Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Wieloryb utknął w Bałtyku po raz trzeci. Niemcy tracą nadzieję

Wieloryb utknął w Bałtyku po raz trzeci. Niemcy tracą nadzieję

30 marca, 2026
Tajwan. Liderka Kuomintangu ma odwiedzić Chiny. Polityczny manewr Pekinu

Tajwan. Liderka Kuomintangu ma odwiedzić Chiny. Polityczny manewr Pekinu

30 marca, 2026
Sondaż CBOS. Polacy o największym zagrożeniu dla kraju

Sondaż CBOS. Polacy o największym zagrożeniu dla kraju

30 marca, 2026
Elżbieta ma 88 lat i wciąż pracuje. „Nie wyobrażam sobie bezczynności”

Elżbieta ma 88 lat i wciąż pracuje. „Nie wyobrażam sobie bezczynności”

30 marca, 2026
Sondaż. Ranking zaufania dla polityków. Lider bez zmian, ciekawy powrót Czarnka – Wprost

Sondaż. Ranking zaufania dla polityków. Lider bez zmian, ciekawy powrót Czarnka – Wprost

30 marca, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Wieloryb utknął w Bałtyku po raz trzeci. Niemcy tracą nadzieję
  • Tajwan. Liderka Kuomintangu ma odwiedzić Chiny. Polityczny manewr Pekinu
  • Sondaż CBOS. Polacy o największym zagrożeniu dla kraju
  • Elżbieta ma 88 lat i wciąż pracuje. „Nie wyobrażam sobie bezczynności”
  • Sondaż. Ranking zaufania dla polityków. Lider bez zmian, ciekawy powrót Czarnka – Wprost
  • Coraz więcej kobiet jest aktywnych zawodowo. Atrakcyjna umowa na niepełnym etacie – Biznes Wprost
  • Pyłki brzozy czy leszczyny stały się bardziej agresywne . Źle to wygląda
  • Kuba. Tankowiec z rosyjską ropą zmierza na wyspę. Trump potwierdza
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Pan Waldemar umierał, chciał ostatni raz pogłaskać swoje koty. Szpital spisał się na medal
Pan Waldemar umierał, chciał ostatni raz pogłaskać swoje koty. Szpital spisał się na medal
Aktualności

Pan Waldemar umierał, chciał ostatni raz pogłaskać swoje koty. Szpital spisał się na medal

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości30 marca, 2026

Ukochany pies przy łóżku umierającego człowieka? W polskich szpitalach to na ogół zakazane, jest jednak pewien wyjątkowy oddział i jego szef, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych.

— Pan Waldemar miał raka w zaawansowanym stadium i wiedział dobrze, że zostało mu niewiele czasu — opowiada dr hab. Tomasz Dzierżanowski, kierownik Kliniki Medycyny Paliatywnej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. — Kiedyś przechodziłem koło jego łóżka i chwilę z nim porozmawiałem, widząc, że jest przygnębiony. Okazało się, że powodem jest nie sama choroba i odchodzenie, ale dwa kotki, które pan Waldemar zostawił w domu — mówi prof. Dzierżanowski. Zajmował się nimi od kilku miesięcy sąsiad pana Waldemara, który zresztą był już zmęczony tą rolą. — Mój pacjent strasznie martwił się, co będzie z jego ukochanymi zwierzętami, kiedy on umrze, i marzył o tym, żeby przed śmiercią móc je jeszcze pogłaskać chociaż raz — wspomina ze wzruszeniem prof. Dzierżanowski.

Profesor opowiedział o całej sprawie swojej córce Pauli, a ona postanowiła spełnić marzenie pana Waldemara. Wzięła dwa kontenerki i pojechała na drugi koniec Warszawy po kotki. — I tak, niespodziewanie, kotki wylądowały u nas w klinice, na łóżku tego schorowanego pacjenta. Nie zapomnę jego wzruszenia, kiedy sięgnął do kontenerków i głaskał swoje ukochane zwierzęta. Łzy ciekły mu po policzkach. Podobnie jak drugiemu pacjentowi, który leżał obok — wspomina prof. Dzierżanowski. Córka profesora postanowiła spełnić też drugie marzenie pana Waldemara i znaleźć kotkom dom. Zorganizowała na Facebooku casting na nowych opiekunów. Najważniejszy warunek był jeden — kotki musiały być adoptowane razem. I udało się! Pan Waldemar odszedł spokojny o ich los.

