Po raz pierwszy widać wyraźnie, że polski przemysł obronny zaczyna zarabiać na nowoczesnych systemach uzbrojenia kupowanych przez państwa NATO. Największym zwycięzcą okazał się przeciwlotniczy zestaw najbliższego zasięgu Piorun. Ale mamy też innych kandydatów do powtórzenia jego sukcesów.

Każdego roku państwa uczestniczące w Rejestrze Broni Konwencjonalnej ONZ przedstawiają informacje o rzeczywiście zrealizowanych transferach uzbrojenia. Nie chodzi o podpisane umowy, lecz o sprzęt, który fizycznie opuścił granice danego państwa.

Polski raport za 2025 r. pokazuje bardzo interesującą zmianę. Z jednej strony nadal trwały dostawy dla Ukrainy. Z drugiej coraz większą rolę zaczęły odgrywać kontrakty realizowane dla państw NATO. Jeszcze kilka lat temu Polska była przede wszystkim dużym importerem uzbrojenia. Dziś zaczyna stopniowo budować pozycję eksportera.

Nie oznacza to oczywiście wejścia do grona światowych potęg zbrojeniowych. Jednak dane pokazują, że część polskich produktów zaczyna zdobywać renomę poza Europą Środkową. Co nie było oczywistością. Przez lata polski przemysł obronny przegrywał choćby z czeskim, holenderskim, czy belgijskim.

W 2025 r. za wschodnią granicę sprzedano 120 pojazdów opancerzonych różnych typów przeznaczonych dla Ukrainy. Do tego doszło 296 bezzałogowych statków powietrznych różnych klas. Oznacza to, że bezzałogowce stały się jedną z największych kategorii polskiego eksportu na kierunku ukraińskim.

Raport odnotował również przekazanie trzech czołgów Leopard 2A4 dla Ukrainy oraz jednej samobieżnej haubicy 2S1 Goździk kalibru 122 mm. Charakterystyczne jest jednak to, że większość sprzętu wysyłanego na Ukrainę stanowią pojedyncze egzemplarze lub konstrukcje starszej generacji.

W poprzednim roku eksport na Ukrainę spadł w porównaniu z poprzednimi latami i znacznie zmienił swój charakter. Sprzedaż ciężkiego sprzętu zmalała, ale wzrosło znaczenie produkcji amunicji, dronów i współpraca przemysłowa.

To zresztą naturalny proces. Polska przekazała już większość nadwyżek poradzieckiego uzbrojenia, zapasy czołgów T-72 czy transporterów BWP-1 się wyczerpały. Równocześnie Wojsko Polskie samo przechodzi modernizację i nie może dalej oddawać dużych ilości własnego sprzętu. Dlatego paradoksalnie największy wzrost polskiego eksportu zbrojeniowego nie następuje dziś na kierunku ukraińskim, lecz do państw NATO. Najlepszym przykładem są Pioruny.

W 2025 roku Polska dostarczyła 48 zestawów rakietowych Piorun produkowanych przez Mesko do Belgii, 33 do Estonii, 202 do Litwy, 42 do Norwegii, 20 do Szwecji. Łącznie do zagranicznych odbiorców trafiło 345 zestawów. To wynik, którego jeszcze kilka lat temu trudno było się spodziewać.

Najlepszą reklamą dla Piorunów jest wojna w Ukrainie. Przed 2022 r. system ten był znany głównie specjalistom. Sytuację zmieniły pierwsze miesiące po ataku Rosji. Nagrania przedstawiające niszczenie rosyjskich śmigłowców szybko obiegły świat. Polska konstrukcja zdobyła reputację systemu odpornego na zakłócenia i skutecznego wobec różnych typów celów.

Pioruna projektowano głównie do zwalczania śmigłowców i samolotów lecących na małej wysokości. Ukraina pokazała jednak, że system potrafi skutecznie zwalczać znacznie szerszą gamę celów. Od samolotów szturmowych Su-25 i bombowców Su-34, przez śmigłowce Ka-52, aż po drony i pociski manewrujące. To właśnie ta wszechstronność stała się jednym z powodów późniejszego sukcesu eksportowego w krajach NATO.

Amerykańskie Patrioty budowały swoją renomę podczas konfliktów na Bliskim Wschodzie. Tureckie Bayraktary zdobywały klientów po sukcesach w Syrii i Górskim Karabachu. Podobną drogę przeszedł właśnie Piorun. Efekty są już widoczne. Mesko zanotowało rekordowe wyniki finansowe, a liczba zamówień osiągnęła najwyższy poziom w historii przedsiębiorstwa.

W najbliższych latach sytuację polskiej zbrojeniówki może zmienić europejski program SAFE. Unia Europejska przeznaczyła na ten cel 150 mld euro. Program ma umożliwić wspólne finansowanie zakupów uzbrojenia i zwiększenie potencjału europejskiego przemysłu. Po raz pierwszy od zakończenia zimnej wojny Europa zaczyna myśleć o produkcji zbrojeniowej w długiej perspektywie i dużej skali.

Dla Polski może to oznaczać historyczną szansę. Największy potencjał nadal mają systemy przeciwlotnicze. Piorunami zainteresowana jest Francja. To sytuacja bezprecedensowa, bo po raz pierwszy jeden z największych producentów uzbrojenia w Europie Zachodniej rozważa zakup kluczowego systemu obrony powietrznej od państwa Europy Środkowo-Wschodniej. Jeżeli Piorun odniósł sukces, naturalnym krokiem może być rozwój kolejnych produktów przeznaczonych do zwalczania dronów i celów niskolecących.

