Ciekawe jak długo Karol Nawrocki będzie ciągnął temat „wschodnich kontaktów” marszałka Sejmu, Włodzimierza Czarzastego, czy temat nie umrze za kilka tygodni śmiercią naturalną, jak umarło wiele innych generowanych przez prawicę politycznych histerii.
Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że z nami jesteś!
Foto: Newsweek
Odkąd w zeszłym tygodniu Pałac Prezydencki ogłosił, że jednym z tematów Rady Bezpieczeństwa Narodowego będzie wyjaśnienie kwestii „wschodnich kontaktów”, można było się obawiać, że Rada — niegdyś poważne ciało, gdzie z dala od bieżącego politycznego sporu rozmawiano o kluczowych kwestiach bezpieczeństwa — zmieni się w ring, gdzie okładać się będzie pierwsza i druga osoba w państwie.
Tym bardziej że Czarzasty natychmiast odpowiedział, proponując, by na Radzie poruszyć problem związków Karola Nawrockiego ze światem pseudokibiców i zorganizowanej przestępczości oraz wyjaśnić co przyszły prezydent robił w trakcie swojej wizyty w Moskwie, gdzie pojechał w 2018 r. jeszcze jako dyrektor Muzeum II Wojny Światowej.
Nieudana ustawka?
Do konfrontacji ostatecznie jednak nie doszło, przynajmniej nie w otwartej części spotkania. Ta składała się wyłącznie z wystąpienia prezydenta, w jednej trzeciej poświęconego Czarzastemu. Prezydent, przywdziewając kostium państwowca, domagał się wyjaśnienia tego, jak wygląda kwestia dostępu Czarzastego do informacji niejawnych w kontekście jego „rosyjskich powiązań”, przekonywał, że nie chodzi o osobę Czarzastego, ale o bezpieczeństwo urzędu stanowiącego ustrojowy fundament Rzeczpospolitej, o drugą osobę w państwie, którą „jedno uderzenie serca” dzieli od tego, by została tą pierwszą.
Czarzasty ani nikt inny ze strony rządowej nie miał możliwości odpowiedzieć. Prezydent, najwyraźniej nauczony doświadczeniem z Rady Gabinetowej z sierpnia, gdy wyraźnie przegrał starcie z Tuskiem, nie pozwolił bowiem publicznie odpowiedzieć przedstawicielom rządu na swoją silnie polemiczną wobec rządowej większości tyradę.
Jak donoszą media i sami uczestnicy Rady, także na zamkniętej części spotkania ostatecznie nie doszło konfrontacji. Czarzasty w odpowiedzi na pytania prezydenta miał milczeć, wychodząc z założenia, że wszystkie wątpliwości już wyjaśnił. Premier Tusk z kolei w ogóle nie był obecny na tej części posiedzenia, jak później powiedział dlatego, że nie uważał tematu za wartego dyskusji w tym formacie. Czarzasty zadeklarował po Radzie, że ustawka nie udało się prezydentowi i że nie zamierza podać się do dymisji.
Można jednak mieć wątpliwości czy prezydent wie, że jego ustawka została odwołana, bo jego środowisko ciągle atakuje marszałka Sejmu, przekonując, że niczego nie wyjaśnił, a jego dostęp do tajemnic państwowych, wynikający z funkcji, może stwarzać zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Doradca prezydenta Błażej Poboży wdał się nawet w rozmowie z Telewizją Trwam w dość absurdalne dywagacje, że ktoś, kto nie może w normalny sposób — wypełniając ankietę bezpieczeństwa i przechodząc weryfikację służb — uzyskać dostępu do tajemnic państwowych, mógłby go uzyskać, zostając wybranym marszałkiem Sejmu. „To scenariusz jak z filmu szpiegowskiego” — rzucił insynuacyjne prezydencki doradca.
