Rosjanie mają poważny problem po utracie znacznej części łączności. Wykorzystali to Ukraińcy, atakując na froncie zaporoskim. Okazało się, że putinowcy są jak dzieci we mgle. Rosyjscy milblogerzy przyznają, że sytuacja na froncie stała się bardzo trudna.
Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
5 lutego SpaceX zablokował dostęp do sieci Starlink dla terminali, które nie były zarejestrowane na Ukrainie, co w praktyce doprowadziło między innymi do wyraźnego pogorszenia łączności w rosyjskich jednostkach korzystających z tego systemu. Dziwnym trafem zbiegło to się z zapowiedzią generała Ołeksandra Syrskiego, który spotykając się z dziennikarzami, poinformował, że sytuacja na kierunku hulajpolskim „wkrótce ulegnie radykalnej zmianie”. Wówczas komentatorzy spodziewali się raczej uporządkowania bałaganu, jaki panuje na tym odcinku frontu. I faktycznie to przy okazji też zrobiono.
Zdymisjonowany został m.in. płk Walentyn Mańko, dowódca Korpusu Wojsk Szturmowych, z którym Naczelne Dowództwo miało problemy już od kilku miesięcy. Nie tchodziło tylko o kwestie dowodzenia Korpusem, ale także m.in. ujawnienia tajnych map w mediach społecznościowych i fałszowania realnej sytuacji na froncie. Co ciekawe Mańko był protegowanym Syrskiego, który ostatecznie go odwołał. Zrobił to tego samego dnia, kiedy rozpoczęła się ofensywa na południowym froncie.
Plany lubią ciszę
Ukraińcy tradycyjnie utrzymywali ciszę informacyjną przed operacją, a równolegle prowadzili intensywny przerzut jednostek na kierunek hulajpolski. Odbył się on w ramach przerzutu wojsk organizowanego, aby opanować sytuację na froncie. Oficjalnie jest to operacja, która ma doprowadzić jedynie do odzyskania pozycji na rzece Janczur. Faktycznie uderzenie może być znacznie bardziej rozbudowane.
Z uwagi na wprowadzone przez stronę ukraińską ograniczenia informacyjne głównym źródłem doniesień pozostają rosyjskie kanały w mediach społecznościowych, musimy więc zachować dużą ostrożność w ich interpretacji. Mimo tych zastrzeżeń powtarzalność informacji z różnych źródeł oraz materiały wideo krążące w sieci pozwalają w przybliżeniu odtworzyć kierunki ukraińskich działań zaczepnych i ich głębokość.
Najwięcej danych dotyczy północnego odcina ofensywy, rozwijanej z rejonu rzeki Wowcza, gdzie Ukraińcy mieli odnotować najbardziej zauważalne, choć ograniczone do poziomu taktycznego postępy. Rosyjscy żołnierze na telegramowych kanałach informują, że ukraińskie czołówki rozpoznawcze dotarły nawet ponad 15 km w głąb rosyjskich pozycji.
Szerokie uderzenie
Z dostępnych informacji wynika, że ukraińskie pododdziały opanowały Wołczę i Aleksiejewkę, wykorzystując fakt, że rosyjska obrona opierała się tam na luźno rozmieszczonych punktach oporu. Rozciągnięty charakter linii obronnych umożliwił Ukraińcom wejście w głąb bez konieczności forsowania zwartego systemu umocnień. Próba rozwinięcia natarcia poprzez atak na Nowoaleksandrowkę została jednak odparta, co pokazuje, że mimo widocznych trudności Rosjanie zachowują zdolność do szybkiej koncentracji sił i reagowania na zagrożenia.
Na zachodnim skrzydle — w rejonie Hulajpola — walki miały znacznie ostrzejszy przebieg. Utrata Staroukrainki zmusiła rosyjskie dowództwo do natychmiastowego sięgnięcia po odwody. Przeprowadzone kontruderzenia, wsparte intensywnym ogniem artylerii rakietowej i lufowej, pozwoliły Rosjanom odzyskać Zaliznicznoje i wyraźnie ograniczyć tempo ukraińskiego natarcia. Choć Staroukrainka pozostaje pod kontrolą Ukrainy, dalsze posuwanie się na południe na tym odcinku zostało skutecznie zahamowane.
Najmniej jasny obraz wyłania się z centralnego odcinka, gdzie Ukraińcy prowadzą uderzenie w rejonie Ternowatego. Rosyjscy blogerzy przyznają jednak, że sytuacja putinowskich oddziałów jest tam dość trudna, co może świadczyć o lokalnych przełamaniach bądź przynajmniej skutecznym związaniu rosyjskich rezerw.
Zaczęły być także wyzwalane miejscowości nad brzegiem Dniepru. Ukraińcy weszli niemal bez walki do wsi Lukjanowskoje leżącej na zachód od Orichowa.
Brak sił?
Liczne nagrania pokazują rajdy ukraińskich grup pancerno-zmechanizowanych. Jednocześnie brakuje sygnałów wskazujących, by Ukraina zdecydowała się na wprowadzenie sił głównych w rejon potencjalnego przełamania. Otwarte pozostaje pytanie, czy Kijów dysponuje obecnie wystarczającymi środkami, by rozwinąć natarcie klina pancerno-zmechanizowanego.
Dotychczas udało się to kilka razy. I za każdym razem Rosjanie musieli się zauważanie cofnąć. Tak było pod Izium, Łymaniem, Wowczańskiej i dwa razy pod Kupiańskiem oraz w Obwodzie Kurskim. Czy i tym razem będzie podobnie? Ukraińcy bardzo skutecznie utajnili wszelkie informacje. Jaki jest faktyczny zakres operacji i jakie siły wykorzystali Ukraińcy będzie można precyzyjniej określić za kilka dni, kiedy pojawi się więcej nagrań z frontu.
