Jak rozmowa koalicji rządzącej i środowiska prezydenta wyglądała już za zamkniętymi drzwiami, z dala od oczu kamer i blasku fleszy?
– Było bardzo dużo merytoryki, bardzo dużo dobrej rozmowy. Bardzo dobra część dotycząca spraw międzynarodowych, zwłaszcza jeśli chodzi o punkt dotyczący programu SAFE – ocenia kolejne z naszych źródeł.
Od innej osoby słyszymy nieco mniej zachwytów nad atmosferą rozmów. – Zależy od momentu i tematu. Było sporo merytoryki, zwłaszcza przy omawianiu programu SAFE. Ale były też chwile typowego politycznego ping-ponga i jałowych przepychanek -relacjonuje osoba z koalicji rządzącej.
Program SAFE. Rządzący: Nie wiemy, co zrobi prezydent
W jednym nasi rozmówcy są zgodni. Pierwszy punkt Rady Bezpieczeństwa Narodowego, dotyczący programu zakupów uzbrojenia SAFE, był najtreściwszym z tematów poruszonych podczas spotkania u prezydenta. Była to też zdecydowanie najdłuższa część całej Rady. Zajęła ponad połowę posiedzenia.
– Chciałbym, by Polska podchodziła do programu SAFE w sposób rzeczowy i odpowiedzialny, dostrzegając oczywiście jego potencjalne znaczenie dla zwiększenia zdolności obronnych państw członkowskich, ale i widząc ryzyka z nim związane – stwierdził jeszcze podczas otwartej dla mediów części spotkania Karol Nawrocki.
Prezydent zapowiedział również, że zaproponuje konkretne propozycje zapisów do projektu ustawy, które będą „wychodzić naprzeciw zabezpieczeniu interesu i bezpieczeństwa Polski”.
Chociaż politycy obozu władzy chwalą konstruktywność rozmów nad programem SAFE, to jednak ich entuzjazm ma swoje wyraźne granice.
Na dobrą sprawę, nie wiem, czy oni sami są w pełni przekonani, żeby do tej Rady wchodzić, ale chcieliby zapunktować u Trumpa i pokazać mu, że rząd zły, ale prezydent Nawrocki dobry
– Prezydent nie powiedział ani że program SAFE, według niego, nie jest po myśli Polski, ani że jego wątpliwości zostały rozwiane i ustawa ma jego poparcie – słyszymy od jednej z osób biorących udział w Radzie. – Na konferencji po Radzie mówił, że nadal nie jest w pełni przekonany. Nadal nie wiemy, co zrobi, kiedy ustawa trafi na jego biurko – dodaje nasze źródło.
Rada Pokoju. Rządzący: ludzie prezydenta „chcieliby zapunktować u Trumpa”
Nasi rozmówcy z koalicji rządzącej chwalą też przebieg części Rady Bezpieczeństwa Narodowego dotyczącej ewentualnego członkostwa Polski w założonej przez Donalda Trumpa Radzie Pokoju. W tej kwestii mają jednak więcej zastrzeżeń niż w kwestii programu SAFE.
Mogło to być wynikiem stanowiska, jakie rząd Donalda Tuska przyjął na posiedzeniu tuż przed udaniem się do Pałacu Prezydenckiego. – W obecnych okolicznościach Polska nie przystąpi do prac Rady ds. Pokoju, ale będziemy cały czas analizować nasze relacje ze Stanami Zjednoczonymi w sposób elastyczny i otwarty – zadeklarował premier.
Jak zareagowała na to głowa państwa, gdy przyszło do rozmowy za zamkniętymi drzwiami? – Prezydent chciał zmusić rząd do zajęcia jasnego stanowiska w sprawie Rady Pokoju, tymczasem rząd woli trzymać się strategicznej niejednoznaczności w tym temacie – tłumaczy nam jedno z naszych źródeł.
Dodaje, że głowa państwa „najchętniej chciałaby mieć stanowisko rządu na piśmie”. – Jego by to budowało politycznie, bo mógłby pokazać Trumpowi, że zmusił zły rząd do powiedzenia „nie”, podczas gdy on do końca walczył o interesy Trumpa – słyszymy po stronie rządzących.
Przebieg rozmów w sprawie inicjatywy Trumpa wcale nie był jednak zero-jedynkowy. – Na dobrą sprawę nie wiem, czy oni sami są w pełni przekonani, żeby do tej Rady wchodzić, ale chcieliby zapunktować u Trumpa i pokazać mu, że rząd zły, ale prezydent Nawrocki dobry – mówi nam uczestnik rozmów w Pałacu Prezydenckim.

