Donald Tusk nie zamierza czekać do wyborów. Zmiany w rządzie przeprowadzi niebawem. Ministrowie, którzy chcą startować do Parlamentu Europejskiego, mają skupić się na kampanii wyborczej, a nowi członkowie rządu – na pracy.

Kilku ministrów stara się o mandaty do Parlamentu Europejskiego. Na liście są także wiceministrowie i to nie tylko z Koalicji Obywatelskiej. Tusk chce odwołać ich jeszcze przed majówką i powołać następców. Tak, aby eurokampania ruszyła pełną parą, a rząd na tym nie stracił.

Na moje pytanie, czy jeszcze przed 27 kwietnia dojdzie do zmian w gabinecie, najbliżsi współpracownicy premiera odpowiadają: wszystko zmierza w tym kierunku.

Do Parlamentu Europejskiego wybiera się minister kultury Bartłomiej Sienkiewicz i – chociaż to wciąż nie jest do końca pewne – Borys Budka, minister aktywów państwowych. Jeśli chodzi o ministrów z partii koalicyjnych, ostatnio w mediach padło nazwisko Katarzyny Kotuli. Jednak ministra ds. równości mówi „Newsweekowi”, że na razie nie ma takich planów. Może się jednak okazać, że zamiary ministrów w obliczu walki partii o mandaty nie mają większego znaczenia. Dziś każde „duże” nazwisko jest na wagę złota. Zwłaszcza dla mniejszych członków koalicji, bo tym razem nie ma jednej listy jak w 2019 r. i „gwarancji” przynajmniej kilku miejsc.

Z lewicy wystartować miałaby – jak słyszę – Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, ministra rodziny i polityki społecznej. Jednak na razie publicznie zaprzecza. Podobnie jak minister Dariusz Wieczorek. Na pewno do Parlamentu Europejskiego chce się wybrać Krzysztof Śmiszek, wiceminister sprawiedliwości. W rozmowach pada także nazwisko wiceministry kultury Joanny Scheuring-Wielgus. Jest jeszcze Krzysztof Kukucki, wiceminister rozwoju, który co prawda nie startuje do PE, ale właśnie został prezydentem Włocławka i trzeba go zastąpić innym politykiem lewicy. Odpowiadał za projekty mieszkalnictwa komunalnego, które ugrzęzły w koalicyjnych negocjacjach, więc jest mu zapewne wygodniej wrócić do swojego rodzinnego miasta.

Z PSL-u wrócić do Parlamentu Europejskiego chciałby – co wiadomo od dawna – Krzysztof Hetman, minister rozwoju. Ostatnio pojawiło się także nazwisko Czesława Siekierskiego, ministra rolnictwa. Podobno ani partia, ani koalicjanci nie są zadowoleni ze sposobu, w jaki radzi sobie z protestami rolników. Jednak pytani o listy do PE politycy PSL wymieniają europosła Adama Jarubasa i ewentualnie posła Jarosława Rzepę. Gdy dopytuję o nazwiska z rządu, wycofują się i mówią: raczej zostanie bez zmian.

Z Polski 2050 natomiast chęć startu oficjalnie zgłosił Michał Gramatyka, wiceminister cyfryzacji. Joanna Mucha, także wymieniana w gronie wiceministrów, którzy chcieliby wyjechać do Brukseli, mówi, że nie będzie jej na liście. Z ministrów Polski 2050 najczęściej powtarzającym się nazwiskiem na kandydatkę na europosłankę jest Paulina Hennig-Kloska, ministra klimatu. Jednak jak słyszę z resortu, ministra zarzeka się, że nie startuje.

Do Brukseli nie wybiera się natomiast minister ds. UE Adam Szłapka. Kolejny urzędujący minister, na pytanie o start nie odpowiada jednoznacznie, ale z frywolnego tonu jego wiadomości można wywnioskować, że nigdzie się nie wybiera.

Lista ministrów, którzy mówią: „absolutnie nie”, jest znacznie dłuższa niż tych, którzy publicznie przyznają, że chcieliby pojechać na pięć lat do Brukseli. Widać więc, że rekonstrukcja rządu nie będzie aż tak głęboka, żeby zatrząść rządem w posadach. To raczej wiosenne porządki.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version