Rosyjscy milblogerzy twierdzą, że ich dowództwo w pośpiechu ściąga jednostki spod Pokrowska, przy czym problemy z łącznością satelitarną dodatkowo komplikują im zarządzanie sytuacją na froncie. Według rosyjskich żołnierzy na froncie panuje chaos. Zadziwiające, że mogą swobodnie publikować w mediach społecznościowych tego typu informacje.
Wkrótce jednak na froncie pojawią się nowe rosyjskie oddziały, które mogą zahamować ukraińskie postępy. Wiele zależy od czasu reakcji rosyjskiego dowództwa. Na razie jednak inicjatywa jest po stronie Ukrainy.
Walki pod Pokrowskiem i Myrnnohradem
Ukraińska operacja zaczepna na Zaporożu nie pozostała bez wpływu na sytuację na sąsiednich odcinkach frontu. Zwłaszcza w leżącym na północny-wschód rejonie Pokrowska i Myrnohradu, który niedawno był jeszcze najbardziej aktywnym odcinkiem. Zaporoże jednak stało się na tyle gorącym obszarem, że Rosjanie musieli zacząć przerzucać siły, aby ratować sytuację na południu. Miały zostać przerzucone bataliony 57. Brygady Strzelców Zmechanizowanych oraz będącego na zapleczu frontu 1466. rezerwowego pułku piechoty.
Z tego powodu w ostatnich dniach zauważalnie spadła intensywność rosyjskich ataków pod Pokrowskiem. Ukraińskie źródła wojskowe wskazują, że Rosjanie coraz częściej przechodzą tam do działań defensywnych, koncentrując się na utrzymaniu zajmowanych pozycji, a nie na wypychaniu wojsk ukraińskich na zachód.
Podobnie dzieje się na północno-zachodnim odcinku w rejonie Myrnohradu, gdzie jeszcze niedawno Rosjanie bardzo intensywnie atakowali, próbując zdobyć Rodyńskie. Nawet tam intensywność ostrzałów artyleryjskich oraz prób lokalnych ataków wyraźnie spadła, co umożliwiło Ukraińcom częściowe uporządkowanie obrony i rotację wyczerpanych pododdziałów. Nie oznacza to oczywiście, że zagrożenie minęło, jednak spadek częstotliwości walk jest wyraźny i wprost wynika z konieczności przerzutu rosyjskich sił na Zaporoże.
Podobnie dzieje się na innych odcinka, gdzie dotychczas toczyły się walki. Pod Kupiańskiem Rosjanie chwilowo zaprzestali niemal całkowicie jakiejkolwiek aktywności.
Problemy z łącznością
Od początku wojny Rosjanie mają problem ze środkami łączności. Początkowo korzystali z nieszyfrowanych krótkofalówek chińskiej produkcji, które można kupić w marketach. Radiostacje Azart, na które w 2012 r. wydali 240 mln dolarów nie są jednak kompatybilne z marketowymi krótkofalówkami. W dodatku Rosjanie bardzo ułatwiają Ukraińcom pracę, prowadząc łączność nieszyfrowaną.
W ten sposób stracili wielu wyższych oficerów. 8 marca 2022 r. Ukraińcy namierzyli sztab 41. Armii Ogólnowojskowej dzięki temu, że systemu łączności Era, którym posługują się Rosjanie, wykorzystuje sieć GSM. Ukraińcy sprawdzili aktywność rosyjskich numerów telefonii komórkowej, które były aktywne w pobliżu. Wkrótce później na cel spadły pociski artyleryjskie. W ataku zginął szef sztabu gen. mjr Witalij Gierasimow.
W niemal identycznych okolicznościach niemal rok później zginął były dowódca 98. Dywizji Powietrznodesantowej gen. mjr rez. gwardii Uljanow. Jako ochotnik poszedł na front, gdzie dowodził pułkiem zmobilizowanych strzelców zmotoryzowanych z Tatarstanu. Zginął, gdy przygotowywał uderzenie pułku w Donbasie.
Po odcięciu Starlinków okazało się, że takie mocarstwo, jak Federacja Rosyjska nie posiada własnych środków łączności satelitarnej. Na wyższych szczeblach dowodzenia Rosja dysponuje własnymi systemami łączności satelitarnej opartymi o wojskowe satelity serii Błagowiest, Meridian i Rodnik. Ich dostępność jest jednak ograniczona, przepustowość niewielka, a terminale nie są masowo dostępne dla jednostek liniowych. W praktyce oznacza to, że z tych systemów korzystają głównie sztaby operacyjne i strategiczne, a nie pododdziały walczące na pierwszej linii.
Na niższych szczeblach dowodzenia nadal wykorzystywane są krótkofalówki, albo system łączności C2, który Rosjanie skopiowali od Ukraińców. Problem w tym, że nadal do jego wykorzystania potrzebują sieci satelitów i terminali. Kreml pozyskuje je nielegalnie z Dubaju, Kazachstanu i państw Azji Południowo Wschodniej. SpaceX we współpracy z władzami ukraińskimi stworzył „białą listę” zatwierdzonych urządzeń, co pozwoliło na zablokowanie większości rosyjskich terminali na linii frontu i bezpośrednim zapleczu. Dlatego właśnie dotychczasowe postępy Ukraińców na południowym froncie są tak duże. Rosjanie bez łączności są jak dzieci we mgle.



