-
Władimir Putin wie, że nasiąkają jak gąbki. „Okrutne i skuteczne”
-
Kreml lepi szkołę godną reżimu. Podręczniki piszą politycy
-
Równoległa wojna Putina
-
Rosja. Nowy przedmiot wywalczyła także cerkiew
-
Rosjanin: Nauczyciele przeciwni Kremlowi w trudnej sytuacji
-
Ruch Pierwszych. „Pokazują, że wojna to norma”
-
Rosjanie nie muszą wierzyć, wystarczy posłuszeństwo
Władimir Putin coraz szczelniej okrywa rosyjską szkolę parasolem indoktrynacji. Reżim nie odpuszcza nawet pięciolatkom. Jeszcze w tym roku do przedszkoli zostaną wprowadzone specjalne zajęcia patriotyczne – „Dobre gry”. Jak ogłosiła wiceminister edukacji Federacji Rosyjskiej Olga Kołudarowa, podczas zajęć mówione będzie „o wartościach duchowych i moralnych”.
Wolne, rosyjskie media na emigracji wskazują, że za wspomnianymi wartościami „duchowymi i moralnymi” stoi tak naprawdę kolejna, upiorna wersja indoktrynacji.
Władimir Putin wie, że nasiąkają jak gąbki. „Okrutne i skuteczne”
– Odpowiednie sformatowanie młodych umysłów ma stanowić gwarancję niezakłóconego reprodukowania się opresyjnego i skostniałego modelu rządów – mówi Interii dr Maria Domańska, zastępczyni kierownika Zespołu Rosyjskiego w Ośrodku Studiów Wschodnich (dalej OSW).
– Kreml gra też w długą grę, w której najmłodszym pokoleniom wyznaczono konkretną rolę. To przyszli uczestnicy tzw. wyborów i żołnierze. Jeden z urzędników administracji prezydenta przyznał ostatnio, że władze analizują postawy i zainteresowania ośmiolatków pod kątem ich udziału w wyborach prezydenckich 2036 roku – wskazuje ekspertka.
– Putin doskonale wie, że dzieci nasiąkają jak gąbki. Dlatego indoktrynacja, choć okrutna, jest bardzo skuteczna. W przedszkolach od początku agresji na Ukrainę odbywają się patriotyczne przedstawienia, a dzieci śpiewają piosenki o Putinie – powiedziała Interii Olga, Rosjanka, która od lat mieszka w Polsce i z ogromnym niepokojem obserwuje, co dzieje się w jej ojczystym kraju.
Treści, które od września zostaną skierowane do przedszkolaków, wzorowano na „Rozmowach o sprawach ważnych”. To przedmiot, który wprowadzono we wrześniu 2022 roku, czyli pół roku po tym, jak wojska rosyjskie najechały Ukrainę.
Dekret Ministerstwa Edukacji stwierdzał wówczas, że lekcje mają na celu „zaszczepienie w uczniach miłości do ojczyzny, dumy z kraju i patriotyzmu”. W programie wiele miejsca poświęcono wojnie w wersji reżimowej propagandy, czyli „specjalnej operacji wojskowej”.
Kreml lepi szkołę godną reżimu. Podręczniki piszą politycy
– Wojna to według Kremla jedyny sposób na utrzymanie jedności narodu, dzięki podsycaniu poczucia egzystencjalnego zagrożenia. Jednocześnie już najmłodszym wpaja się przekonanie o „wyższości cywilizacyjnej” Rosji, co de facto łączy się z pogardą wobec innych, w skrajnym przypadku, na późniejszym etapie edukacji, z ich dehumanizacją – wskazuje dr Domańska.
I tak nauczyciele „udowadniają”, że Ukraina nie jest suwerennym państwem, ale odwieczną częścią Rosji.
– Dzieciom tłumaczy się przyczyny „specjalnej operacji wojskowej” i przedstawia Ukraińców, wedle schematu dawno obecnego w umysłach Rosjan, jako coś gorszego, takie tam „chachły”. To pogardliwe określenie na ludzi gorszego sortu, którzy wódkę zagryzają ssałem, czyli słoniną, i w ogóle to od czasu Katarzyny Wielkiej nie ma żadnej Ukrainy tylko Mała Rosja – mówiła w wywiadzie dla Interii znawczyni Rosji Krystyna Kurczab-Redlich.
