Cierpienie w naszym społeczeństwie jest dziś czymś niewy­godnym, czymś, co najlepiej ukryć przed innymi i przeżywać w samotności, tak by jak najszybciej wrócić na „normalne” tory – do uśmiechu, maksymalnej efektywności i wydajności. Sama często czuję, że nie jestem od tej presji wolna. Publikujemy fragment książki Oriny Krajewskiej pt. „Zostawić stare za sobą. Przewodnik po końcach i nowych początkach”.

Sharon Salzberg, nauczycielka medytacji loving-kindness, twierdzi, że mierzymy się dzisiaj z epidemią samotności. A przecież tęsknota za połączeniem, bliskością i współtowarzyszeniem jest głęboko zakorzeniona w naszej ludzkiej naturze, nawet jeśli uwierzyliśmy, że jesteśmy samowystar­czalni albo że najlepiej przeżywać wszystko w odosobnieniu. Wyrazem tego pragnienia odbudowania utraconych więzi jest to, z jakim impetem dzisiejszy świat na tę tęsknotę odpo­wiada. W filmie dokumentalnym „Eternal You” Hansa Blocka i Moritza Riesewiecka oglądamy branżę start-upów, które wykorzystują sztuczną inteligencją do tworzenia awatarów umożliwiających rozmowę z bliskimi po ich śmierci. To ry­nek, który rozwija się niezwykle dynamicznie.

Film bada ludzkie pragnienie nieśmiertelności, choć dla mnie przede wszystkim ukazuje, albo nawet obnaża, osamot­nienie, z którym się obecnie zmagamy. Pokazuje, jak bardzo dzisiejszy świat nie daje nam przestrzeni na przeżywanie ża­łoby we wspólnocie. Sztuczna inteligencja i nowe technologie próbują wyjść naprzeciw tej potrzebie. Ktoś w tym filmie powiedział, że wraz ze zmieniającym się światem powstają nowe rytuały upamiętnienia. Kiedy pomyślę o tym w ten sposób, widzę w tym raczej naturalny przejaw kreatywności, zmiany, transformacji i postępu. Warto jednak pozostać czujnym. Rozwiązania oparte na AI wydają się o tyle nie­bezpieczne, że przy tak dynamicznym ich rozwoju nie ma jasnych wskazówek – swoistego BHP – jak z nich odpo­wiedzialnie korzystać. Jeśli będziemy używać tych narzędzi z głęboką intencją, aby pomogły nam coś w sobie pożegnać, z czymś się w sobie spotkać albo zadać sobie pytania, któ­rych wcześniej nie postawiliśmy – mogą okazać się bardzo wartościowe. Problem może pojawić się wtedy, gdy staną się sposobem na kurczowe trzymanie się złudzenia, że ktoś, kogo już z nami nie ma, jest tu dalej w prawie niezmienio­nej formie. To właśnie ta iluzja może być niebezpieczna, prowadząc nas do unikania prawdziwego procesu żałoby i akceptacji straty.

Czy da się więc odbudować więzi tak, abyśmy w dzisiej­szym świecie czuli i czuły się mniej samotni? Czy możemy na nowo doświadczać pełni tego, co na życie się składa, po swojemu, we własnym tempie i z akceptacją dla tego procesu? A być może uda nam się znów włączyć temat straty i śmierci w nasze życie w sposób, który nie będzie budził lęku ani kojarzył się wyłącznie z rozpaczą, utratą sił czy czarną dziurą?

Oczywiście lęku przed śmiercią prawdopodobnie nie da się do końca przezwyciężyć, bo to właśnie on w dużej mierze trzyma nas przy życiu. Wydaje mi się jednak, że dzisiaj stał się on o wiele bardziej złożony. Brak edukacji na temat śmierci, a także w wielu przypadkach brak realnej ekspozycji na jej doświadczenie sprawiły, że lęk ten urósł w swojej abstrakcji. Boimy się nie tylko perspektywy własnego odejścia, ale także straty bliskich oraz samego odchodzenia i żałoby. Jak więc oswajać ten temat mądrze? Czy rozmowy o śmierci nie odbierają przypadkiem chęci do życia? A jeśli jeszcze nie doświadczyliśmy straty, to czy w ogóle jest sens ją przy­woływać? Taki temat może się przecież stać dodatkowym ciężarem, którego w życiu nie potrzebujemy, i wywołać trudne emocje. Czy nie lepiej żyć, skupiając się na tym, co tu i teraz, a kiedy przyjdzie moment konfrontacji, po prostu zacisnąć zęby, wziąć na klatę wszystko to, co trudne chwile przyniosą – i iść dalej? Z takimi pytaniami zagłębiałam się w ten temat.

