-
Ambasada USA w Libanie ewakuowała dziesiątki pracowników przez lotnisko w Bejrucie jako środek prewencyjny z uwagi na możliwy konflikt z Iranem w regionie.
-
Ambasada nie wydała jeszcze oficjalnego stanowiska, a LBCI Lebanon News oczekuje doprecyzowania informacji.
-
Narastają obawy o konflikt zbrojny między USA a Iranem, a Teheran uznaje żądania USA za zagrożenie.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Ambasada USA w Libanie „ewakuowała dziesiątki swoich pracowników przez lotnisko w Bejrucie” – poinformował w poniedziałek nadawca LBCI Lebanon News, dodając, że był to krok prewencyjny wobec oczekiwanego rozwoju sytuacji w regionie.
Ambasada nie przekazała dotąd mediom oficjalnego wyjaśnienia, ale LBCI stwierdził, że liczy na opublikowanie stanowiska placówki i doprecyzowanie informacji.
Decyzję tę określono jako prewencyjną i powiązano ją z ewentualnymi reperkusjami możliwego ataku USA na Iran i regionalnego konfliktu zbrojnego.
USA – Iran. Widmo konfliktu na Bliskim Wschodzie
Wcześniej w poniedziałek MSZ Indii zaapelowało do swoich obywateli o opuszczenie Iranu „dostępnymi środkami transportu, w tym lotami komercyjnymi” – poinformowała ambasada tego kraju w Teheranie na platformach społecznościowych.
Obawy przed możliwą wojną narastają, mimo że na czwartek zapowiedziane są amerykańsko-irańskie rozmowy. Jednak zdaniem dziennika „New York Times” rządzący Iranem autorytarni duchowni uważają, że ustępstwa, których domagają się USA, mogłyby stanowić zagrożenie dla ich podstawowej ideologii tak znaczące, że byłyby większym zagrożeniem dla przetrwania teokratycznego reżimu niż podjęcie ryzyka wojny.
– Unikanie wojny jest priorytetem, ale nie za wszelką cenę – ocenił w rozmowie z gazetą Sasan Karimi, politolog z Uniwersytetu w Teheranie, który pełnił funkcję wiceprezydenta ds. strategii w poprzednim irańskim rządzie.
– Czasami państwo polityczne, zwłaszcza ideologiczne, może ważyć swoje miejsce w historii równie mocno, a nawet mocniej, niż jego doraźne przetrwanie – stwierdził.
Wrze na linii USA – Iran. „Kością niezgody” broń jądrowa
Administracja Donalda Trumpa utrzymuje, że chce, aby Iran zgodził się na rezygnację ze wzbogacania uranu (od lat wzbogaca go do poziomu przekraczającego potrzeby wszelkich cywilnych zastosowań), aby mieć pewność, że nie będzie mógł zbudować broni jądrowej.
Przedstawiciele USA nalegali również na ograniczenie zasięgu irańskich pocisków balistycznych i zakończenie wsparcia udzielanego przez Iran sojuszniczym milicjom w regionie.
Dla Iranu, który twierdzi, że jego program nuklearny służy wyłącznie celom pokojowym, wzbogacanie uranu jest prawem, którego najwyższy przywódca polityczny i duchowy, ajatollah Ali Chamenei broni i którego władze nie mogą porzucić.
Iran uważa również posiadanie pocisków rakietowych, które mogą sięgnąć aż do Izraela, za kluczowe. Jeśli irańscy przywódcy ustąpią w tych kwestiach, „w rzeczywistości podważą istnienie samego reżimu” – powiedział „NYT” Danny Citronowicz, ekspert Atlantic Council. – Myślę, że nie mają innego wyjścia, jak tylko postawić na stronę militarną – dodał.
-
Świat na krawędzi nowej wojny. Trump ogłasza, „płynie kolejna armada”
-
Polska reaguje na sytuację w Iranie. Ambasador wezwany do MSZ