– Ukraina przedstawiana jest jako marionetka w rękach USA i Europy, a jej rząd od 2014 roku – jako nielegalny. Wojna ukazana jest wyrywkowo i w sposób zafałszowany. Autorzy podręczników opisują rozpoczęcie „specjalnej operacji”, ale nie wspominają o jej przebiegu, zwłaszcza o zwycięstwach Ukrainy – wskazuje z kolei dr Michał Kuryłowicz z Katedry Badań nad Obszarem Eurazjatyckim Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Jak dodaje rozmówca Interii, autorami podręczników bywają politycy – np. podręcznik dla 11. klasy napisał Władimir Miedinski, były minister kultury a dziś doradca prezydenta Rosji.
Powszechną praktyką jest także prezentowanie fałszywych map, na których terytorium Rosji obejmuje Krym i tereny Donbasu, które zgodnie z prawem międzynarodowym należą do Ukrainy.
Równoległa wojna Putina
To jedynie kilka elementów szerokiej strategii putinowskiego reżimu, który wykorzystuje edukację jako narzędzie wpływu i indoktrynacji, czyli świadomego i nachalnego wpajania określonych ideologii w sposób jednostronny.
Cel? Eliminowanie krytycznego myślenia i lepienie człowieka posłusznego wobec władzy.
Prezydent Rosji Władimir Putin w nagraniu, skierowanym do nauczycieli i rozpowszechnianym w szkołach, nazwał rzeczy po imieniu: „Nauczyciele odgrywają kluczową rolę, gdy państwo znajduje się w punkcie zwrotnym. Dowódcy nie wygrywają wojen. Wojny wygrywają nauczyciele”.
– Ta wypowiedź w przewrotny sposób obnaża realia, w których funkcjonuje Rosja. Jej dowódcy nie są w stanie wygrać wojny z Ukrainą, więc „cała nadzieja w nauczycielach”. Ale też jasno pokazuje intencje Kremla. Urzędnicy, odpowiedzialni za politykę wewnętrzną, wierzą w możliwość technokratycznego programowania społeczeństwa. Edukacja to jeden z elementów neototalitarnej inżynierii społecznej, obok propagandy, cenzury i inwigilacji – wylicza ekspertka OSW.
Wojna, którą mają wygrać nauczyciele, to wojna kognitywna – o umysły. Przeciwnik? „Zgniły Zachód” z całą swą ideologią.
Rosja. Nowy przedmiot wywalczyła także cerkiew
Władimir Putin realizuje swój upiorny, indoktrynacyjny plan, od kiedy doszedł do władzy.
– Rozpoczął się wtedy okres tzw. wojen o pamięć – konfrontacji władz, mediów i historyków na tle oceny wydarzeń XX wieku pomiędzy Rosją a sąsiadami: Ukrainą, państwami bałtyckimi, Polską i trwa on z przerwami od 2003 roku. W szkole widać to obecnie przede wszystkim we wzrastającej indoktrynacji na poziomie nauczania historii – mówi w rozmowie z Interią dr Michał Kuryłowicz.
Władze zwiększają liczbę godzin historii, pojawiają się także nowe zajęcia „okołohistoryczne”, w tym „Duchowo-moralna kultura Rosji”.
– Ten postulowany przez cerkiew przedmiot ma wejść od roku 2026/27. Celem jest pokazanie wyjątkowości, odrębności kultury i historii Rosji od kultury europejskiej, zwłaszcza współczesnych przemian kulturowych – tłumaczy ekspert z UJ.
Urzędnicy, odpowiedzialni za politykę wewnętrzną Rosji, wierzą w możliwość technokratycznego programowania społeczeństwa.
Rosjanin: Nauczyciele przeciwni Kremlowi w trudnej sytuacji
Dziś w rosyjskiej szkole, podobnie jak na ulicy, nie ma miejsca na słowo „wojna” w kontekście Ukrainy. Za „publiczne rozpowszechnianie świadomie fałszywych informacji o wykorzystaniu Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej” grozi nawet 15 lat więzienia. Prawo to Władimir Putin zatwierdził już 4 marca 2022 czyli tuż po ataku na Ukrainę z 24 lutego.