Klinika Medycyny Paliatywnej WUM na ul. Lindleya w Warszawie jest jednym z nielicznych oddziałów szpitalnych w Polsce, na które można wprowadzać zwierzęta domowe, te należące do pacjentów, jak i zwierzęta terapeutyczne. Prof. Dzierżanowski jest przekonany, że kontakt ze zwierzętami wpływa bardzo pozytywnie na chorych, a możliwość pożegnania się z własnym pupilem bywa często najjaśniejszym momentem trudnego procesu odchodzenia, zwłaszcza w szpitalu. Dlatego chciałby, aby taka możliwość była nie tylko w jego klinice, ale na wszystkich podobnych oddziałach w Polsce. Opracował Kartę Praw Pacjenta do kontaktu ze zwierzęciem towarzyszącym i stara się o to, aby stała się dokumentem obowiązującym w szpitalach, nie tylko w opiece paliatywnej. Czy uda się przebić mur niechęci i stereotypów?

Istoty najbliższe

Profesor od lat obserwuje niepokojące trendy, opiekując się terminalnie chorymi pacjentami. I od dawna ma jedną refleksję. — W Polsce naprawdę mamy zastraszająco szybko szerzącą się epidemię samotności, zarówno wśród ludzi starszych, jak i młodych. Coś takiego się wydarzyło, że starsi ludzie przestali być osobami tak istotnymi w życiu swoich dorosłych dzieci, jak to było kiedyś, nie wspominając o życiu wnuków, których kontakt z babcią czy dziadkiem w nastoletnim życiu jest praktycznie żaden. Kiedyś nastolatek często spędzał ferie u dziadka czy babci. Teraz ta opcja przegrywa z chęcią pozostania w domu przy komputerze — mówi prof. Dzierżanowski.

Zuzia z pacjentką w klinice przy ul. Lindleya w Warszawie, marzec 2026 r.

Foto: Filip Miller

To dlatego starsze osoby czują się tak samotne, przebywając w szpitalu. — Nawet jeżeli rodzina mobilizuje się i odwiedza chorego staruszka, to często widać, że robi to dorosły syn czy córka, często też już w podeszłym wieku. To sprawia, że ci starsi czują jeszcze głębsze wyobcowanie — mówi ze smutkiem prof. Dzierżanowski. Jednocześnie, rozmawiając ze swoimi pacjentami, wielokrotnie słyszał, że najbliższymi im istotami były ich zwierzęta i w szpitalu właśnie tych zwierząt brakuje im najbardziej. — Te relacje są bardzo głębokie. Nie można ich negować — podkreśla profesor.

A dlaczego właściwie ludzie przebywający w szpitalu muszą być odcięci od wizyt swoich pupili? — No właśnie nie muszą. Na poziomie ogólnokrajowym nie ma żadnego przepisu, który zabraniałby wprowadzania zwierząt do szpitali — przekonuje prof. Dzierżanowski. I podkreśla, że mamy prawo, które sankcjonuje wizyty zwierzęcia u swojego właściciela. To ustawa o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, artykuł 20. — W punkcie pierwszym ustawodawca zapisał, że świadczenia zdrowotne powinny być udzielane z poszanowaniem godności pacjenta, a w punkcie drugim, że pacjent ma prawo do umierania w warunkach spokoju i godności. A trudno mówić o godności, jeżeli choremu odmawia się wizyty istoty najbliższej — tłumaczy lekarz.

