W ciągu ostatnich 10 lat przeciętne wynagrodzenie w Polsce wzrosło ponad dwukrotnie – z około 4 tys. zł do około 9 tys. zł brutto, a średni majątek dorosłego Polaka przekroczył 100 tys. dolarów.
Według analizy EY-Parthenon, w ciągu ostatnich 10 lat liczba osób w Polsce z majątkiem powyżej 400 tys. zł wzrosła ponad trzykrotnie – do około 4 mln osób. Wygląda na to, że zgromadzili oni aż 62 proc. całego krajowego majątku. Jeszcze bardziej dynamiczny jest przyrost milionerów. Mamy ich w Polsce około 100 tysięcy, czyli już dwa razy więcej niż dekadę temu.
Jeżeli z ogólnego wzrostu zamożności mają też skorzystać polskie miasta i gminy, to podatek od ilości metrów kwadratowych musi wreszcie zostać zastąpiony podatkiem od wartości nieruchomości.
Polacy inwestują w nieruchomości nieprzypadkowo. Wzrost o inflację wystarczy
Nieruchomości są postrzegane przez Polaków jako namacalny i pewny majątek. Inwestycja w nieruchomości wiąże się silnie z poczuciem bezpieczeństwa i stabilizacji, chęcią ochrony oszczędności przed inflacją oraz możliwością uzyskania stałego dochodu pasywnego z najmu. To także długofalowe zabezpieczenie wielu osób z myślą o emeryturze.
Nic dziwnego – od wejścia do Unii Europejskiej nieruchomości tylko drożeją. Co prawda rynek wszedł już w fazę stabilizacji i zamiast gwałtownych skoków cen z poprzednich lat mamy do czynienia z umiarkowanym wzrostem o około 2–4 proc. rocznie, to jest to ciągły wzrost i mniej więcej odpowiada poziomowi bieżącej inflacji, co oznacza, że na tym interesie się nie traci.
Po co gminom podatek od nieruchomości? Lista zadań do zrobienia
Dlaczego to akurat podatek od nieruchomości jest tak podatkowo ważny? Bo to główne źródło dochodów miast i gmin. Z tego podatku finansowane są lokalne potrzeby mieszkańców oraz usługi publiczne: budowa i naprawa dróg, chodników, budowa i utrzymanie ścieżek rowerowych, oświetlenie ulic, utrzymanie szkół, żłobków i przedszkoli, wywóz śmieci, transport publiczny, parki i zieleń miejska, kultura, muzea, utrzymanie boisk, basenów, placów zabaw, ochrona środowiska i pomoc społeczna.
Biorąc pod uwagę skalę inwestowania w nieruchomości (poseł KO Robert Kropiwnicki ma 11 mieszkań, a posłanka KO Małgorzata Nieczyk – 10), koszty podatku już są niemałe.
Obecnie gminy ustalają stawkę za metr kwadratowy, a właściciel lokalu płaci podatek będący iloczynem powierzchni lokalu i obowiązującej stawki. W praktyce oznacza to, że dwa mieszkania o identycznym metrażu mogą być opodatkowane niemal tak samo, nawet jeśli jedno jest warte 400 tys. zł, a drugie ponad milion.
Po zmianie na podatek katastralny podstawą opodatkowania będzie wartość nieruchomości. Projekt ustawy przygotowany przez klub Lewicy zakłada:
-
0,02 proc. wartości dla pierwszego i drugiego mieszkania lub domu, -
0,5 proc. wartości dla trzeciej i każdej kolejnej nieruchomości w pierwszym roku obowiązywania nowych przepisów, -
wzrost tej stawki o 0,1 punktu procentowego rocznie, aż do poziomu 1,5 proc. wartości nieruchomości.
Samorządy nie tryskają entuzjazmem. Obawiają się pomyłek i błędów
Autorzy projektu przekonują, że takie rozwiązanie ograniczy kupowanie mieszkań wyłącznie jako lokaty kapitału i zwiększy ich dostępność dla osób szukających pierwszego lokum.
Gazeta Prawna podaje przykład zmiany stawki dla mieszkania o wielkości 60 metrów, które jest warte 500 tys. zł:
-
podatek od nieruchomosci – około 120 zł podatku rocznie. -
podatek katastralny pierwsze mieszkanie: 0,02 proc. × 500 tys. zł = 100 zł rocznie, -
podatek katastralny trzecie mieszkanie (0,5 proc.) – 2500 zł rocznie, -
podatek katastralny trzecie mieszkanie przy docelowej stawce 1,5 proc. – 7500 zł rocznie.
Przy mieszkaniu wartym milion złotych, według projektu stawki wynoszą:
-
pierwsze mieszkanie –200 zł, -
trzecie mieszkanie –5000 zł, -
przy stawce 1,5 proc. –15 000 zł rocznie.
Co ciekawe, najbardziej krytyczne stanowisko wobec projektu Lewicy ma Związek Miast Polskich. Organizacja obawia się skutków finansowych oraz organizacyjnych dla samorządów, bo to właśnie urzędy gmin musiałyby ustalać wartość nieruchomości oraz weryfikować liczbę mieszkań należących do podatnika w skali całego kraju.
Zdaniem samorządowców dziś brakuje narzędzi, które pozwoliłyby wykonywać takie zadania sprawnie i bez ryzyka błędów.


