Jeżeli zastanawialiście się kiedyś, dlaczego prezydent Donald Trump sprawuje władzę tak, jakby poparcie nie miało dla niego żadnego znaczenia, mamy odpowiedź — rzeczywiście wygląda na to, że nie ma ono dla niego znaczenia.
Jego notowania w ostatnich tygodniach gwałtownie spadły, osiągając wynik poniżej 40 proc. To efekt obaw o gospodarkę, eskalację militarną w Iranie i zarzutów o złamanie kluczowych obietnic wyborczych. Badanie przeprowadzone przez Quinnipiac University pomiędzy 6 a 8 marca wykazało, że poparcie dla Trumpa po raz kolejny osiągnęło najniższy poziom od początku jego drugiej kadencji.
Tę tendencję potwierdzają także inne sondaże: Reuters/Ipsos odnotował 39 proc. poparcia, natomiast ankiety NBC News i Fox News wskazały kolejno na 44 i 43 proc. Wskaźniki dezaprobaty konsekwentnie przekraczają 55 proc. we wszystkich badaniach.
Pomimo tego, Trump dalej podejmuje decyzje, które zazwyczaj zmusiłyby prezydenta do podjęcia działań zaradczych — m.in. kampania militarna przeciwko Iranowi, podwyżki cen oraz zaostrzenie polityki imigracyjnej pomimo zastrzelenia w Minneapolis dwóch obywateli USA przez federalnych funkcjonariuszy.
Trump: sondaże mnie nie obchodzą
Ten schemat jest tak wyraźny, że komentatorzy polityczni mają problem z wyjaśnieniem go. Sarah Longwell, wydawczyni konserwatywnego portalu The Bulwark, powiedziała ostatnio w swoim podcaście, że tradycyjne reguły przestały mieć zastosowanie wobec prezydenta.
— Trumpowi nie zależy na przekonaniu Amerykanów. Nie obchodzi go, co myślimy. Nie interesują go nawet własne wyniki w sondażach — stwierdziła. — On już wygrał.
Sam Trump potwierdził to lekceważące nastawienie w niedawnym wywiadzie:
— Uważam, że sondaże są bardzo dobre, ale mnie nie obchodzą. Muszę robić to, co słuszne. To powinno zostać zrobione już dawno temu — powiedział w rozmowie z „The New York Post” odpowiadając na pytanie o niskie poparcie społeczne w sprawie wojny z Iranem.
Stratedzy Partii Republikańskiej, z którymi rozmawiał „Newsweek”, w dużej mierze potwierdzają tę obserwację, choć oferują bardziej optymistyczne interpretacje pozornego braku zainteresowania Trumpa wynikami sondaży.
— Obserwując jego działania, wydaje się, że jedynym wskaźnikiem, na który naprawdę zwraca uwagę, są rosnące rentowności obligacji — powiedział republikański strateg, Alex Patton. — Jego decyzje sugerują, że zupełnie nie przejmuje się poziomem poparcia ani tym, w jaki sposób może to wpłynąć na Partię Republikańską w dłuższej perspektywie.
„Gdy coś zaczyna szkodzić szerszej agendzie, jest gotów się dostosować”
Nawet najbardziej zagorzali zwolennicy Trumpa przyznają, że trzecia kadencja, choć teoretycznie przez niego pożądana, napotyka na nieprzekraczalne przeszkody prawne. Jak zauważa Longwell, ta rzeczywistość potencjalnie uwalnia Trumpa od politycznych kalkulacji.
— Poziom poparcia dla Donalda Trumpa nigdy nie miał znaczenia dla sukcesu lub porażki wyborczej — powiedział kolejny strateg republikański, Matt Klink, w rozmowie z „Newsweekiem”. — Jego siła polega na konsekwentnym realizowaniu spraw, które są priorytetowe dla Amerykanów: zamknięciu granicy, postępach w usuwaniu nielegalnych imigrantów i zmniejszeniu przestępczości.
Jednak Trump jest czasem skłonny zmienić kurs, szczególnie w momencie, gdy jego własny elektorat zaczyna się dzielić. Na początku tego miesiąca odwołał sekretarz ds. bezpieczeństwa wewnętrznego Kristi Noem, po tym jak jej zaostrzone działania wobec imigracji spotkały się z obszerną krytyką — zwłaszcza po styczniowych zabójstwach Renee Good, 37-letniej matki trojga dzieci, i Alexa Prettiego, również 37-letniego pielęgniarza oddziału intensywnej terapii w Minneapolis.
