-
Do Ceuty przedostały się dziesiątki tysięcy migrantów, co spowodowało ogólnoeuropejskie poruszenie i wezwania do ograniczeń w strefie Schengen przez prawicowych polityków.
-
Migranci pojawili się masowo po wyroku Sądu Najwyższego Hiszpanii. To jednak nie wszystko, bo sytuacja jest konsekwencją geopolitycznej rywalizacji Maroka i Algierii w relacjach z Hiszpanią.
-
Hiszpania, zmagając się z presją migracyjną oraz zależnością od algierskiego gazu, znalazła się w trudnej sytuacji, a premier Pedro Sanchez jest krytykowany za politykę migracyjną.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Według najnowszych danych hiszpańskiego MSW, w ciągu doby przez granicę z Marokiem przedarło się ponad 50 tysięcy migrantów. Forsują oni przejście graniczne w Ceucie – hiszpańskiej eksklawie w Afryce Północnej, niemal naprzeciw Gibraltaru. Co istotne, przedostają się z morza, przez falochron Tarajal.
Doszło do starć ze służbami bezpieczeństwa. Rząd Hiszpanii wysłał wojsko, które ma zapanować nad sytuacją.
Wśród przyczyn tego nagłego napływu migrantów należy wskazać dwie rzeczy. Po pierwsze to kwestie prawne. 8 lipca Sąd Najwyższy Hiszpanii orzekł, że nielegalne są natychmiastowe deportacje migrantów przybywających do kraju drogą morską. W Maroku media społecznościowe zalała fala fałszywych informacji o rzekomo otwartej granicy.
Ceuta i kryzys migracyjny. Masowy napływ ludzi z Maroka
Dr hab. Kamil Zajączkowski w rozmowie z Interią podkreśla, że migranci próbują się przedostać przez Ceutę nie pierwszy raz.
– To nie jest nowy problem. Ceuta i Maroko to jeden ze szlaków migracyjnych, o którym przez pewien czas było cicho. W międzyczasie popularność zyskały szlaki chociażby przez Bałkany. Jeśli spojrzymy w perspektywie 20 lat, konkretne szlaki migracyjne są intensywniej wykorzystywane w zależności od bieżącej sytuacji – wskazuje dyrektor Centrum Europejskiego UW.
Rzeczywiście, w przeszłości dochodziło do podobnych sytuacji. W 2021 roku do Ceuty w kilka dni przedostało się osiem tysięcy osób – relacjonuje BBC. Teraz hiszpańskie władze przyznają, że migranci pojawiali się na granicy od wyroku sądu. Ale dopiero 30 lipca ruszyli masowo, w wielotysięcznej grupie. Skala jest bez precedensu, bo jeszcze nigdy tak liczna grupa nie przedarła się do Ceuty w ciągu jednej doby.
W tym miejscu dochodzimy do drugiej przyczyny. Migranci nie przekraczali wcześniej masowo granicy, bo nad sytuacją panowały służby Maroka. Jednak w ostatnich tygodniach wiele się w tym zakresie zmieniło.
Maroko i Algieria w starciu o Maghreb
– Szlak przez Ceutę był przez Maroko kontrolowany. Nie całkowicie, bo nie da się zablokować całej migracji. Natomiast kontrola wynikała ze ścisłej współpracy Maroka i Hiszpanii – zaznacza Zajączkowski.
– Nie tylko zresztą, bo finalnie mówimy o migrantach z Maroka, Algierii albo Libii. Ale migranci są nie tylko z tych krajów. To również ci, którzy docierają do Afryki Północnej z państw Sahelu i szerzej Afryki Subsaharyjskiej. Dlatego by kontrolować migrację, potrzebna jest współpraca Europy również z tymi państwami – mówi dalej.
By wyjaśnić kryzys w Ceucie, należy podkreślić, że sytuacja dotyczy nie dwóch, ale trzech aktorów. Oprócz Hiszpanii i Maroka jest to Algieria.
