– To się nie wydarzy, temat umarł – krótko kwituje pytanie o powrót Szymona Hołowni do rządu jeden z ministrów w gabinecie Donalda Tuska.
Na nasze pytanie o powody decyzji, odpowiada szybko i bez wahania: – Za dużo hamletyzowania i, przede wszystkim, za dużo wygadywania głupot. Zwłaszcza tych o konsultowaniu ustaw z prezydentem.
Chodzi o wypowiedź z ostatnich dni, dotyczącą drugiego prezydenckiego projektu ustawy o kryptowalutach.
– To nie jest moja wojna. Moja wojna jest o to, żeby pieniądze Polaków były bezpieczne – skomentował sprawę Hołownia w rozmowie z dziennikarzami w Sejmie.
Dopytywany, poszedł jednak w swoim wywodzie dalej: – Nie mam alergii na propozycje prezydenta. Uważam, że wszystkie ustawy, które prezydent zgłasza, jeżeli tylko mają wszystkie potrzebne rzeczy formalne, powinny być w Sejmie rozpatrywane, bo tak robiłem też za swoich czasów i uważam to za dobry standard parlamentaryzmu i legislacji.
Słowa wicemarszałka Sejmu nie zostały dobrze przyjęte w rządzie. Tak samo jak rola łącznika czy też mediatora między obozem rządowym a prezydenckim, w której widziałby siebie sam Hołownia.
Jeden prezydent, dwa podejścia
O dobrych relacjach Hołowni z Karolem Nawrockim świadczy chociażby fakt, że otrzymał od głowy państwa prezent z okazji swoich niedawnych 50. urodzin – spinki do mankietów z Orłem Białym.
Podarunek do Sejmu przyniósł osobiście szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki, który w gabinecie Hołowni spędził niemal godzinę. Prezydencki minister określił później prezent jako „skromny, lecz przemyślany podarunek”.
Kontrast między relacjami Hołowni i rządu z prezydentem nie mógłby być większy.
Ekipa Donalda Tuska – pisaliśmy o tym niedawno w Interii – upatruje w głowie państwa głównego politycznego przeciwnika, a starcie z nim widzi jako jeden z głównych punktów swojej politycznej strategii na jesień.
– Nikt z rządu z Nawrockim nie rozmawia. Próbowaliśmy, nie przyniosło to żadnego efektu. Dzisiaj jest cisza. Kontakt tylko w ściśle wymaganych prawnie czy politycznie okolicznościach – relacjonował nam niedawno jeden z dobrze zorientowanych w sprawie ministrów.
Inny z członków rządu dodał: – Dzisiaj nie polaryzuje już wojna z Kaczyńskim, bo Kaczyński już nic nie może. Dzisiaj polaryzuje wojna Tusk-Nawrocki, bo to Nawrocki jest jedyną postacią na prawicy, która ma realną moc sprawczą i politycznie coś znaczy.
To się nie wydarzy, temat umarł. Za dużo hamletyzowania i, przede wszystkim, za dużo wygadywania głupot. Zwłaszcza tych o konsultowaniu ustaw z prezydentem
Ostatnie tygodnie to starcie „małego” i „dużego” pałacu m.in. o kwestię kryptowalut oraz aferę Zondacrypto. Kolejne tygodnie mają przynieść ostrą konfrontację także w kwestii Trybunału Konstytucyjnego. Rządzący skierowali do TK byłego ministra Macieja Berka, ale szanse na to, że prezydent nie zdecyduje się odebrać od niego ślubowania – w przeszłości postąpił tak wobec czwórki innych wybranych przez Sejm sędziów – są duże.
„Bezustanny brazylijski serial” z Hołownią. Rządzący mówią: dość
Na niekorzyść Szymona Hołowni zadziałała też opieszałość w przejmowaniu kontroli nad klubem parlamentarnym Polski 2050.
Był to jeden z ważnych elementów budowanej przez Donalda Tuska strategii obozu władzy na jesień i jeden z tematów rozmów obu polityków podczas ich dwóch spotkań, które odbyli w ostatnich tygodniach.
Wicemarszałek Sejmu miał zostać nowym przewodniczącym swojego klubu, pozbawiając tym samym Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz ostatniego atutu chroniącego jej pozycję w rządzie.
– Hołownia wraca. W Polsce 2050 planują polityczny zamach na Pełczyńską-Nałęcz – mówił nam na początku sierpnia jeden z ważnych ministrów w rządzie Tuska.
– Katarzyna od dłuższego czasu była w rządzie elementem obcym, ale premier nic z nią nie robił, bo w teorii miała za sobą kilkunastu posłów – kontynuował nasz rozmówca.
Na koniec dodał: – Jak Hołownia wróci, to Katarzyny momentalnie nie ma w rządzie.
Rzecz w tym, że… Hołownia nie wrócił. Od naszych rozmówców z rządu i ważnych polityków Koalicji 15 Października wielokrotnie słyszeliśmy, że powrót miał się zmaterializować na pierwszym powakacyjnym posiedzeniu Sejmu w dniach 2-4 września. Konkretnie: 3 września, w dzień 50. urodzin wicemarszałka Sejmu.
Jak opisaliśmy w Interii, z przejęcia przez Hołownię władzy w klubie parlamentarnym Polski 2050 ostatecznie nic jednak 3 września nie wyszło.
To wtedy w rządzie zaczęli tracić do Hołowni cierpliwość i zdawać sobie sprawę, że po raz kolejny jego powrót do wielkiej polityki najpewniej skończy się szumnymi zapowiedziami i brakiem konkretów.

– Nie wiem, co tu się wyprawia. Nic z tego nie rozumiem, my nic z tego nie rozumiemy. Wszystko jest w rękach Szymona, a nie dzieje się nic, co miało się wydarzyć. Sam mam już tego dosyć, chcę się od tego odciąć, bo robi się z tego komedia, a nie poważna polityka – irytował się wówczas jeden z kluczowych ministrów, z którym rozmawialiśmy o sprawie.
Co rządzący mówią obecnie? – To jest po prostu bezustanny brazylijski serial – kpi jedna z kluczowych osób w obozie władzy.
I kontynuuje: – Moim zdaniem on nie ma własnego zdania i nie wie, czego chce. Chciałby zjeść ciastko i mieć ciastko, a tak się nie da. Poza tym, Szymon kreuje się wszędzie na wieszcza narodowego i wpływowego polityka, lidera dużej grupy ludzi, a ma problem, żeby 15 posłów wybrało go szefem klubu.
Wedle nieoficjalnych informacji z koalicji rządzącej, Hołownia ma teraz szukać dla siebie nowej roli. Spekuluje się m.in. o przedstawicielu Polski przy Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz ambasadorze RP w Watykanie.
Rzecz w tym, że akceptacja nominacji ambasadorskiej wymagałaby porozumienia na linii MSZ – Pałac Prezydencki. A od momentu objęcia przez Karola Nawrockiego urzędu zgody na tym odcinku jak nie było, tak nie ma.
Łukasz Rogojsz


