Nie spodziewałem się, że w 2025 r. nadal nie będziemy mieć prawidłowo działającego Trybunału Konstytucyjnego. Ani tego, że o ważności wyborów orzeknie nielegalna Izba Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego. Nie spodziewałem się też, że sędziowie wciąż nie będą mieli dostępu do procedur przed legalną Krajową Radą Sądownictwa – mówi sędzia Bartłomiej Przymusiński, prezes stowarzyszenia Iustitia.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

BARTŁOMIEJ PRZYMUSIŃSKI: — Ja oczywiście nie mogę przesądzać winy Grzegorza Brauna, bo proces sądowy jest przed nim, ale przewlekłość postępowań prokuratorskich, które się nie kończą, jest niewytłumaczalna. Każe to postawić pytanie: czy prokuratorzy czują, że ktoś ich pracę może rozliczyć? Czy może filozofia, że najlepiej nie podejmować decyzji, jest najwygodniejsza? To także efekt braku rozliczenia tych, którzy byli dyspozycyjni wobec władzy.

– Z pewnością poczucie zawodu jest powszechne. Nie spodziewałem się, że w 2025 r. nadal nie będziemy mieć prawidłowo działającego Trybunału Konstytucyjnego. Ani tego, że o ważności wyborów orzeknie nielegalna Izba Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego. Nie spodziewałem się też, że sędziowie wciąż nie będą mieli dostępu do procedur przed legalną Krajową Radą Sądownictwa. W końcu nie spodziewałem się, że profesor Krystian Markiewicz dalej będzie musiał walczyć na drodze cywilnej z hejterami z afery hejterskiej, a minister Adam Bodnar będzie wnosił o oddalenie jego powództwa.

– Zareagowało milczeniem. Resort twierdzi, że prowadzi własne prace. Niestety, ciągle nie widać ich rezultatów. Podam przykład. Postulat nr 8 z naszego planu to „delegacje sędziów zgodne z europejskimi standardami”. Przypomnę, że za czasów Zbigniewa Ziobry sędzia Paweł Juszczyszyn został odwołany z delegacji, ponieważ zażądał ujawnienia list poparcia dla sędziów kandydujących do neo-KRS, które były wtedy utajnione. Oburzano się wówczas, że było to nadużywanie uprawnień przez ministra sprawiedliwości. Trybunał Sprawiedliwości UE jasno powiedział, że pozostawienie dyskrecjonalnej władzy ministrowi co do tego, czy kogoś odwołuje z delegacji, czy nie, narusza europejskie prawo. A co zrobił minister Bodnar, aby w przyszłości do podobnych sytuacji nie dochodziło? Właściwie nic. Jedyna propozycja zmiany polega na tym, że minister, chcąc odwołać sędziego z delegacji, będzie musiał podać powody. Na nasz postulat, żeby w pełni wykonać wyrok TSUE i wprowadzić kontrolę sądową takich decyzji ministra, resort odpowiedział, że nie jest to potrzebne.

– Niektóre akty prawne dostajemy do zaopiniowania, podobnie jak kilkadziesiąt innych organizacji, które mogą opiniować projekty przechodzące ścieżkę rządową. Ale bywają i takie projekty, które są wrzucane do Sejmu ścieżką poselską, choć faktycznie pochodzą z ministerstwa – jak choćby projekt o wprowadzeniu młodszych asystentów sędziów wśród studentów prawa. Projekt, który jest ewidentnie autorstwa resortu, został wprowadzony do Sejmu jako poselski i w ogóle nie był przedstawiony do zaopiniowania. To wchodzenie nowej władzy w buty poprzedników.