Następnie Kodeks karny uzupełniono także o zapisy zabraniające jakiegokolwiek „dyskredytowania rosyjskiej armii”, za co grozi nawet pięć lat więzienia.
Weterani są natomiast mile widziani w szkołach, gdzie opowiadają dzieciom o walce na froncie. Wśród nich mogą być nawet byli więźniowie, którym skrócono odbywanie kar w zamian za wyjazd na front. I tak system stawia na piedestale ludzi, którzy mogli dopuszczać się zbrodni nie tylko w Ukrainie podczas wojny, ale i przed nią – w Rosji.
Nikita to nauczyciel historii i wiedzy o społeczeństwie, w Polsce mieszka od ponad sześciu lat. Oburzają go kolejne zmiany i pogłębiająca się indoktrynacja. Ale jak wskazuje, nauczyciele, którzy nie zgadzają się z linią władz, są w trudnej sytuacji.
– Mój przyjaciel pracuje w rejonie przedgórza Kaukazu, to taki – jak się mówi w Rosji – „medwieżyj ugol”, po polsku „niedźwiedzi kąt” – miejsce na głębokiej prowincji. On stara się nie wygadywać dzieciom tych historii o operacji specjalnej, rozmawia o ich trudnościach w nauce. Ale jeśli ktoś pojawi się obok, musi głosić te propagandowe tezy, bo boi się konsekwencji – przyznaje Nikita.
Ruch Pierwszych. „Pokazują, że wojna to norma”
Rosjanin, z którym rozmawialiśmy, ma wśród znajomych także nauczycielkę, szczycącą się swoją działalnością w Ruchu Pierwszych.
Tę państwową organizację młodzieżową utworzono w grudniu 2022 roku z osobistej inicjatywy prezydenta. To kolejny zabieg Putina.
Dzieci, należące do Ruchu Pierwszych, biorą udział w grach wojennych, spotykają się z żołnierzami, mają pokazy sprzętu wojskowego, przygotowują paczki i listy dla żołnierzy, w których wyrażają wdzięczność za „obronę ojczyzny”. Scenariusze akcji i zajęć są projektowane w Moskwie i powielane w regionach.
Udział w Ruchu Pierwszych jest dobrowolny, ale jak donoszą niezależne rosyjskie media, nauczyciele „zdecydowanie zalecają” rodzicom, by dzieci brały w nich udział.
Jak wskazuje dr Maria Domańska, to celowe zaszczepianie w dzieciach ideologii militaryzmu poprzez zabawę jest jednoczesnym przyzwyczajaniem, że wojna to norma.
Rosjanie nie muszą wierzyć, wystarczy posłuszeństwo
– Istotą obecnej indoktrynacji jest chęć zakorzenienia w społeczeństwie przekonania, że nie ma alternatywy wobec dzisiejszych władz Rosji, bo tylko one „bronią” wyjątkowości, a nawet przetrwania cywilizacji rosyjskiej – mówi dr Michał Kuryłowicz.
Poza obroną cywilizacji są i względy praktyczne.
– Celem jest uśmierzenie niezadowolenia społecznego z powodu warunków życia, które – zwłaszcza na prowincji – są tragiczne. Wojna i stwarzana przez Kreml atmosfera zagrożenia z zewnątrz mają uzasadnić wydatki na armię i walkę z wrogami. Pośrednio uzasadniają zatem bierność władz wobec faktu ubóstwa większości społeczeństwa rosyjskiego – dodaje ekspert z UJ.
Zdaniem ekspertów siermiężna propaganda i prymitywna indoktrynacja w szkołach nie cieszą się popularnością.
– Część dzieci, a także dorosłych, odnajdzie w niej swoje miejsce, ale większość najpewniej będzie próbowała schronić się przed ofensywą państwa w życie prywatne, konformizm, cynizm i sowiecką praktykę dwójmyślenia – mówi Interii dr Maria Domańska.
– Ale Kreml nie potrzebuje entuzjazmu społeczeństwa, by skutecznie rządzić. Wystarczy posłuszny udział Rosjan w narzucanych rytuałach – kwituje ekspertka OSW.


