– Miało być zero procent, jest zero złotych – ironizuje jeden z członków rządu, gdy pytamy go o złożony w Sejmie przez Kancelarię Prezydenta projekt ustawy o „polskim SAFE 0 proc.”. Ironia jest jasnym nawiązaniem do słów Donalda Tuska, w których po spotkaniu w Pałacu Prezydenckim surowo podsumował propozycję głowy państwa i prezesa Narodowego Banku Polskiego.
Inny z naszych rozmówców, parlamentarzysta obozu władzy zaznajomiony z kulisami prac nad unijnym programem SAFE, przyznaje, że rządzący liczyli na „zgodny z prawem instrument, który wygeneruje tani pieniądz” możliwy do zainwestowania w modernizację polskich sił zbrojnych. – Ale to w tej ustawie się nie pojawiło – wzrusza ramionami. I dodaje: – Prezydent jednak nie ma magicznej różdżki, prezes NBP również i niczego magicznego nie wyczarowali.
Prezydencki projekt. „Polski SAFE okazał się pustym sejfem”
Dokument zakłada utworzenie w Banku Gospodarstwa Krajowego specjalnego funduszu, z którego środki posłużyłyby do finansowania inwestycji w polskie siły zbrojne. W projekcie nie zostały wskazane konkretne kwoty, które bank centralny miałby przeznaczyć na rzecz polskiej armii, ani nawet szczegóły finansowania. Dowiadujemy się jedynie, że środki pochodziłyby z: zysku NBP, emisji obligacji, kredytów i pożyczek, a także odsetek od wolnych środków w złotych i walutach obcych. Ustawa przewiduje również możliwość pozyskiwania środków z innych tytułów.
Rządzący, którzy od prezydenta i prezesa NBP nasłuchali się o alternatywnych 185 mld zł do zainwestowania w polską armię, są poirytowani finalnym kształtem prezydenckiego projektu. Pytani o niego nie przebierają w słowach.
Polityk z rządu: – Nie róbmy z ludzi idiotów. Wystarczy zadać podstawowe pytania, żeby zobaczyć, że ta ustawa nic nie wnosi. Pytanie pierwsze z brzegu: gdzie jest kapitał? Pytanie drugie: co ze stratami NBP, tymi już zaraportowanymi i tymi przewidywanymi?
Wysoki rangą urzędnik MON: – Nie jestem zaskoczony kształtem tej ustawy, bo wiem, że dzisiaj nie ma żadnych środków, które NBP mógłby przedstawić do dyspozycji budżetu państwa. Tych pieniędzy nie ma i to musimy sobie powiedzieć.
Osoba z sejmowej komisji obrony narodowej: – Polski SAFE okazał się pustym sejfem. W tej ustawie, przynajmniej przez najbliższe półtora roku, nie ma realnych pieniędzy. Głównym źródłem ma być wpłata zysku NBP do budżetu państwa. Tymczasem NBP dopiero co informował premiera, że za rok 2025 szykuje się ogromna strata.
Dobrze rozeznany w temacie obronności parlamentarzysta Koalicji Obywatelskiej: – Ustawa przygotowana przez Glapińskiego to ustawa o spekulacji, a nie o finansowaniu. A ja jestem posłem, nie spekulantem. Mam tworzyć prawo, a nie spekulacje.
Trzy grzechy prezydenckiego projektu. „Do niczego niepotrzebny”
Gdy wchodzimy z naszymi rozmówcami w szczegóły ich zastrzeżeń do prezydenckiego projektu, na pierwszy plan wybijają się trzy kwestie.
Po pierwsze, w ustawie nie zagwarantowano „na twardo” konkretnego finansowania polskich sił zbrojnych. Nie pojawia się żadna kwota, a nawet same źródła potencjalnych funduszy opisane są pobieżnie, co nasi rozmówcy określają jako „optymistyczną gdybologię”.
W ogóle nie traktuję tej (prezydenckiej – przyp. red.) ustawy jako alternatywy dla unijnego SAFE. Nie ma w niej pieniędzy, więc o czym tu rozmawiać? (…) Oni naprawdę ulegli lobbystom obcych państw, nie mam co do tego wątpliwości
Sytuacja jest tym bardziej problematyczna, że od 2022 roku bank centralny co roku raportuje straty – w 2022 roku było to 16,9 mld zł, w 2023 – 20,8, w 2024 – 13,4, a w 2025 szacunki mówią o około 30. Łączna skumulowana strata NBP z ostatnich lat na koniec 2025 roku miała wynieść nawet 100 mld zł. – Czyli żeby dotrzymać złożonej obietnicy i działać w granicach prawa NBP musiałby wypracować zysk na poziomie 285 mld zł. A w tej ustawie jest okrągłe zero – punktuje w rozmowie z Interią jeden z ministrów.
Po drugie, w ocenie rządzących ustawa nie wprowadza żadnego nowatorskiego rozwiązania nawet w sferze prawnej czy ekonomicznej. Politycy, z którymi rozmawiamy, podkreślają, że ustawowym obowiązkiem NBP jest przekazywanie do budżetu państwa 95 proc. corocznego zysku, jeśli takowy uda się wypracować. Przekazane w ten sposób pieniądze mogą być przeznaczone na zakupy dla wojska i nie potrzeba w tym celu tworzyć nowych podmiotów w obrębie BGK. – Ta ustawa jest do niczego niepotrzebna – kwituje wysoko postawiony urzędnik z MON.
Po trzecie, politycy większości parlamentarnej wytykają rozwiązaniom zawartym w projekcie potencjalną niekonstytucyjność. – W konstytucji zadania NBP są precyzyjnie opisane i z całą pewnością takim zadaniem nie jest finansowanie jakiegokolwiek funduszu. Zmienianie tego ustawą i przekazywanie przez NBP zysku nie do budżetu państwa, ale do jakiegoś funduszu, jest niezgodne z prawem – nie ma wątpliwości nasze źródło w resorcie obrony.
