dużo” – wyjaśnia. I zastrzega, że nie każda intensywna komunikacja po rozstaniu to stalking. Ludzie są nieraz w fazie emocjonalnej turbulencji, piszą za dużo, nie radzą sobie z odrzuceniem. – Momentem przełomowym jest sytuacja, w której jedna strona wyraźnie mówi „stop”, a druga to ignoruje i dalej próbuje kontrolować, zastraszać, śledzić, wywoływać poczucie zagrożenia. Wtedy zaczynamy mówić o odpowiedzialności karnej.