W praktyce jedyne regulacje dotyczące odwiedzin zwierząt w szpitalach to zakazy wydawane przez dyrektorów placówek. — A oni często nie wiedzą, że nie wolno takich bezwzględnych zakazów wprowadzać. Rzeczywiście istnieją oddziały, gdzie nie można wpuszczać zwierząt. Intensywna terapia, transplantologia czy miejsca z pacjentami o obniżonej odporności. To zrozumiałe ograniczenie — mówi prof. Dzierżanowski. Podkreśla, że jego projekt dotyczy głównie psów i kotów. — Trudno mi sobie wyobrazić i chyba nie wydałbym na to zgody, żeby ktoś przyniósł pacjentowi węża boa czy pająka ptasznika, chociażby ze względu na komfort i bezpieczeństwo innych pacjentów — zastrzega prof. Dzierżanowski. Trzeba też uszanować fakt, że niektórzy pacjenci mogą mieć fobie związane ze zwierzętami, np. mogą się bać psów. — To jednak nie oznacza całkowitego zakazu, tylko konieczność odpowiedniej organizacji, aby zachować równowagę między potrzebami pacjentów a bezpieczeństwem i komfortem wszystkich, i ludzi, i zwierząt — przekonuje lekarz.

Małgosia i Zuzia przybywają na pomoc

Prof. Dzierżanowski postanowił włączyć do swojej misji studentów medycyny. Ogłosił, że w ramach Studenckiego Koła Naukowego Medycyny Paliatywnej organizuje grupę wolontaryjną w swojej klinice. — Chciałem dać im miejsce, gdzie mogłaby odbywać się ich formacja jako przyszłych lekarzy, empatycznych, takich, którzy są wierni pacjentowi — tłumaczy profesor. Nie liczył na tłumy wolontariuszy, miał nadzieję, że będzie ich chociaż kilku. A zgłosiło się 146 osób! Wśród nich Małgorzata Brzozowska, studentka IV roku wydziału lekarskiego na WUM, prywatnie opiekunka dwóch psów terapeutycznych — jamniczki Zuzi oraz Kluski, suczki rasy owczarek australijski.

I to właśnie Małgorzata wpadła na pomysł, że będzie ze swoimi psami odwiedzać pacjentów w klinice. — Mam ukończony kurs dogoterapeuty, a moje psy przeszły i szkolenie, i testy sprawdzające, czy nadają się na psy terapeutyczne, czy np. nie są lękowe i czy poradzą sobie w trudnych warunkach — mówi Małgorzata Brzozowska. — Ludzie najczęściej myślą: taki słodki piesek, co to dla niego za problem wskoczyć na łóżko i dać się pogłaskać? Tymczasem dla psa przyjście na oddział, gdzie są wszystkie te piszczące pompy, masa obcych zapachów, to także spory stres. Nie każdy pies będzie w stanie się do tego dostosować — tłumaczy dogoterapeutka. Wiedzą o tym również pacjenci, którzy mają w domu zwierzęta. Jeśli ich pies czy kot ma naturę lękową, rezygnują z możliwości przyprowadzenia pupila do szpitala.

Małgorzata Brzozowska, dogoterapeutka, studentka medycyny, z Kluską, Warszawa, 23 marca 2026 r.

Małgorzata Brzozowska, dogoterapeutka, studentka medycyny, z Kluską, Warszawa, 23 marca 2026 r.

Foto: Filip Miller

Tacy pacjenci, którzy tęsknią za swoimi zwierzakami, wręcz garną się do Zuzi i Kluski, które doskonale przystosowały się do szpitalnych warunków. — Nie spodziewałam się, że moje odwiedziny z psami mogą być dla pacjentów tak ważne. Bo przecież tam lekarze walczą o ich życie, robią poważne rzeczy, a ja przychodzę z psem, to jakieś głupstwo, myślałam. Aż kiedyś jedna pacjentka powiedziała mi z wdzięcznością, że jej ostatnim marzeniem przed śmiercią było jeszcze raz zobaczyć i pogłaskać psa — opowiada studentka.

Dlaczego jeszcze pacjenci tak lubią jej wizyty? — Wydaje mi się, że przynoszę im wraz z Zuzią czy Kluską jakąś namiastkę normalności, zwyczajnego życia. Pacjenci na oddziałach paliatywnych zazwyczaj leżą dość długo, aż do końca. I są tego końca świadomi. Kiedy przychodzę z psem, rozmawiamy o nim, o jego zwyczajach, o zwierzętach, które znał pacjent, to odrywa go od przygnębiających myśli, kieruje je ku życiu — mówi Małgorzata.