Hiszpania dla obu afrykańskich państw jest bramą do Unii Europejskiej i partnerem, który zapewnia współpracę z Europą. Natomiast Algieria i Maroko rywalizują miedzy sobą o dominację w Maghrebie – północno-zachodniej części Afryki Północnej. Główny punkt zapalny to status Sahary Zachodniej, która niegdyś była hiszpańską kolonią.
Maroko kontroluje większość tego terytorium i uznaje Saharę Zachodnią za swoją integralną część. Algieria z kolei wspiera organizację Front Polisario, która dąży do niepodległości regionu. Z uwagi na ten konflikt, w 2021 roku Algieria i Maroko zerwały stosunki dyplomatyczne.
Hiszpania jest istotnym elementem tej układanki, bo zarówno Maroko i Algiera podnoszą sprawę Sahary Zachodniej za każdym razem, kiedy Madryt próbuje się porozumieć ze swoimi sąsiadami z południa. Interesy są sprzeczne, więc jakakolwiek współpraca z którymś z państw wywołuje natychmiastową reakcję tego drugiego.
Problem Madrytu polega na tym, że oba afrykańskie kraje posiadają argumenty, którymi mogą wpływać na sytuację w Hiszpanii.
„Patowa” sytuacja Hiszpanii
W 2022 roku Algieria zawiesiła traktat o przyjaźni z Hiszpanią. Stało się tak, bo Madryt poparł plan Maroka na autonomię dla Sahary Zachodniej. Z perspektywy Hiszpanii poparcie Maroka zakończyło konflikt dyplomatyczny z tym krajem, który skutkował wspomnianym już kryzysem migracyjnym w 2021 roku.
Tu wyłania się pierwszy, marokański argument wobec Hiszpanii: migracja. – Państwa w Afryce Północnej są ostatnimi punktami tranzytowymi na drodze do Europy. I mogą tę sytuację wykorzystywać w relacjach dwustronnych. Maroko może wykorzystywać migrację jako lewar, instrument nacisku na Hiszpanię. To też nie jest nowa rzecz, bo wcześniej podobnie działała Turcja i Libia w relacjach z Unią Europejską – komentuje Zajączkowski.
W przypadku relacji z Marokiem Hiszpania ryzykuje brakiem odporności na presję migracyjną. Z drugiej strony jest Algieria, która dostawy gazu też może wykorzystywać jako lewar w dyplomacji z Hiszpanią
Sytuacja zmieniła się jednak w tym roku. W lipcu premier Hiszpanii złożył oficjalną wizytę w Algierii i sfinalizował zwiększenie dostaw gazu podmorskim rurociągiem Medgaz o 10 proc. – Algieria jest jednym z kluczowych dostawców gazu dla Europy Południowej. W kontekście uniezależnienia się od Rosji, gaz algierski, norweski i ze Stanów Zjednoczonych stanowią dzisiaj istotny element bezpieczeństwa energetycznego – komentuje nasz rozmówca.
Mamy zatem algierski argument nacisku: dostawy gazu. – W przypadku relacji z Marokiem Hiszpania ryzykuje brakiem odporności na presję migracyjną. Z drugiej strony jest Algieria, która dostawy gazu też może wykorzystywać jako lewar w dyplomacji z Hiszpanią. Dlatego sytuacja Madrytu pozostaje patowa – tłumaczy dyrektor Centrum Europejskiego UW.
Najwyraźniej Maroko w odpowiedzi na porozumienie Hiszpanii i Algierii postanowiło skorzystać ze swoich argumentów. Migranci ruszyli masowo na Ceutę 10 dni po wizycie Sancheza w Algierii. Wtargnięcie do miasta stało się automatycznie najważniejszym wydarzeniem w europejskiej polityce.