Z kolei Kancelaria Sejmu opublikowała komunikat, w którym czytamy, że „oczekiwanie wypełnienia przez Marszałka Sejmu ankiety bezpieczeństwa to niezrozumienie wynikające z niewiedzy albo wprowadzanie opinii publicznej w błąd. Kontrola, której podlega Marszałek Sejmu, jest stała i ostrzejsza niż kontrola wynikająca z jakichkolwiek procedur ankietowych”. Według komunikatu, Czarzasty „sam poprosił o dodatkową weryfikację kontrwywiadowczą swoich kontaktów i uzyskał jasną informację: nie ma absolutnie żadnych zastrzeżeń. Fakt ten został potwierdzony publicznie przez koordynatora ds. służb specjalnych Tomasza Siemoniaka”.
Jak na taki wysiłek całego PiS, temat mocno nie grzeje
Wyjaśnienia Kancelarii Sejmu brzmią rozsądnie. Nie zamkną jednak tematu, nie w warunkach dzielącej Polskę polaryzacji. Widać ją także w sondażu SW Research dla „Wprost”, opublikowanego w czwartek. Na pytanie, czy Czarzasty powinien odejść z funkcji, 35,7 proc. odpowiada tak, 34,4 proc., że nie, 29,8 proc. nie ma zdania.
PiS może co prawda spinować ten pierwszy wynik i przekonywać, że „większość chce dymisji Czarzastego”, ale 35,7 proc. to mniej więcej poziom poparcia PiS w wyborach w 2023 r., trudno mówić tu o jakiejś przytłaczającej większości. Różnica między zwolennikami i przeciwnikami dymisji marszałka mieści się w granicy błędu statystycznego i tak naprawdę sondaż pokazuje remis. Wynik 35,7 proc. można też interpretować jako znak, że do konieczności dymisji Czarzastego nie udało się przekonać nawet tych wyborców, którzy w czerwcu zeszłego roku przesądzili o zwycięstwie Karola Nawrockiego.
Prawie 30 proc. niezdecydowanych pokazuje też, że temat dość słabo rozgrzewa opinię publiczną, że nie przebija się poza grupę najbardziej politycznie aktywnych wyborów. Co trudno uznać za sukces prawicy, biorąc pod uwagę, że przeciw Czarzastemu zmobilizowano nie tylko prezydenta i takie podlegające mu instytucje jak Rada Bezpieczeństwa Narodowego, ale także kluczowych liderów PiS, łącznie z byłym premierem Mateuszem Morawieckim i pisowskie media.
To nie jest działanie dla dobra państwa
Gdyby Nawrockiemu udało się wymusić odejście Czarzastego, byłaby to potężna demonstracja siły i sprawczości prezydenta. Ale jest też oczywiste, że Tusk nie może się zgodzić na to, by Nawrocki decydował, kto jest marszałkiem i że będzie teraz Czarzastego bronił, chyba że PiS pokaże naprawdę mocne kwity — czego dotychczas nie zrobił i trudno uwierzyć, by był w stanie zrobić.
A jeśli Nawrocki przeszarżuje w tej sprawie, niczego nie osiągając, to pokaże tylko słabość i brak sprawczości w starciu z rządową większością. Utwierdzi też wielu wyborców w przekonaniu, że nie jest osobą zdolną zachować się na najwyższej państwowej funkcji w sposób odpowiedzialny i zgodny z powagą urzędu. Bo naprawdę prezydent chyba nikogo nie przekona, że „tylko pyta” w sprawie Czarzastego kierowany dobrem państwa. Tym bardziej że prezydent ma swoim otoczeniu Sławomira Cenckiewicza, któremu w przeciwieństwie do Czarzastego faktycznie nie ma dostępu do informacji niejawnych — choć sam zainteresowany, odnotujmy dla porządku, twierdzi, że ma.
Podważanie zaufania do marszałka Sejmu bez mocnych przesłanek, w imię logiki partyjnej nawalanki, tolerowanie insynuacji rzucanych przez prezydenckich doradców nie jest zachowaniem odpowiedzialnej głowy państwa. Niewykluczone, że idąc tą drogą, prezydent zbuduje tylko Czarzastego — powinien też pamiętać, że do reelekcji potrzebował będzie znacznie więcej niż 35 proc., uważające, że marszałek powinien odejść.