Polskie antydronowe systemy walki radioelektronicznej od dawna znajdują klientów za granicą. Jednak wojna w Ukrainie spowodowała skokowy wzrost zainteresowania. Zielonogórski Hertz Systems od lat rozwija rodzinę systemów antydronowych HAWK. Jest to kompleksowy systemem, który posiada radar dookólny i emiter. Dzięki temu monitoruje teren w czasie rzeczywistym, rozróżniając przy tym drony od samolotów załogowych i ptactwa, co całkowicie eliminuje ryzyko pomyłki przy neutralizacji zagrożenia.

Równie ciekawe rozwiązania proponuje Advanced Protection Systems z Gdyni. Firma opracowała własne radary FIELDctrl oraz system SKYctrl, który integruje sensory, środki zakłócające i oprogramowanie CyView C2, które odpowiada za automatyzację procesu wykrycia dronów.

Po drugiej stronie barykady mamy WB Electronics, który w zeszłym roku wyeksportował prawie trzysta bezzałogowców na Ukrainę. W dodatku polskie zakłady w Ukrainie produkują kolejne setki dronów. Ale ożarowska firma zbudowała także pozycję lidera w zakresie systemów łączności, dowodzenia i bezzałogowców.

To właśnie w Grupie WB nie czekając na wytyczne wojska czy polityków opracowano morski bezzałogowiec. Stormrider to nowoczesna, bezzałogowa jednostka nawodna, która ma długość ok. 8,5 metra, szerokość 3 metry i wyporność przekraczającą 3 tony. Jest zaprojektowana do pracy w warunkach morskich od stanu 3 do 5, co pozwala jej na w miarę swobodne operowanie na Bałtyku.

To właśnie prywatne podmioty szybciej reagują na nowe trendy pola walki — rozwijają drony rozpoznawcze i uderzeniowe, integrują systemy łączności z zachodnimi partnerami, a jednocześnie aktywnie poszukują odbiorców poza granicami kraju. Ich przewagą jest elastyczność i zdolność do podejmowania ryzyka, którego często boją się państwowe koncerny.

Rosomak SA wykorzystuje znikomą część swojej mocy produkcyjnej, więc mógłby obsłużyć zagraniczne kontrakty, tym bardziej, że KTO Rosomak jest konstrukcją sprawdzoną podczas misji zagranicznych.

Z kolei nowy bojowy wóz piechoty Borsuk jest mocnym kandydatem na eksportowy hit. Wiele państw NATO będzie w najbliższych latach wymieniało sprzęt pamiętający jeszcze okres zimnej wojny, a Borsuk to konstrukcja o sporych możliwościach.

Przy dużych programach niezbędne jest jednak wsparcie rządu. W poprzednich latach różnie z tym bywało. Znakomitym przykładem może być brak wsparcia ze strony rządu dla Huty Stalowa Wola, która od lat jest producentem samobieżnych haubic Krab, a teraz także bwp Borsuk.

Mimo to w 2017 r. ówczesny rząd Mateusza Morawieckiego nie zdecydował się na dofinansowanie budowy nowej linii produkcyjnej, co znacznie zwiększyłoby moce produkcyjne zakładów. Firma nie otrzymała także wsparcia dyplomatycznego, kiedy europejscy sojusznicy z NATO poszukiwali nowych pojazdów dla swoich armii. A już niemal za sabotaż można uznać zakup przez ówczesnego szefa resortu obrony, Mariusza Błaszczaka, południowokoreańskich haubic K9, które są bezpośrednim konkurentem polskiej konstrukcji.

Teraz rząd zapewnia, że będzie inaczej. Ministerstwo Spraw Zagranicznych twierdzi, że „polskie placówki zagraniczne aktywnie promują produkcję krajowego przemysłu obronnego w krajach swojej akredytacji tam, gdzie jest to w interesie naszego kraju. Każdy przypadek wspierania oferty eksportowej polskiego przemysłu zbrojeniowego traktowany jest i analizowany indywidualnie, w tym w kontekście zmieniającej się sytuacji geopolitycznej”.

Dyplomaci odbywają także specjalne szkolenie przedwyjazdowe dot. „wspierania i promocji eksportu polskiego przemysłu obronnego. Z kolei w Ministerstwie Rozwoju i Technologii wdrożono Strategię Rozwoju Przemysłu Obronnego, która jest „pierwszą strategię sektorową obejmującą w sposób kompleksowy polski przemysłowy potencjał obronny”. Dotychczas bowiem nikt się branżą zbrojeniową nie przejmował.

Teraz należy wykorzystać szansę, ponieważ po raz pierwszy od wielu lat państwa NATO zaczęły kupować polskie uzbrojenie ponieważ zostało sprawdzone podczas wojny i okazało się całkiem sprawne. Jeżeli środki z programu SAFE zostaną wykorzystane do zwiększenia produkcji, kolejnymi produktami eksportowymi mogą stać się Borsuk, Rosomak, drony i systemy artyleryjskie.

Największym wyzwaniem pozostaje jednak nie opracowanie nowych konstrukcji, lecz zdolność do ich seryjnej produkcji. To właśnie od niej zależy, czy sukces Pioruna okaże się jednorazowym wyjątkiem, czy początkiem trwałej zmiany pozycji polskiego przemysłu obronnego.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version