Pedro Sanchez „na celowniku” prawicy
Władze Hiszpanii zapewniają o współpracy z Marokiem. Premier Pedro Sanchez zapowiedział budowę fizycznej bariery na morzu, by można było odsyłać migrantów przed przekroczeniem granicy, nie łamiąc przy tym wyroku Sądu Najwyższego. Hiszpania chce też odesłać tych, którzy przekroczyli granicę w nielegalny sposób. MSW Hiszpanii wskazuje też, że według stanu na piątkowe popołudnie do Maroka wróciło 37,5 tys. migrantów.
Mimo to, Sanchez znalazł się w ogniu części europejskich liderów. „W obliczu masowych i skoordynowanych napływów migrantów do Hiszpanii, zachęcanych przez rząd hiszpański, Francja musi niezwłocznie wzmocnić kontrole na swoich granicach. A w 2027 roku zatrzymamy to szaleństwo, rezerwując swobodny przepływ Schengen wyłącznie dla obywateli UE” – przekazała liderka francuskiego Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen.
„Jesteśmy gotowi do interwencji także za pomocą nadzwyczajnych środków w celu obrony granic i bezpieczeństwa obywateli, takich jak zawieszenie przestrzeni Schengen z Hiszpanią” – oświadczyła premier Włoch Giorgia Meloni.
Prawicowi politycy wykorzystują kalkę, według której migracja równa się terroryzm. To narracja, która bardzo szybko działa na wyobraźnię społeczeństw
– Sanchez to socjalista. Naturalnie socjalistyczny rząd w Hiszpanii jest krytykowany przez prawicowe środowiska polityczne jak Alternatywa dla Niemiec czy partia premier Meloni. Sanchez jest też na celowniku ugrupowań prawicowych w kontekście konfliktu z Donaldem Trumpem po tym, jak nie zgodził się na wykorzystanie hiszpańskich baz wojskowych przez amerykańskie lotnictwo – wskazuje Kamil Zajączkowski.
Nie bez znaczenia jest fakt, że jeszcze w tym roku Niemcy zagłosują w wyborach w dwóch landach oraz w Berlinie. W przyszłym Francuzi wybiorą prezydenta, a Włosi parlament. W kontekście wyborczym krytyka socjaldemokratycznego rządu Sancheza, który ma problemy z migracją, jest opłacalna dla sił prawicowych.
– Prawicowi politycy wykorzystują kalkę, według której migracja równa się terroryzm. To narracja, która bardzo szybko działa na wyobraźnię społeczeństw – ocenia Zajączkowski.
Polityka migracyjna Hiszpanii
Nie chodzi jednak wyłącznie o sprawę Ceuty. Sanchez jest krytykowany również za zgodę na nadzwyczajny programu legalizacji nieudokumentowanych migrantów. Obcokrajowcy muszą wykazać co najmniej pięć miesięcy stałego pobytu w Hiszpanii oraz nie mogą być karani. Za to dostaną możliwość legalnej pracy i roczną, odnawialną kartę pobytu. Sanchez argumentował, że Hiszpania migrantów potrzebuje w obliczu konieczności utrzymania systemu emerytalnego i opieki socjalnej.
Migranci mogli składać wnioski do 30 czerwca. Rząd spodziewał się, że będzie ich pół miliona. Tymczasem do urzędów trafiło ponad milion.
– To nie jest złote rozwiązanie. Pedro Sanchez po pierwsze nie doszacował skali, co jest jego porażką polityczną. Skala braku rozeznania jest duża. Po drugie legalizację migrantów należy obudować wieloma instrumentami implementacyjnymi. Mam natomiast wrażenie, że władze Hiszpanii traktują to jako ścieżkę na skróty, która ma rozwiązać problem. Podobnie działali wcześniej jego poprzednicy i podobnie jak wtedy, konsekwencje będą do Hiszpanii wracały – komentuje w rozmowie z Interią Kamil Zajączkowski.
Jakub Krzywiecki
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na jakub.krzywiecki@firma.interia.pl
-
„Szturm” migrantów na Ceutę, wysyłają wojsko. Wybuchł potężny kryzys
-
Szturm migrantów na granicę Hiszpanii. „Mobilizujemy niezbędne środki”


