Spółka z Polski świadczy usługi jako generalny wykonawca w sektorach ochrony środowiska, OZE [odnawialne źródła energii – przyp. red.], energetyki, ropy i gazu oraz przemysłu. Jeśli chodzi o projekt – o wartości ponad 36 milionów euro [w tym momencie, po przeliczeniu na polskie złote, byłoby to około 152,5 mln – przyp. red.] – realizowany w Ukrainie – polega on na budowie instalacji przetwarzania odpadów.


Został ukończony niemal w całości (w 95 procentach). I choć firma chciała go już finalizować, pojawiły się problemy. Mer Lwowa – Andrij Sadowy – wysłał list dotyczący firmy Control Process do premiera Donalda Tuska, w którym domagał się interwencji polskich władz. Skarżył się, że spółka nie wywiązuje się w terminie ze swoich zobowiązań.


Sęk w tym, że Control Process wszystkie procesy arbitrażowe wygrał. Ale co z tego? W żaden sposób nie wpłynęło to na położenie spółki, która odnotowuje coraz większe straty.

Ukraina. Polska firma poszkodowana. „Miasto Lwów nas oszukało i okradło”


Portal Business Insider, który napisał o problemach polskiej firmy, zwrócił się do ich przedstawicieli z prośbą o komentarz. „Przy 95 proc. ukończenia zakładu jesteśmy na debecie rzędu 17-18 mln euro na tym projekcie” – odpowiedzieli redakcji. Większość z tej kwoty – 10 mln – to dług miasta, które nie zapłaciło za już wykonane prace. Kolejne 3,6 mln – to zerwane gwarancje należytego wykonania. Jest jeszcze 1 mln – za wykonane roboty pozakontraktowe i 4,9 mln (w tym odsetki) – tyle wynoszą kary, które arbitraż przy organizacji inżynierskiej FIDIC nałożył na Lwów za wywołanie opóźnienia w realizacji prac. Miasto nie pokryło tej kwoty.


Stanowisko spółki jest jasne. „Mamy 700 pracowników w całej grupie Control Process oraz około 2 tys. osób u dostawców i producentów w całej Europie. To ogromna siatka ludzi i firm, którzy zostali nieopłaceni przez to, że miasto Lwów nas oszukało i okradło” – wskazują przedstawiciele polskiego podmiotu.


Firma nie ma w tym momencie dostępu do swojego majątku, który pozostał na placu budowy we Lwowie. Miasto nie zamierza zapłacić i nic nie robi sobie z rozstrzygnięć, które przewidziane zostały w kontrakcie. Odcina też CP od dostępu do mienia o wartości bagatela 9,3 mln EUR.

Władze Lwowa nie kwapią się, by zapłacić spółce Control Process


W czwartek (28 maja) miało miejsce posiedzenie rady miasta. Po raz kolejny deputowani zdecydowali się zaapelować ws. projektu do szefa polskiego rządu.


Samorządowcy nie zamierzają w dalszym ciągu respektować ani DAB [Dispute Adjudication Board – red.], ani decyzji arbitrażu Międzynarodowej Izby Handlowej w Paryżu, która zapadła w połowie maja tego roku – poinformował Business Insider.


Sadowy opublikował post na Facebooku. „Nie chcieliśmy przenosić tej historii do sfery publicznej. Bo ten projekt miał być kolejnym przykładem udanej pracy polskiego biznesu na Ukrainie — jednym z setek projektów, w których firmy wywiązują się ze swoich obowiązków i otrzymują za to wynagrodzenie. Zamiast tego mamy sytuację, w której gmina lwowska za wykonane prace zapłaciła już ponad 30 mln euro, a sam projekt nadal nie jest ukończony. I ważne jest, aby zrozumieć: to nie jest inwestycja prywatna, ale fundusze społeczności miejskiej” – stwierdził.


Co na to Control Process? „W naszej ocenie działania władz Lwowa stanowią rażące naruszenie kontraktu i zasad współpracy z inwestorem zagranicznym. Miasto Lwów nie tylko nie wykonuje własnych obowiązków, ale próbuje przedstawiać polskiego wykonawcę jako stronę odpowiedzialną za problemy inwestycji, mimo że to po stronie miasta pozostają niewykonane zewnętrzne prace konieczne do uruchomienia zakładu” – brzmi stanowisko firmy, które zacytował portal.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version