-
Rodzina ofiar po raz pierwszy zabrała głos w mediach w trakcie trwania procesu Sebastiana M., oskarżonego o spowodowanie śmiertelnego wypadku na A1.
-
Po wypadku Sebastian M. opuścił Polskę. Ostatecznie został przekazany organom ścigania przez Zjednoczone Emiraty Arabskie na podstawie umowy ekstradycyjnej.
-
Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym Sebastianowi M. grozi do ośmiu lat więzienia.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
– Zobaczyłam na pasku informację o jakiejś tragedii. „Zginęły trzy osoby”. Tak pisali. Nie skojarzyłam, że to droga, którą jechały moje dzieci – stwierdziła matka mężczyzny, który zginął w wypadku, w wywiadzie na łamach O2.
Jak wyjaśnia, o śmierci swojego syna i jego rodziny dowiedziała się dopiero, kiedy na jej progu stanęli policjanci. – Nie wiem, co do mnie mówili. Nic z tego nie pamiętam, wyłączyłam się całkowicie – wspomina.
Proces Sebastiana M. Rodzina ofiar po latach udzieliła wywiadu
Jak wyjaśniają bliscy ofiar, w pierwszy chwilach po wypadku nie było mowy o tym, że mogło do niego dojść z winy kierowcy BMW.
– Dopiero syn i synowa zaczęli szukać w internecie informacji na ten temat. Znaleźli pierwszy film, na którym pojawiło się BMW. Jechało z niewyobrażalną prędkością – wyjaśniła matka zmarłej kobiety.
– Policjanci próbowali nam wmówić, że „gdyby kierowca Kii nie zajechał drogi, to by do zdarzenia nie doszło”. Później okazało się, że to nie jest prawda – dodał jej ojciec.
Opuszczenie przez Sebastiana M. Polski rodziny nazywają „ucieczką”. – Zostawili ich na 10 dni, żeby Sebastian M., jego rodzina oraz współpasażerowie uzgodnili sobie zeznania. Od razu ich powinni przesłuchać – powiedział ojciec mężczyzny.
Proces po wypadku na A1. „Życie się dla nas zatrzymało”
Trudnym przeżyciem dla rodzin ofiar jest także sam proces oskarżonego Sebastiana M. Podczas jednej z rozpraw usłyszeli, że „to nie wypadek, a kolizja”. – Bo to nie był wypadek. To było zabójstwo. Tak powinien być sądzony – podkreślił ojciec mężczyzny w rozmowie z O2.
– Tamtego wieczoru ten człowiek tak naprawdę to zabił trzy rodziny. My funkcjonujemy, my się staramy funkcjonować, ale tak naprawdę, to co to za życie teraz? Życie się dla nas jak gdyby zatrzymało – dodała matka kobiety.
Jak wskazują, na sali sądowej spotyka ich tylko szyderstwo. Ani oskarżony ani jego rodzina nigdy nie próbowali nawiązać kontaktu z bliskimi ofiar.
– Codziennie jesteśmy na cmentarzu. Rozmawiamy z dziećmi, mówimy im, że jedziemy na rozprawę. Oni się sami nie obronią, my jesteśmy im to winni. To nam daje chyba tę siłę – wyjaśniają.
Rodzina zwróciła się do Sebastiana M. „Pan albo nie rozumie, albo rozumie doskonale”
W lutym przedstawiciele rodzin ofiar po raz pierwszy zabrali głos na sali sądowej. Matka zmarłej kobiety zareagowała na słowa Sebastiana M., według którego rodzina straciła życia „w pożarze”. Zdaniem bliskich ofiar chce w ten sposób uniknąć odpowiedzialności za spowodowanie wypadku.
– Cierpimy przede wszystkim dlatego, że pan albo nie rozumie, co się stało, albo co gorsza rozumie doskonale, ale nie potrafi jako dorosły mężczyzna wziąć na swoje barki jakiejkolwiek odpowiedzialności – powiedziała w sądzie pani Małgorzata.
– Nawet teraz mamy wrażenie, że zarówno do oskarżonego, jak i do jego rodziny nie dociera, co się tak naprawdę stało. Czas spędzony tutaj, na rozprawach, kojarzy nam się głównie z ironią i uśmiechem rodziny (Sebastiana M. – red.), co w zaistniałej sytuacji potęguje tylko nasze cierpienie – powiedziała kobieta.
Wypadek na A1. Zginęło małżeństwo z pięcioletnim synkiem
Do tragicznego w skutkach wypadku doszło we wrześniu 2023 r. na autostradzie A1 pod Piotrkowem Trybunalskim. Kierowca BMW, Sebastian M., jadący z prędkością ok. 315 km/h, uderzył w Kię, którą jechało małżeństwo z pięcioletnim synkiem.
W wyniku zderzenia samochód rodziny uderzył w barierę energochłonną i stanął w płomieniach. Wszyscy pasażerowie zginęli na miejscu.
Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym Sebastianowi M. grozi do ośmiu lat więzienia.


