„Pierwsze kilometry wolności. Jedziemy do Warszawy”. Selfie z tym podpisem wrzucił na X Bartek Wieliński z „Gazety Wyborczej”. Obok ogolony na łyso człowiek o wychudłej twarzy. Gdyby nie oczy, trudno byłoby w nim rozpoznać Andrzeja Poczobuta, dziennikarza, który od ponad 5 lat był osobistym zakładnikiem białoruskiego dyktatora.
Wiadomość o zatrzymaniu Andrzeja, korespondenta „GW” i członka zarządu Związku Polaków na Białorusi, Polska Agencja Prasowa podała o 7.40 rano 25 marca 2021 r. W depeszy cytowano Michała Dworczyka, ówczesnego szefa Kancelarii Premiera: „Andrzej trzymaj się! Nie zostawimy Was!”. Prawie dwa lata czekał na proces – a kiedy w styczniu 2023 r. sąd już się zajął jego sprawą, wyrok ośmiu lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze wydał ekspresowo, po zaledwie trzech tygodniach. Zarzut? „Podżeganie do nienawiści” i „rehabilitacja nazizmu.” Chodziło o jego publikacje w mediach, ale zarzut propagowania nazizmu był wtedy popularną obelgą na wschodzie. „Nie byłoby konfliktu w Ukrainie, gdyby nie próbowano wskrzesić nazizmu na historycznych ziemiach Rosji” – bredził Władimir Putin, uzasadniając napaść zbrojną na Ukrainę.
Czy pamiętacie państwo, co działo się w marcu 2021 r.? Przez Polskę i świat przetaczała się trzecia fala COVID-19. 24 marca oficjalna liczba zakażeń zbliżyła się do 30 tys., więc rząd, zgodnie z własnym harmonogramem, miał ogłosić kolejne obostrzenia (zamknięto żłobki, przedszkola i zakłady fryzjerskie). Zastanawiano się, jak będzie wyglądała Wielkanoc. Zaczynały się już masowe dostawy szczepionek, a prezydent Joe Biden zapowiadał, że w 100 dni prezydentury doprowadzi do zaszczepienia 200 mln Amerykanów. Nowa administracja miała na głowie nie tylko pandemię. Zgodnie z porozumieniem wynegocjowanym przez Donalda Trumpa, do 1 maja Amerykanie mieli opuścić Afganistan, a wiceprezydent Kamala Harris miała się zająć sytuacją na granicy z Meksykiem, pękającej pod naporem migrantów. Świat żył też blokadą Kanału Sueskiego, w którym trzy dni wcześniej zaklinował się masowiec „Ever Given”. Białorusią wciąż wstrząsały protesty przeciw sfałszowaniu wyborów z sierpnia 2020 r. Ich faktyczna zwyciężczyni Swiatłana Tichanouska wzywała 25 marca do zorganizowania „Dnia Wolności”. W takim właśnie świecie za Andrzejem Poczobutem zamknęły się drzwi aresztu, a potem kolejnych więzień i łagrów.
Ciekawostka: Andrzej dopiero teraz będzie miał okazję zetknąć się z narzędziami sztucznej inteligencji, która od paru lat włada naszą masową wyobraźnią. Pierwsza publiczna wersja ChatGPT pojawiła dopiero pod koniec 2022 r.
*
Czas w zamknięciu biegnie inaczej. Ale jak odmierzać prawie trzy tysiące dni dzielące cię od wyjścia – nie od wolności! – skoro wiesz, że wszystko zależy od widzimisię nieokrzesanego byłego dyrektora białoruskiego PGR? Jeśli będzie miał muchy w nosie, potrzyma nawet dłużej niż osiem lat. Jeśli będzie miał dobry humor albo jakiś interes, wypuści wcześniej – co przecież się stało.
Pół biedy, jeśli te dłużące się dni odmierzasz w jakichś w miarę ludzkich warunkach. Więzienie to nigdy nie jest hotel kategorii lux, ale są kraje, gdzie oprócz wolności reżim odbiera też godność i zdrowie. Takim krajem jest właśnie Białoruś Łukaszenki, gdzie nawet w koszmarze kolonii karnej da się znaleźć coś jeszcze gorszego. Szizo, czyli łagrowy karcer, opisywał w marcu 2024 r. Bartek Wieliński, kiedy w imieniu Andrzeja odbierał Nagrodę „Newsweeka” im. Teresy Torańskiej: „Proszę sobie wyobrazić wybetonowane pomieszczenie o wymiarach dwa i pół na trzy metry. Są w nim tylko: przytwierdzona do ściany rozkładana prycza, malutkie okienko pod sufitem i słabiutka żarówka. Na posadzce stoi woda, nawet latem panuje przenikliwy chłód. W ciągu dnia można tu jedynie stać i – jeśli strażnicy pozwolą – opierać się o ścianę. Wieczorem przynoszą materac i pozwalają rozłożyć pryczę. Nad ranem trzeba ją znów złożyć. I tak tygodniami – w zimnie, wilgoci, na stojąco”. Andrzej siedział wtedy za kratami już 1076 dni. Nikt nie wiedział, że przed nim było prawie 800 kolejnych.
*
„Witaj w polskim domu, Przyjacielu” – tak podpisał swoje zdjęcie z Andrzejem Donald Tusk, który witał go na granicy. Kilka godzin później premier opowiadał o kulisach dyplomatycznych zabiegów, by uwolnić Andrzeja i czterech innych więźniów. Nie byłoby to możliwe bez współpracy rządu i służb z władzami Mołdawii, Rumunii, USA i kancelarią prezydenta Nawrockiego, podkreślał Tusk.
Przytoczył też pierwsze słowa Andrzeja po powitaniu: „Ale powiedz, będę mógł tam wrócić, jak będę chciał?”
„Jesteś wolnym człowiekiem” – usłyszał w odpowiedzi.