Do tej pory przez wszystkie straty w życiu przechodziłam intuicyjnie. Dzisiaj myślę, że gdybym od początku wiedziała, że można sobie na tej drodze pomóc – że wokół są kompe­tentne osoby, które temat odchodzenia pomagają oswoić, aby przejść przez tę drogę czule i świadomie, a także że istnieją konkretne inicjatywy i programy wsparcia – oszczę­dziłabym sobie wielu wewnętrznych ślepych zaułków oraz mnóstwa niepewności. Na szczęście w kluczowych momen­tach trafiałam na osoby, które bardzo mi pomagały. Dzięki terapii i wsparciu przyjaciół mogłam przejść przez stratę ze wsparciem. Kochający ludzie wokół to ogromny dar.

Jaki stosunek do odchodzenia mam dzisiaj? Czy jestem gotowa, aby o nim rozmawiać? Przed chorobą i odejściem mojej mamy ten temat nigdy nawet nie przemknął mi przez myśl. Pierwszym wywiadem, jaki przeprowadziłam w życiu (do książki „Holistyczne ścieżki zdrowia. Bądź”), była rozmo­wa z Anną Michną-Humeniuk (wcześniej Borzeszkowską), coachką, psychoonkolożką oraz nauczycielką mindfulness i cancer coachingu. Ania przez lata wspierała i nadal wspiera działania naszej fundacji – Fundacji Małgosi Braunek Bądź – swoją wiedzą, warsztatami i konsultacjami. Spotykaliśmy się na prowadzonych przez nią kursach mindfulness przezna­czonych dla osób chorych onkologicznie, w grupie wspar­cia dla osób chorych przewlekle i ich rodzin, a czasami na warsztatach z cancer coachingu (autorski program Shariann Tom, który daje oparcie i rozwija osoby doświadczające choroby nowotworowej).

Wywiad z Anią miał dotyczyć roli psychologicznego wsparcia w procesie leczenia, ale przerodził się w głębszą rozmowę o konfrontacji z tym, co najtrudniejsze. Czasami niektóre słowa trafiają do nas tak głęboko, że pozostają w pamięci na zawsze, stając się częścią osobistego zbioru złotych myśli, które coś w nas zmieniają. Tak właśnie było, kiedy Ania powiedziała:

„Śmierć jest przecież obok nas przez całe nasze życie. Mocna refleksja może być bodźcem, aktywatorem do tego, żeby się obudzić. To, że nie będziemy mówić o śmierci, nie oznacza, że nie umrzemy. Każdy umrze. Za to rozmowa o niej według mnie może wpłynąć na jakość naszego życia. Jest taka piękna i mądra książka, polecam ją absolutnie każdemu, Czego najbardziej ża­łują umierający autorstwa Bronnie Ware. Osoby, z któ­rymi rozmawia autorka, wymieniają między innymi:

— Żałuję, że nie miałam więcej odwagi, by żyć w zgo­dzie ze sobą, a nie z oczekiwaniami innych ludzi;

— Żałuję, że szczerze nie wyznawałam swoich uczuć;

— Żałuję, że nie pozwoliłam sobie na bycie szczęśliw­szym człowiekiem;

— Żałuję, że nie utrzymywałam kontaktu ze swoimi przyjaciółmi;

— Żałuję, że tak ciężko pracowałam.”

Jeśli masz ochotę, proszę, zadaj sobie pytanie: cze­go ty byś żałowała/żałował, gdyby to dziś miało skończyć się twoje życie? Co możesz zrobić, aby nie żałować lub żałować choćby odrobinę mniej? Co możesz zrobić już dziś? Często mówimy, że bo­imy się śmierci. Ale czego tak naprawdę się boimy?

