Pamiętajcie, że przeczytaliście to tutaj po raz pierwszy: leitmotivem najbliższej kampanii parlamentarnej nie zostaną bezpieczeństwo, demografia czy reforma ochrony zdrowia. To będzie kampania o Ukraińcach.

Nie o faktach, rzecz jasna, ale o chochole wykreowanym na Kremlu, rozpowszechnionym przez pożytecznych idiotów i otwarcie prorosyjskich polityków. Ukraińcy będą w tej opowieści jeździli Lexusami, zabierali Polakom miejsca pracy, wypychali ich z kolejek do lekarza i pozbawiali imponderabiliów. Ktoś rzuci może, że przybysze zza wschodniej granicy odpowiadają za blisko 3 proc. naszego PKB, lecz zasadniczo spodziewałbym się wyścigu, kto bardziej postara się uprzykrzyć im życie.

Próbkę tej rywalizacji widzieliśmy w ostatnich tygodniach. Polskie imperium napuszyło się tak, że prawie wybuchło, gdy ukraiński influencer podjechał Corvette pod Morskie Oko, a jego rodak wyłowił suma z jeziorka Balaton na warszawskim Gocławiu. Konferencja Episkopatu ani rząd co prawda na tę okoliczność się nie zebrały, ale przynajmniej w pierwszym przypadku premier zareagował osobiście, bo, co oczywiste, influencer w Corvette rozjechał polską rację stanu.

Obaj Ukraińcy złamali prawo i zasłużyli na kary. To bezdyskusyjne. Rzecz w tym, że deportacja i zakaz wstępu do krajów strefy Schengen na pięć lat to niejedyna sankcja, jaką polskie państwo dysponuje. I że dobrze byłoby jednak dostosowywać karę do wykroczenia. Równość wobec prawa to też nie jest jakiś wymysł, tylko reguła zapisana w naszej konstytucji. A brakuje dowodów na to, że Polacy za podobne wykroczenia są karani równie surowo.

Ostatnie zdania są wyjątkowo naiwne, wiadomo przecież, że w obu przypadkach nie chodziło o sprawiedliwość, tylko o manifestację. Oto twardy polski rząd pokazuje Ukraińcom, gdzie ich miejsce. Owszem, gościmy was, ale nie liczcie na to, że będziecie traktowani na równi z Polakami.

Z jednej strony można zrozumieć, co chce osiągnąć koalicja 15 października, z drugiej jest jednak dziwne, że można kolejny raz robić to samo i oczekiwać innych rezultatów.

Jest taka część mnie, która rozumie, dlaczego rząd robi to, co robi. Wybory za pasem, a badania są jednoznaczne. Coraz mniej respondentów ocenia obecność Ukraińców pozytywnie, a coraz więcej — negatywnie. Kiedy na początku roku CBOS zapytało, czy Polska powinna przyjmować uchodźców z terenów objętych wojną, „tak” odpowiedziało 48 proc. To najgorszy wynik od początku pomiarów, czyli od aneksji Krymu w 2014 r.

Makiawelizm ma jednak sens tylko wtedy, jeśli masz pewność, że ci się opłaci. Wątpię, by koalicja 15 października mogła wygrać wyścig na antyukraińskość choćby z PiS, o Grzegorzu Braunie nie mówiąc. Doskonale też pamiętam, gdy Rafał Trzaskowski, wówczas jeszcze murowany faworyt wyborów prezydenckich, wyskoczył z propozycją odbierania 800 plus Ukraińcom. Żeby nie znęcać się już nad prezydentem Warszawy, napiszę tylko, że nienajlepiej się ten pomysł zestarzał.

Na poziomie faktów koalicja 15 października rozwiązuje problem, który nie istnieje. Polska nie ma kłopotu ani z przestępczością wśród Ukraińców, ani z pochodzącymi stamtąd „welfare queens”, czyli osobami żyjącymi z zasiłków. Z danych wynika, że Ukraińcy więcej do ZUS wpłacają, niż pobierają. A na każdą złotówkę otrzymaną w ramach 800 plus wpłacają do budżetu 5,40. Realnym problemem Polski będzie natomiast moment, w którym skończy się wojna i Ukraińcy wrócą do siebie. Kto ich zastąpi? Przecież wiadomo, że bez nich Polska nie da rady utrzymać takiego tempa wzrostu jak dziś. Może lepiej sprawić, by czuli się u nas jak najlepiej, i starać się ich zachęcić do pozostania?

Najgroźniejsze w tej całej opowieści jest natomiast to, że scenariusz polskiej kampanii parlamentarnej jest pisany w Moskwie. Władimir Putin nie musi nawet najeżdżać naszej wschodniej granicy, by destabilizować sytuację wewnętrzną. Zostawmy to, czy taki był plan: nie trzeba być wybitnym strategiem, by przewidzieć, że w homogenicznym kraju nagły przyjazd kilku milionów ludzi na dłuższą metę wywoła niepokoje społeczne i stanie się tematem politycznym. Polki i Polacy i tak na początku zdali egzamin, przyjmując gości ze wschodu. Później państwo nie potrafiło jednak tej pozytywnej emocji zagospodarować. Dziś podąża za tłumem, kierując się doraźnym interesem politycznym, za co zapewne przyjdzie nam jeszcze zapłacić.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version