Polka aktywistka Laura Kwoczała-Alsubaih z konwoju lądowego Sumud została zatrzymana przez siły Libii Wschodniej. — Skontaktowałam się z MSZ-em przez portal ePUAP, oficjalnie składając wniosek o podjęcie poszukiwań mojej córki, podałam swój numer. Nikt się ze mną do tej pory nie skontaktował — mówi „Newsweekowi” jej matka.
— Laura ostatni raz kontaktowała się ze mną wczoraj. Powiedziała, że razem z innymi uczestnikami konwoju lądowego Sumud po raz kolejny idzie negocjować w sprawie bezpiecznego przejazdu przez checkpoint strzeżony przez żołnierzy Khalifa Haftara. Chcieli poprosić o zgodę na przejazd w kierunku Egiptu przez Libię Wschodnią. Miałam jej lokalizację, śledziłam, gdzie jest, ale kiedy Laura opuściła obóz, w którym stacjonował konwój, przestałam ją widzieć. Potem nawet pozostali uczestnicy konwoju nie mieli już z nią żadnego kontaktu. To było już ponad dobę temu — opowiada Sylwia Kwoczała.
Laura Kwoczała-Alsubaih
Foto: Archiwum prywatne / Newsweek
Jej córka Laura Kwoczała-Alsubaih jest polską delegatką na Globalny Konwój Lądowy Sumud, który podobnie jak Flotylla Sumud próbuje przełamać blokadę Strefy Gazy i dostarczyć tam pomoc humanitarną. Konwój wyruszył z Algierii, grupa, w której jest Polka, dołączyła do niego w libijskim mieście Alzawija. Wszyscy zostali zatrzymani 17 maja kilka kilometrów od granicy Wschodniej Libii w Sirte przez siły Khalifa Haftara.
Nie zatrzymamy się
Uczestnicy wyprawy rozbili obóz i zaczęli negocjacje w sprawie bezpiecznego przejazdu. „Domagamy się tego, aby móc dotrzeć do miasta Salum znajdującego się na granicy Libii z Egiptem i stamtąd bezpiecznie wyruszyć do Egiptu. Póki co, Egipt w żaden sposób nie ustosunkował się do wysyłanych przez nas listów czy innych prób kontaktu. Natomiast grupy Haftara żądają od nas, abyśmy pozostawili pomoc humanitarną w Sirte, co nie jest możliwe z kilku powodów, ale jednym z najistotniejszych powodów jest to, że poza pomocą humanitarną są wśród nas medycy i inni specjaliści, którzy są gotowi wjechać do Gazy i rozpocząć udzielanie niezbędnej pomocy potrzebującym” — tłumaczyła jeszcze kilka dni temu Laura.
W niedzielę rano, wychodząc z obozu na kolejną rundę rozmów, napisała: „Nie zatrzymamy się, nieważne, ile misji będzie potrzebnych. Nie ma naszej zgody na militaryzację pomocy humanitarnej”. W grupie negocjacyjnej było w sumie 10 osób z Hiszpanii, Włoch, Argentyny, USA, Urugwaju, Tunezji i Portugalii.
Jak poinformował rzecznik Global Sumud Polska Rafał Piotrowski, około godziny 16:00 cała grupa została zatrzymana i od tej pory nie ma z nią kontaktu. Rozmawiał o tym z polskim konsulem w Tunezji. — Dostałem informację, że niestety nic też nie wiedzą. I od tego czasu nie dostałem żadnej aktualizacji. My informujemy MSZ o tym, co się dzieje z polskimi obywatelami, piszemy maile i dzwonimy. I cóż, czekamy niestety na odpowiedź. W przypadku flotylli było podobnie i reakcja nastąpiła dopiero wtedy, gdy już zatrzymani przez wojsko izraelskie uczestnicy zostali porwani i spotkali się z przemocą — tłumaczy Rafał Piotrowski.
Uczestnicy morskiej flotylli po deportacji z Izraela opowiadali o poniżającym traktowaniu i przemocy w izraelskich aresztach.
Nikt się nie skontaktował
— Laura, zanim wyjechała, nauczyła mnie, co robić, gdyby jej się coś stało. Skontaktowałam się więc rano z MSZ-em przez portal ePUAP, oficjalnie składając wniosek o podjęcie poszukiwań mojej córki, podałam swój numer. Nikt się ze mną do tej pory nie skontaktował. Potem jeszcze dzwoniłam do konsulatu w Tunisie i rozmawiałam z panem konsulem. Powiedział jedynie, że się sprawą zajmują od niedzieli wieczorem, ale nie posiada żadnych konkretnych informacji na temat Laury. Kiedy się czegoś dowie, skontaktuje się ze mną. I potem już się nie odezwał — mówi Sylwia Kwoczała.
Bardzo się martwi, ostatnia noc była dla niej bezsenna.
— Ale to nie problem. Chciałabym po prostu wiedzieć cokolwiek. Przede wszystkim chciałabym się dowiedzieć, czy ktoś się tym tematem zajął naprawdę, bo Laura nie pojechała tam przecież na urlop, tylko z konwojem wiozącym pomoc humanitarną. W mediach sprawa po zatrzymaniu uczestników flotylli już ucichła. Nic się nie dzieje, a przecież karawana idzie dalej — wzdycha Sylwia Kwoczała.
Usłyszała tylko w radiu informację, że część osób zatrzymanych we wschodniej Libii została już przewieziona do Bengazi i potraktowano ich jak „nielegalnych imigrantów”. O losie jej córki nadal nic nie wiadomo.
Rzecznik MSZ Maciej Wewiór nie odbiera telefonu. Nie odpowiada też na SMS-ową prośbę o kontakt w sprawie polskiej aktywistki. Wcześniej w poniedziałek poinformował PAP, że MSZ sprawdza doniesienia o zatrzymaniu Polki w Libii. — Nasza służba konsularna jest w kontakcie ze służbami libijskimi — zapewnił rzecznik resortu dyplomacji.