– Po pierwsze, trzeba sobie uzmysłowić, na jakim gruncie prawnym stoimy, jeżeli chodzi o rozliczanie zła. W licznych przypadkach i w odniesieniu do sędziów możemy mówić, że coś było na przykład deliktem dyscyplinarnym, czyli uchybiało godności sędziego, a niekoniecznie było przestępstwem. Takim działaniem jest np. jawne współpracowanie z politykami w celu niszczenia sądownictwa. I tutaj mamy przepis, który mówi, że takie czyny przedawniają się po upływie pięciu lat albo ośmiu, jeśli wszczęto postępowanie dyscyplinarne. To pokazuje, jak szybko biegną wskazówki tego zegara. Jednym z pierwszych zadań ministra sprawiedliwości po objęciu urzędu powinno być ustalenie, w których sprawach trzeba te postępowania wszcząć, aby się nie przedawniły. Tymczasem dopiero niedawno został powołany rzecznik dyscyplinarny za to odpowiedzialny. To niestety wygląda tak, jakby rozpoczęto kierowanie ministerstwem, nie mając koncepcji zmian i ustalonych priorytetów.

– Jestem pełen obaw. Sytuacja na pewno wyglądałaby inaczej, gdyby od początku zakończono działalność nielegalnej Krajowej Rady Sądownictwa. Gdyby nie tolerowano tego, że nielegalni sędziowie w Sądzie Najwyższym orzekają z pełną świadomością tego, że jeżeli ich wyroki trafią do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, państwo polskie będzie płaciło odszkodowanie. Byłoby inaczej, gdyby państwo wykazało się pełną stanowczością, ale decydujący jest tu głos ministra Bodnara.

– Najważniejszym zadaniem ministra Bodnara jest przywrócenie wymiaru sprawiedliwości na ścieżki zgodne z konstytucją i standardami europejskimi. To obiecał Polkom i Polakom. I zadeklarował w Unii Europejskiej, przedstawiając action plan. Tymczasem realnie zrobił niewiele, żeby chociażby wykonać wyrok Trybunału w Strasburgu w sprawie Wałęsa przeciwko Polsce. Projekt komisji kodyfikacyjnej ustroju sądownictwa porządkujący sytuację w sądach od pięciu miesięcy leży na biurku ministra. Nie można w nieskończoność zasięgać opinii i zasłaniać się obawą weta. Trzeba podejmować decyzje. Nie dla sędziów czy prokuratorów, ale dla obywateli. Na koniec dnia to przecież w nich najbardziej uderza bałagan, który mamy w wymiarze sprawiedliwości. Od niepewności wyroku w prywatnych sprawach po stwierdzanie ważności wyborów. Te fundamentalne sprawy są wciąż niezmienione.

– Nic nie usprawiedliwia braku stanowczych i szybkich działań, egzekwowania prawa. Przecież sprawa gaśnicy Grzegorza Brauna, która nie jest w sensie stanu faktycznego (są przecież nagrania) skomplikowana, od półtora roku tkwi w prokuraturze, Grzegorz Braun po utracie jednego immunitetu [sejmowego] zdążył uzyskać kolejny [europarlamentarzysty], który ponownie trzeba było uchylać. Miejmy nadzieję, że teraz odbędzie się w końcu proces i sprawa zostanie oceniona przez sąd. Nie rozumiem też, dlaczego funkcjonariusze policji i straży marszałkowskiej pozwalają niszczyć mienie na ich oczach. Immunitet nie pozwala przecież na to, aby w świetle kamer i na gorącym uczynku tak postępować.

Kiedy jesienią 2023 r. zmienił się rząd, mówiliśmy o tym, że pożar co prawda strawił dach, ale po burzy wyszło słońce. Jednak nie wystarczy cieszyć się dobrą pogodą, czyli zachwycać się, że mamy ministra sprawiedliwości, który szanuje niezależność sądów. Nie wystarczy powiesić firanki i być zadowolonym, że pogoda się zmieniła, tylko trzeba szykować się do kolejnej burzy, bo ona – prędzej czy później – nadejdzie. Należy wybudować dach, wzmocnić fundamenty, wstawić okna. Niestety, ostatnie dwa lata to głównie wieszanie firanek i cieszenie się na dobrą pogodę.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version