– Patrząc po ich minach, to oni też widzą niejasności i ryzyka, które płyną z ewentualnego wejścia w skład Rady – dodaje nasz rozmówca. Środowisko prezydenta miało też argumentować, że za trzy lata Trump przestanie być prezydentem i być może wraz z końcem jego kadencji Rada upadnie albo stanie się organizacją w praktyce martwą, więc wszelkie ryzyka przestaną mieć znaczenie.
Nawrocki kontra Czarzasty? „Wszyscy mieli już wszystkiego dosyć”
Jeszcze przed rozpoczęciem rozmów w Pałacu Prezydenckim najwięcej emocji budził trzeci punkt Rady Bezpieczeństwa Narodowego dotyczący rzekomych podejrzanych powiązań biznesowych marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego z mającą polskie obywatelstwo Rosjanką Swietłaną Czestnych, a także braku kompleksowej weryfikacji przeszłości przewodniczącego Nowej Lewicy przez służby specjalne.
Atmosferę podgrzał jeszcze Karol Nawrocki podczas otwartej dla mediów części Rady. Z jednej strony – o czym pisała na łamach Interii Kamila Baranowska – otoczeniu prezydenta chodziło o pokazanie, że celem nie jest awantura ad personam, tylko systemowe zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski.
To był chyba rekord. Najdłuższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego od dawien dawna
Z drugiej, nie zabrakło też jednak złośliwości ze strony głowy państwa pod adresem drugiej osoby w państwie. – Wolałbym spędzać czas w innym towarzystwie i z tego, co rozumiem, pan marszałek także, natomiast interes bezpieczeństwa państwa wymaga, żebyśmy razem siedzieli – powiedział prezydent.
– W mojej ocenie można mówić o postępie między prezydentem a marszałkiem – twierdzi jeden z polityków obozu władzy, którego pytamy o to, czy obaj politycy wyjaśnili sobie wzajemne pretensje. Rzecz w tym, że – jak twierdzi inne z naszych źródeł – to nie Czarzasty odpowiadał na zarzuty ze strony prezydenta. Robili to szefowa klubu parlamentarnego Lewicy Anna Maria Żukowska oraz minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak.
– To już była szósta godzina Rady, więc wszyscy mieli już wszystkiego dosyć – z rozbrajającą szczerością mówi Interii jeden z polityków obozu władzy. I dodaje: – Jeśli tak zależało im na zgrillowaniu Czarzastego, kiepsko sobie to zaplanowali. Trzeba było od tego zacząć, bo kiedy temat został podjęty, to wszyscy chcieli już iść do domu.
Wspomniana posłanka Żukowska miała też zadać prezydentowi pytania o jego związki ze środowiskami pseudokibiców oraz pracę w sopockim Grand Hotelu. Głowa państwa udzieliła odpowiedzi, ale nie do końca takich, na jakie liczyli pytający. – Prezydent częściowo odpowiedział na te kwestie, ale według ministra Siemoniaka to nie były do końca trafne odpowiedzi – twierdzi jedno z naszych źródeł.
Celowe obniżenie stopnia utajnienia RBN
Z informacji Interii wynika, że szef BBN otrzymał od szefa Kancelarii Prezydenta jednorazowy dostęp do klauzulowanych informacji. Poseł Skalik również był obecny podczas całego posiedzenia Rady. Rzecz w tym, że KPRP sama zabezpieczyła się w tej niecodziennej sytuacji.

– Ta Rada Bezpieczeństwa Narodowego miała klauzulę tajności „zastrzeżone”, podczas gdy poprzednie Rady, chociażby ta dotycząca ataku rosyjskich dronów we wrześniu ubiegłego roku, miały klauzulę „tajne”. Podejrzewam, że środowisko prezydenta nie bez powodu samo obniżyło tę klauzulę tajności – analizuje osoba uczestnicząca w posiedzeniu.
W polskim porządku prawnym funkcjonują cztery stopnie utajnienia informacji: ściśle tajne, tajne, poufne i zastrzeżone. Ten ostatni opisany jest w ustawie o ochronie informacji niejawnych jako stopień dotyczący materiałów, których „nieuprawnione ujawnienie może mieć szkodliwy wpływ na wykonywanie przez organy władzy publicznej lub inne jednostki organizacyjne zadań w zakresie obrony narodowej, polityki zagranicznej, bezpieczeństwa publicznego, przestrzegania praw i wolności obywateli, wymiaru sprawiedliwości albo interesów ekonomicznych Rzeczypospolitej Polskiej”.














