– Porozumieliśmy się z panem Wochem (…), że będziemy współdziałać w celu wspólnego wystąpienia formacji prawicowych w Senacie – mówił Jarosław Kaczyński w trakcie środowej konferencji prasowej zorganizowanej w siedzibie partii przy ulicy Nowogrodzkiej.
– Forma tego wystąpienia, czy to będzie bezpośredni sojusz, czy komitet społeczny, który zainicjuje wspólne działanie, nie jest jeszcze przesądzona. Tutaj potrzebne są szersze rozmowy, my opowiadalibyśmy się za komitetem – dodał prezes PiS.
Sam Woch określił sojusz jako „logiczną decyzję”, dodając jednocześnie, że jego ugrupowanie jest „oddolnym ruchem konserwatywnym, już od wielu lat, jednoczącym różne środowiska”.
Pakt z Braunem w „szerokim froncie gaśnicowym”. „Był trochę wyszydzany”
Nazwisko Marka Wocha zyskało na popularności w związku z zeszłorocznymi wyborami prezydenckimi. Niemal nieznany kandydat pojawiał się na debatach telewizyjnych, co naturalne, zwiększając jego rozpoznawalność.
Sam wynik nie był jednak zaskoczeniem, 18 338 głosów dało w skali całego kraju wynik 0,09 proc. i ostatnie miejsce.
Pochodzącemu z Kąkolewnicy (woj. lubelskie) politykowi nie podcięło to jednak skrzydeł. Jak mówi w rozmowie z Interią jego były współpracownik, 48-latek poczuł, że jego dotychczasowe hobby, jakim była polityka, może zamienić się w pracę.
– On jest bardzo pracowitym gościem i jego pracę widać. Szczególnie w Polsce powiatowej, gminnej, na małych lokalnych spotkaniach. On sam niedawno mi mówił: „Słuchaj, ja w ostatnim czasie zrobiłem 100 tys. kilometrów. Teraz zaczynam kolejne 100 tys.” – wspomina nasz rozmówca.
Oddolna praca miała przynieść korzyści w postaci dołączenia do tzw. „szerokiego ruchu gaśniczego” tworzonego przez Grzegorza Brauna i jego środowisko. Oficjalna współpraca została ogłoszona w październiku 2025 roku. – Trochę żeśmy spiskowali politycznie z Grzegorzem Braunem i doszliśmy do porozumienia – mówił wówczas.
Wspomniana współpraca miała dotyczyć zbliżających się wyborów do Senatu. Zdaniem współpracownika Wocha, Konfederacja Korony Polskiej zdawała sobie wówczas sprawę, że nowy sojusznik ma za sobą wielu lokalnych działaczy, którzy będą potrzebni do zapełnienia list.
– Braun to traktował tak: „A wiesz, może bierzemy wszystkich” – wspomina. – To był czas, gdy do Brauna dołączali różni ludzie np. Mateusz Piskorski, była zapowiedź współpracy z Korwinem – dodaje, jednocześnie podkreślając, że od samego początku Marek Woch nie był traktowany przez to środowisko „poważnie”.
– Powiedziałbym wręcz, że był trochę wyszydzany – stwierdza rozmówca Interii, podkreślając, że w pewnym momencie było to wyczuwalne dla samego zainteresowanego, który zaczął ograniczać swoje uczestnictwo w wydarzeniach pod szyldem Korony.
Od Brauna do Kaczyńskiego. Od centrum do skrajnej prawicy
Jak to możliwe, że polityk otwarcie współpracujący z Braunem w ciągu kilku miesięcy zmienia front i widzi swoją przyszłość w sojuszu z Prawem i Sprawiedliwością?
Według byłego współpracownika Marka Wocha złożyły się na to dwie okoliczności. Pierwsza to prezentowane przez niego w mediach poglądy, a druga to wewnętrzna walka w PiS.
– On jest tym skrzydłem pomiędzy centrum a Konfederacją. Trochę mówi o dobrowolnych składkach ZUS, jednocześnie nie ucieka od tak zwanej wrażliwości społecznej, o której często mówił Mateusz Morawiecki. Właśnie dlatego pasuje do wielu środowisk, bo w każdym znajdą coś, co będzie im pasowało, a sam Marek unika radykalnych pomysłów, co tym bardziej mu pomaga – tłumaczy.
Drugą kwestią, zdaniem rozmówcy Interii, są tarcia pomiędzy frakcjami w PiS. Do eskalacji dochodzi w środę, kiedy kierownictwo partii ogłasza ultimatum dla posłów będących członkami „stowarzyszeń, fundacji i innych organizacji o charakterze politycznym”. Mają oni siedem dni na rezygnację by odejść z tych środowisk, w innym wypadku zostaną usunięci z ugrupowania.
Wspólna konferencja Kaczyńskiego z Wochem organizowana o godzinie 13, decyzja Prezydium Komitetu Politycznego PiS ogłoszona chwilę przed godziną 18. Według byłego współpracownika Wocha, nie ma w tym żadnego przypadku.
– Woch od jakiegoś czasu był wzmacniany przez obecność w PiS-owskich mediach. Nadawano mu pewną rangę, którą prezes Kaczyński może chcieć wykorzystać. Prawdopodobnie uznano, że można stworzyć z Marka kogoś, kto zatrzymałby odpływ wyborców, bo jest czymś świeżym, czymś nowym, ale ze znanymi już dla elektoratu poglądami – twierdzi.
– Kaczyński ewidentnie wyciągnął lekcję z 2023 roku, że nie może ignorować potencjalnych koalicjantów. Marek Woch jest teraz „przyjacielem w interesach”. Warto też zauważyć, że jego ruch od pewnego czasu zbierał „polityczne odpady” z Konfederacji Korony Polskiej. Działacze, którzy odchodzili od Brauna, natychmiast byli brani pod skrzydła Bezpartyjnych Samorządowców – dodaje.
Podsumowując swoje wspomnienia i analizę politycznych działań Wocha, rozmówca Interii wskazuje na „obopólne korzyści ze wskazaniem na PiS”.
– Sam Marek Woch dostaje strzał energii do rozbudowywania swojego ruchu, jeżdżenia po kolejnych spotkaniach, odwiedzania mediów. Jarosław Kaczyński zyskuje małego sojusznika, ale w którym widzi potencjał na zyskiwanie wyborców zniechęconych już do Mentzena, Bosaka czy Brauna i jednocześnie zatrzymania tych, którzy myślą od zmianie formacji, na którą zagłosują. Nie ma też wątpliwości, że zyskał straszak na nieposłusznych posłów, przypominając im, że nie są niezastąpieni, a w szerokiej koalicji są ludzie z poglądami bardzo podobnymi do ich, ale z potencjałem na wypromowanie i zajęcie stołka – zauważa.
Marcin Jan Orłowski


