-
Marcin Przydacz będzie reprezentować prezydenta Karola Nawrockiego na posiedzeniu Rady Pokoju w Waszyngtonie jako obserwator.
-
Przydacz podkreślił, że zaproszenie do udziału było efektem rozmów Pałacu Prezydenckiego z Białym Domem i otrzymał materiały informacyjne od MSZ.
-
Prezydencki minister odniósł się do słów premiera Donalda Tuska, podkreślając, że USA nie oczekiwały wysłania polskich żołnierzy do Strefy Gazy.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Szef Biura Polityki Międzynarodowej przekazał, że zaproszenie dla Polski w charakterze obserwatora przyszło do Pałacu Prezydenckiego już parę dni temu. Ocenił, że jest to efekt bezpośrednich rozmów na linii Pałac Prezydencki – Biały Dom.
Przydacz jedzie na Radę Pokoju. „Przy tym stole dyskusyjnym Polska być musi”
– Pan prezydent wyznaczył mnie, abym reprezentował i jego, i Polskę na tym posiedzeniu inauguracyjnym. To będzie pierwsze po wydarzeniu konstytuującym Radę Pokoju, jakie miało miejsce w Davos i pierwsze posiedzenie o charakterze merytorycznym. Wiele państw zapowiada udział w tym posiedzeniu, na różnych poziomach. Są takie państwa, które są reprezentowane na poziomie głów państw, ale jest też wiele reprezentowanych na innych poziomach: także ministrów, a nawet ambasadorów – zaznaczył Przydacz.
Dodał, że szereg państw, w tym także i państwa unijne, według jego wiedzy będą miały status obserwatora. – W związku z tym, z uwagi na dobro relacji polsko-amerykańskich, dobro relacji transatlantyckich, Polska chce aktywnie wziąć udział w tym posiedzeniu, choć wiadomo, że status obserwatora nie predestynuje mnie do podejmowania żadnych deklaracji wiążących – podkreślił prezydencki minister.
Przydacz zastrzegł, że jeśli chodzi o dalsze działania dotyczące Rady Pokoju, „potrzebna jest jeszcze pewna analiza wewnątrz kraju”.
Zaznaczył zarazem, że „w imię dobrych relacji transatlantyckich, ale też chęci bycia przy stole negocjacyjnym, Polska będzie obecna na tym posiedzeniu”.
– Zbyt wiele razy w historii spraw międzynarodowych Polska była pomijana przy kluczowych dyskusjach. W związku z tym prezydent podjął decyzję, że przy tym stole dyskusyjnym Polska być musi – powiedział Przydacz.
Relacje Nawrocki – Trump. „Było mnóstwo rozmów telefonicznych”
Prezydencki minister pytany, dlaczego prezydent nie zdecydował się polecieć do Waszyngtonu i czy mogło zadecydować to, że nie było szansy na spotkanie z prezydentem USA, Przydacz przypomniał, że Nawrocki spotkał się z Donaldem Trumpem w styczniu w Davos i – jak dodał – odbył z nim długą, bezpośrednią rozmowę.
– W ostatnim czasie było mnóstwo rozmów telefonicznych, więc ten stan relacji dwustronnych opiera się dzisiaj o relacje bezpośrednie prezydentów i jest bardzo dobry. Jasnym jest, że nie w każdym wydarzeniu o charakterze wielostronnym zawsze musi Polskę reprezentować głowa państwa. Częstokroć w praktyce dyplomatycznej zdarza się tak, że kraje są reprezentowane przez najbliższych współpracowników głów państwa – powiedział.
– Z całą pewnością szef Biura Polityki Międzynarodowej, czyli funkcja, którą mam zaszczyt pełnić, to jest bardzo bliska funkcja prezydenta, więc w tym sensie Amerykanie w zupełności to przyjmują ze zrozumieniem, że najbliższy współpracownik prezydenta Polski będzie obecny na tym posiedzeniu – dodał Przydacz.
Przydacz leci do Waszyngtonu. Zwrócił się do MSZ o „materiał tezowo-informacyjny”
Pytany o materiały, o jakie Kancelaria Prezydenta zwróciła się do MSZ w związku z jego wyjazdem do Waszyngtonu, Marcin Przydacz zaznaczył, że jego zdaniem w każdej aktywności międzynarodowej trzeba się wymieniać informacjami.
Prezydencki minister dodał, że KPRP zwróciła się o „materiał tezowo-informacyjny”, jak często to robi przy okazji wizyt międzynarodowych. Zaznaczył, że robi się to głównie po to, aby „miał on wartość poglądową, jakie jest stanowisko rządu w tej sprawie, jaką rząd posiada informacje i jakie ewentualnie propozycje kreuje rząd”.
– Wiadomo, że prezydent i jego współpracownicy działają w oparciu o mandat samej głowy państwa. Materiał MSZ-u ma charakter poglądowy, ale dla profesjonalizmu uważam, że warto o takie informacje zawsze się zwracać – zaznaczył minister.
Przydacz podkreślił, że podczas wizyt międzynarodowych zwraca się o takie materiały, aby „móc ewentualnie zobaczyć, co rząd myśli w danej sprawie albo jakie aktywności podejmował w ostatnim czasie, tak żeby w obecności przedstawicieli innych państw móc starać się maksymalnie, gdzie to możliwe, zachować spójność polskiego stanowiska”.
Przydacz komentuje słowa Tuska. „Próba odwrócenia uwagi”
Zapytany o wtorkową wypowiedź premiera Tuska, że Polska na pewno nie zamierza wysłać i nie wyśle swych żołnierzy do Strefy Gazy, Marcin Przydacz zaznaczył, że nigdy nie było takiego oczekiwania ze strony administracji USA.
– Jest to próba po raz kolejny odwrócenia uwagi od clou sprawy po dezinformacji dotyczącej rzekomego oczekiwania wpłaty miliarda dolarów (na Radę Pokoju – red.). Premier po raz kolejny wprowadza do debaty publicznej fałszywą narrację o kwestiach wojskowych. Nikt ze strony amerykańskiej nigdy takiego oczekiwania nie wyrażał i na pewno taka dyskusja nie będzie prowadzona – zapewnił prezydencki minister.
Przypomnijmy, że we wtorek premier Donald Tusk odniósł się do Rady Pokoju, podkreślając, że Polska na pewno nie zamierza wysłać i nie wyśle polskich żołnierzy do Strefy Gazy.
– Rada Pokoju prezydenta Trumpa zbiera się w Waszyngtonie. Jak już wielokrotnie informowaliśmy polską opinię publiczną, naszych partnerów i także prezydenta, rząd nie przewiduje w tych okolicznościach i warunkach uczestnictwa w Radzie Pokoju – stwierdził szef rządu.
– Ewentualna wizyta w Waszyngtonie przedstawiciela prezydenta będzie miała charakter obserwacyjny, a więc w charakterze obserwatora przedstawiciel Polski może oczywiście uczestniczyć w tych obradach – dodał.
-
„Nie można ignorować”. W koalicji pojawił się wyłom w sprawie oferty Trumpa
-
Prezydent o konflikcie z Czarzastym. „To jest sprawa ustrojowa”