Rząd spodziewa się weta. „To jest działanie antypolskie”
Rozczarowanie i krytyka ze strony rządzących to nie tylko słowa. To także rysująca się w ciemnych barwach przyszłość prezydenckiego projektu. Tym bardziej, że w ostatnich kilkudziesięciu godzinach w obozie władzy doszło do wyraźnej zmiany nastawienia wobec decyzji prezydenta w sprawie ustawy wprowadzającej unijny program SAFE.
Jeszcze pod koniec ubiegłego tygodnia wśród rządzących panowało przekonanie, że prezydent zachowa się racjonalnie, także z punktu widzenia swoich własnych politycznych interesów. Dlatego ani premier, ani szef MON nie odrzucili na wstępie propozycji głowy państwa i prezesa NBP. Nasi rozmówcy z otoczenia szefa rządu i z resortu obrony mówili wprost: nie mamy problemu z sytuacją win-win, w której rząd ma podpisaną ustawę o program SAFE, a prezydent uchwalony swój projekt o „polskim SAFE 0 proc.”.
Rządzący liczyli, że prezydent nie tylko nie będzie chciał utrudniać modernizacji polskich sił zbrojnych – jest przecież ich zwierzchnikiem – ale że wykorzysta okazję do budowania własnej agendy politycznej i uniezależnienia się od Nowogrodzkiej. W chwili pisania tego artykułu optymizmu co do finalnej decyzji prezydenta jest już wśród rządzących bardzo mało.

– Nie spodziewam się niczego dobrego po prezydencie – mówi wprost ważny polityk obozu władzy. – Spodziewamy się, że to będzie weto. W przeciwnym razie po co byłby ten cały cyrk? A jak będzie weto, to będziemy robić swoje – to już jeden z członków rządu. Wtóruje mu inny z naszych rozmówców, polityk zaangażowany w prace nad SAFE: – Wszystko wskazuje na to, że prezydent wybrał weto. Tyle że to jest działanie antypolskie.
Przywołuje przy tej okazji informacje Onetu, według których prezydent 9 marca spotkał się z szefem Sztabu Generalnego gen. Wiesławem Kukułą i szefem Agencji Uzbrojenia gen. Arturem Kuptelem i poinformował ich, że zamierza zawetować ustawę o programie SAFE. Jak podaje Onet, prezydent spotkał się osobno z każdym z dowódców, co w rządzie zostało odebrane jako próba rozgrywania generalicji przeciwko rządowi.
– Jeśli to prawda, to jest totalna kapitulacja prezydenta. Pokazuje, że nie liczy się dla niego ani interes, ani bezpieczeństwo państwa, tylko partyjniactwo i interes polityczny jego własnego obozu – irytuje się ważny polityk Koalicji 15 Października.
Rząd chce pozbawić prezydenta alibi. „Polityczna wydmuszka”
Ewentualne prezydenckie weto do ustawy wprowadzającej program SAFE będzie mieć też bezpośredni wpływ na los projektu o powołaniu Polskiego Funduszu Inwestycji Obronnych. Decyzją marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego ustawa nie będzie procedowana w Sejmie do momentu podjęcia przez prezydenta decyzji ws. rządowego projektu.
Ustawa przygotowana przez Glapińskiego to ustawa o spekulacji, a nie o finansowaniu. A ja jestem posłem, nie spekulantem. Mam tworzyć prawo, a nie spekulacje
Z informacji Interii wynika, że to decyzja koalicyjna, która ma uniemożliwić głowie państwa polityczne rozgrywanie rządzących. Jednocześnie jest to polityczna manifestacja i pokazanie, że jedyną szansę na sukces z „polskim SAFE 0 proc.” jest wcześniejsze podpisanie ustawy o unijnym programie SAFE.
– Tak, przyszłość tej ustawy jest mocno związana z decyzją prezydenta ws. unijnego SAFE. Jeśli będzie pozytywna decyzja, to otwiera się pole do rozmów i działania. Jeżeli będzie negatywna, to o czym tu rozmawiać? – słyszymy w sejmowej komisji obrony narodowej.
Nasi rozmówcy z rządu i koalicji rządzącej podkreślają, że w rozmowach z prezydentem z ich strony kluczem od początku była zasada wzajemności i nic w tym względzie się nie zmieniło. Jeśli teraz okazuje się, że cały projekt „polskiego SAFE 0 proc.” był politycznym fortelem, to odpowiedź rządzących będzie adekwatna.
– Prezydencka ustawa była polityczną wydmuszką, żeby zrobić z niczego polityczny sukces dla prezydenta. Sukces i alibi na okoliczność weta do unijnego SAFE – ocenia jeden z posłów dobrze rozeznanych w temacie unijnego SAFE. Po chwili dodaje: – Tego alibi nie będzie, jeśli prezydent zawetuje faktyczne pieniądze z UE, już wynegocjowane i przygotowane do wydania.
– W ogóle nie traktuję tej ustawy jako alternatywy dla unijnego SAFE. Nie ma w niej pieniędzy, więc o czym tu rozmawiać? – ucina temat prezydenckiego projektu jeden z ministrów. Obozowi prezydenckiemu, po którym spodziewa się weta, nie szczędzi gorzkich słów: – Oni naprawdę ulegli lobbystom obcych państw, nie mam co do tego wątpliwości. Kaczyński i Nawrocki robią politykę, zamiast myśleć o bezpieczeństwie Polski.