Podczas tamtej rozmowy z Anią po raz pierwszy otwo­rzyła się we mnie nowa perspektywa. Zrozumiałam, że można mówić o stracie w taki sposób, który nie wyrzu­ca nas na margines życia, a przy odpowiedniej asyście i wewnętrznemu zaopiekowaniu może sprowokować do głębokiej refleksji nad naszym istnieniem i stać się na­prawdę transformującym i budzącym doświadczeniem. Taka praca wewnętrzna może skłonić nas do zadania sobie pytań o to, co chcemy zrobić z czasem, który nam pozostał – niezależnie od naszego stanu zdrowia i etapu życia.

Frank Ostaseski jest cenionym na całym świecie na­uczycielem buddyjskim i współzałożycielem Zen Hospice Project oraz założycielem Metta Institute. Wykładał na uniwersytetach, na przykład w Harvard Medical School, w korporacjach, takich jak Google i Apple Inc. Naucza także w głównych ośrodkach duchowych na całym świe­cie. Towarzyszył ponad tysiącu osób w procesie umierania i przeszkolił tysiące lekarzy oraz opiekunów rodzinnych na całym świecie. Jego przełomowa praca została zaprezen­towana w serialu Billa Moyersa „PBS On Our Own Terms”, wyróżniona w „The Oprah Winfrey Show” i uhonorowana przez Jego Świątobliwość Dalajlamę. Frank jest autorem książki „The Five Invitations: Discovering What Death Can Teach Us About Living Fully”. Kiedy poprosiłam Franka o wypowiedź do książki, na pytanie o to, jak rozumie stratę, odpowiedział:

„Rozpacz po stracie może być największym uzdrawiają­cym doświadczeniem w życiu. To z pewnością jeden z naj­gorętszych pożarów, jakie napotkamy. Przenika twarde warstwy ochronne, pogrąża nas w smutku, strachu i roz­paczy, których tak bardzo staraliśmy się uniknąć. Pewna kobieta powiedziała mi, że przez trzy lata po druzgocącej śmierci męża nie czuła się związana z nikim ani z niczym. „Jedyne, czego chciałam, to zniknąć”. Powoli, stopniowo, z uwagą wyłaniała się z ciemności. Po pewnym czasie praktyki powiedziała: „Zdecydowałam się żyć i dzięki temu teraz moje życie jest cenne i pełne uważności. Nie tracę już czasu… Wiem, jak krótkie może być życie… Podejmuję większe ryzyko i żyję pełniej”.”

Czy nie tracimy czasu na bycie gdzieś „obok” siebie?

To pytanie zaczęło mnie nurtować podczas odchodzenia mojej mamy, która zachorowała na raka jajnika w 2013 roku. Miałam wtedy dwadzieścia pięć lat. Nowotwór był bardzo złośliwy i początkowa diagnoza dawała jej trzy miesiące życia. Mimo to mama była bardzo zdeterminowana, zaczy­nała dzień praktykami duchowymi, relaksacyjnymi i prozdrowotnymi – ćwiczeniami oddechowymi, medytacjami, wizualizacjami. Zmieniła dietę, przyjmowała odpowiednie suplementy i robiła wszystko, by wzmocnić system odpor­nościowy. Myślę, że jej niezwykła determinacja w obliczu choroby sprawiła, że gdy odchodziła, była pełna dobroci, a także wewnętrznej siły.

Towarzyszenie mamie w tym doświadczeniu miało na mnie ogromny wpływ. Dzięki temu zrozumiałam, co naprawdę jest w życiu ważne. Jej choroba i odejście doprowadziły mnie do momentu, w którym po raz pierwszy świadomie podjęłam decyzję, że nie chcę „być obok siebie”. Pragnę być obecna w swoim życiu i zrobię wszystko, co mogę, by być w nim szczęśliwą, a nie tkwić w niesłużących mi mechanizmach. Postanowiłam krok po kroku odkrywać, jak się do tego zbli­żać. Był to dla mnie punkt zwrotny. Układanie się w równowadze to oczywiście proces, który trwa do dziś i zapewne będzie trwał całe życie. W tę ścieżkę wpisane są wzloty, upadki i ślepe uliczki. Mam jednak nadzieję, że raz obrany kurs już ze mną pozostanie.

Fragment książki „Zostawić stare za sobą. Przewodnik po końcach i nowych początkach” Oriny Krajewskiej wydanej przez Wydawnictwo W.A.B. Tytuł, lead i skróty od redakcji „Newsweeka”. Książkę można kupić tutaj.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version