Choć Trump publicznie chwalił Noem i uzasadniał odwołanie względami administracyjnymi, jej postępowanie po tragedii w Minneapolis zbiegło się z wyraźnym spadkiem poparcia dla prezydenta w kwestii imigracji. Administracja zaczęła też mocniej akcentować kwestie dostępności i kosztów życia — obszary, w których sondaże wskazywały na stałą słabość prezydenta.
— Gdy coś zaczyna szkodzić szerszej agendzie, Trump jest gotów się dostosować — komentuje Patton. — Ale tylko wtedy, gdy zagrożone jest jego główne przesłanie.
Jednak, jak podkreśla Klink, Trump i przywódcy Partii Republikańskiej koncentrują się na tegorocznych wyborach do Kongresu. Zgodnie z szacunkami opartymi na trendach, przewiduje się, że republikanie mogą podczas tych wyborów stracić ok. 22 miejsca w Izbie Reprezentantów.
— Wszystkie działania, od skupienia się na kosztach życia po wojnę z Iranem, mają na celu podniesienie notowań republikanów przed listopadem — przekonuje Klink. — Wbrew temu, co media i demokraci chcieliby wmówić wyborcom, póki co nic nie jest jeszcze przesądzone.
Trump buduje polityczną spuściznę
Od ponownego objęcia urzędu Donald Trump zaangażował się w kilka głośnych kampanii militarnych i dyplomatycznych za granicą — m.in. w Wenezueli czy Iranie — co wydaje się przeczyć hasłu America First, z którym przez lata prowadził kampanię. Zdaniem części komentatorów zaangażowanie prezydenta USA w politykę zagraniczną jest też sygnałem, że skupia się on na budowaniu politycznej spuścizny.
— Donald Trump, ponieważ nie będzie mógł kandydować ponownie, myśli już o swoim dziedzictwie — tłumaczy Klink. — To jest człowiek, który próbuje rozwiązać najbardziej zawiłe problemy polityki zagranicznej i wyciągnąć gospodarkę z ruiny po czterech latach rządów Biden-Harris i radykalnych demokratów.
To przesunięcie akcentu z kalkulacji wyborczych na budowanie dziedzictwa odróżnia drugą kadencję Trumpa od pierwszej. Po objęciu urzędu w 2017 r., podczas wystąpień publicznych prezydent wielokrotnie przywoływał sondaże i wyraźnie przejmował się tym, jak przedstawiają go media. Jednak dziś niepokój ten jest znacznie mniej widoczny.
Nie wszyscy zgadzają się jednak ze stwierdzeniem, że Donald Trump całkowicie ignoruje wyniki sondaży. Carter Wrenn, doświadczony strateg Partii Republikańskiej, uważa, że prezydent bardzo przejmuje się jednym wskaźnikiem — poparciem wśród własnego elektoratu.
— Myślę, że Trump w głębi ducha jest celebrytą i patrząc na politykę oczami gwiazdy, najbardziej liczy się dla niego „baza” — mówi Wrenn. — Owszem, przejmuje się sondażami i poparciem, ale najważniejsza jest dla niego jego grupa zwolenników.
Wrenn odróżnia też ogólne poparcie dla Trumpa od tego wśród jego najwierniejszych wyborców.
— Jeśli zrobi coś, co nie spodoba się jego własnej bazie, to będzie można uznać, że skoro nie może już kandydować, poparcie ogólnie nie ma już dla niego znaczenia — zauważa. — Ale jeszcze do tego nie doszło.
Kalkulacje dodatkowo komplikuje obecna sytuacja gospodarcza. Mimo że inflacja spadła w porównaniu do szczytu osiągniętego w 2022 r., ceny energii nadal są wysokie, a wyrażane przez Amerykanów obawy o koszty życia stale pojawiają się w badaniach opinii. Klasyczna teoria polityczna sugerowałaby, że prezydent z niskimi notowaniami gospodarczymi powinien unikać kontrowersyjnych interwencji za granicą — Trump postępuje jednak dokładnie na odwrót.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.