Od pół roku regularnie odwiedza klinikę z Zuzią i Kluską, a pacjenci zawsze wyczekują jej wizyt, dopytując, czy na pewno do nich także zajrzy. — Traktujemy to nie jako rozrywkę czy źródło pocieszenia dla pacjentów, ale jako normalną procedurę leczniczą. Niefarmakologiczna interwencja przy pomocy zwierzęcia może powodować niesamowite zmiany w samopoczuciu — mówi prof. Dzierżanowski. Do dziś wspomina jedną z pacjentek, panią Beatę, która była w tak ciężkim stanie, że profesor, wychodząc w piątek z kliniki, liczył się z tym, że w poniedziałek już jej nie zobaczy. — Tymczasem w poniedziałek zastałem ją siedzącą na łóżku. Wstała, była uśmiechnięta. To była diametralna poprawa stanu ogólnego — opowiada lekarz. Zdumiony, zaczął dopytywać, co się stało i okazało się, że w weekend klinikę odwiedziła Małgorzata Brzozowska ze swoimi psami i pani Beata miała okazję się z nimi pobawić.

Małgorzata jako przyszła lekarka też docenia terapeutyczne oddziaływanie psów na osoby chore. Dzięki swojemu wolontariatowi w klinice prof. Dzierżanowskiego miała okazję zobaczyć to na własne oczy. — Kiedyś, gdy akurat byłam w szpitalu, profesor poprosił, żebym poszła z Kluską do sali, gdzie przyjechała świeżo przyjęta pacjentka, bardzo przerażona tym, co się dzieje — wspomina wolontariuszka. Porozmawiała z ta pacjentką, Kluska leżała na jej łóżku. — Nagle zauważyłam, jak jej bardzo wysokie ze stresu ciśnienie zaczęło się normować, jak walące serce zaczynało bić prawidłowo. To było coś niesamowitego, zobaczyć, jak ten kontakt ze zwierzęciem naprawdę działa — mówi Małgorzata.

To naprawdę pomaga

I są to nie tylko obserwacje Małgorzaty czy prof. Dzierżanowskiego. Również badania naukowe potwierdzają dobroczynne oddziaływanie kontaktu człowieka z psem czy kotem, zwłaszcza podczas długotrwałego pobytu w szpitalu czy w okresie terminalnym choroby. Wykazało to chociażby badanie przeprowadzone przez naukowców z hiszpańskich uniwersytetów w Walencji i w Madrycie, którzy przeanalizowali dostępne badania ze świata dotyczące terapii z udziałem zwierząt w opiece paliatywnej, obejmujące łącznie 663 terminalnie chorych dorosłych i dzieci. Z analizy tej wynika, że obecność zwierząt w opiece paliatywnej zdecydowanie poprawia dobrostan psychiczny i fizyczny chorych. Korzyści psychiczne to m.in. obniżenie lęku, objawów depresji, lepsza adaptacja do środowiska szpitalnego, mniejsze poczucie samotności. Korzyści fizyczne obejmowały obniżenie poziomu hormonu stresu — kortyzolu, spadek tętna, zmniejszenie bólu i duszności. Dane ze wszystkich ośrodków medycznych, które zezwoliły na przeprowadzenie terapii z udziałem zwierząt, są bardzo podobne i wszystkie wskazują na korzystne aspekty obecności zwierząt w opiece paliatywnej.

Tymczasem dyrektorzy polskich szpitali są na tę wiedzę jakby impregnowani. Najczęściej zasłaniają się lękiem przed chaosem na oddziale czy przed patogenami przenoszonymi przez zwierzęta. — Ale takie zagrożenie jest minimalne, patogeny zwierzęce, zwłaszcza takie, które może mieć domowy kot czy pies, są na ogół nieszkodliwe dla człowieka w zwykłym kontakcie typu głaskanie czy przytulanie. Zdecydowanie bardziej niebezpieczne są dla chorych wirusy i bakterie wnoszone na oddziały przez innych ludzi — podkreśla prof. Dzierżanowski. Oczywiście, pozostaje problem astmy czy alergii na zwierzęcą sierść, ale — jak proponuje profesor — wystarczy tylko znaleźć jakieś miejsce, np. pokój, gdzie takie kontakty mogłyby się odbywać bez szkody dla alergików, jeśli akurat tacy na oddziale są.

To, co wciąż nie udaje się w szpitalach, od dawna praktykowane jest w hospicjach — tam na ogół zwierzęta mogą być przyprowadzane. Często jest też tak, że w hospicjum nawet mieszka jakiś zwierzak, np. kot, choć trochę w tajemnicy, żeby nie było problemów z sanepidem. — Pora wreszcie przestać się obawiać, bo w tym lęku przed zarazkami, kłopotami, kontrolami gubi nam się to, co najważniejsze: potrzeby odchodzącego człowieka — podkreśla prof. Dzierżanowski.

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
14

29.03.2026

undefined

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Elżbieta ma 88 lat i wciąż pracuje. „Nie wyobrażam sobie bezczynności”

Elżbieta ma 88 lat i wciąż pracuje. „Nie wyobrażam sobie bezczynności”

Sierakowski: Świat drży w posadach. Nawet na Instagramie widać na zmianę wiosnę i wojnę

Sierakowski: Świat drży w posadach. Nawet na Instagramie widać na zmianę wiosnę i wojnę

W obawie przed Chinami. „Według Polski takie państwo jak Tajwan nie istnieje”

W obawie przed Chinami. „Według Polski takie państwo jak Tajwan nie istnieje”

City break dla ambitnych. Inspirujące i nieoczywiste miejsca na wiosenny weekend

City break dla ambitnych. Inspirujące i nieoczywiste miejsca na wiosenny weekend

Iran zniszczył amerykańskie supersamoloty. Tak głębokich uderzeń USA nie doświadczyło od dekad

Iran zniszczył amerykańskie supersamoloty. Tak głębokich uderzeń USA nie doświadczyło od dekad

Handlowali ludźmi, prali brudne pieniądze, manipulowali umysłami dzieci. „Jan Paweł II nie tylko przymykał oko”

Handlowali ludźmi, prali brudne pieniądze, manipulowali umysłami dzieci. „Jan Paweł II nie tylko przymykał oko”

Gosia padła ofiarą deepfake’a. Najpierw była w szoku, potem poczuła bezradność

Gosia padła ofiarą deepfake’a. Najpierw była w szoku, potem poczuła bezradność

Była w szoku, gdy dowiedziała się, że jej córka ma FAS. „Myślałam, że się przewrócę”

Była w szoku, gdy dowiedziała się, że jej córka ma FAS. „Myślałam, że się przewrócę”

Karol Nawrocki pojechał na CPAC wychwalać Trumpa. A Trump nawet się nie pojawił

Karol Nawrocki pojechał na CPAC wychwalać Trumpa. A Trump nawet się nie pojawił

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Tajwan. Liderka Kuomintangu ma odwiedzić Chiny. Polityczny manewr Pekinu

Tajwan. Liderka Kuomintangu ma odwiedzić Chiny. Polityczny manewr Pekinu

30 marca, 2026
Sondaż CBOS. Polacy o największym zagrożeniu dla kraju

Sondaż CBOS. Polacy o największym zagrożeniu dla kraju

30 marca, 2026
Elżbieta ma 88 lat i wciąż pracuje. „Nie wyobrażam sobie bezczynności”

Elżbieta ma 88 lat i wciąż pracuje. „Nie wyobrażam sobie bezczynności”

30 marca, 2026
Sondaż. Ranking zaufania dla polityków. Lider bez zmian, ciekawy powrót Czarnka – Wprost

Sondaż. Ranking zaufania dla polityków. Lider bez zmian, ciekawy powrót Czarnka – Wprost

30 marca, 2026

Najnowsze Wiadomości

Coraz więcej kobiet jest aktywnych zawodowo. Atrakcyjna umowa na niepełnym etacie – Biznes Wprost

Coraz więcej kobiet jest aktywnych zawodowo. Atrakcyjna umowa na niepełnym etacie – Biznes Wprost

30 marca, 2026
Pyłki brzozy czy leszczyny stały się bardziej agresywne . Źle to wygląda

Pyłki brzozy czy leszczyny stały się bardziej agresywne . Źle to wygląda

30 marca, 2026
Kuba. Tankowiec z rosyjską ropą zmierza na wyspę. Trump potwierdza

Kuba. Tankowiec z rosyjską ropą zmierza na wyspę. Trump potwierdza

30 marca, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.