Jak to się stało, że Jacek Kurski się obronił, choć było już blisko zawieszenia? Po prostu „harcerze” Morawieckiego przedobrzyli, a prezes Kurskiego lubi. Autorzy podcastu „W związku ze śledztwem” opowiadają o wojnie w PiS-ie, która jeszcze się nie skończyła i raczej szybko nie skończy.

Czy Kostecki naprawdę powiesił się w celi? Nowy świadek w sprawie

Wszystko zaczęło się od wielkiej awantury „maślarzy” z „harcerzami” o Terleckiego stoczonej przed kamerami TVN. Najpierw Sebastian Kaleta przerwał wywiad Ryszarda Terleckiego dla TVN, wchodząc byłemu szefowi klubu w słowo i wygłaszając obronę Zbigniewa Ziobry, potem Terlecki odpowiedział „gównażerią”. I wybuchła wojna — toczona publicznie w social mediach. „Maślarze” oskarżyli „harcerzy” o ustawkę z TVN-em i nakręcanie wewnętrznej awantury. „Harcerze” zirytowani, że Mateusz Morawiecki znowu jest na celowniku a konkurencja zaczyna używać hasła „SAFE = KPO2”, ruszyli bronić Terleckiego. Wreszcie wkroczył prezes i walnął pięścią w stół, oczywiście na portalu x.

„Szanowni Państwo, w związku z ostatnimi publicznymi wypowiedziami niektórych członków PiS informuję, iż każdy, kto zabierze w tej szkodliwej dyskusji głos, niezależnie od zasług i partyjnej pozycji, zostanie zawieszony w prawach członka PiS, co będzie miało oczywisty wpływ także na jego polityczną przyszłość. Takie zachowania skrajnie szkodzą Polsce i PiS” — napisał rękami Radosława Fogla Jarosław Kaczyński i zapadła cisza. Ale wyłacznie w social mediach.

Dwie godziny po wpisie prezesa PiS Jacek Kurski poszedł do jednej z prawicowych telewizji i powtórzył to, co „maślarze” mówili od rana „”SAFE to KPO2 i jest to kolejny kredyt. Na KPO nie było zgody środowiska politycznego obecnego prezesa, a na SAFE nie ma zgody obecnej opozycji”. „Harcerze” wycięli bardzo precyzyjnie ten fragment i zaczęli rozsyłać go dziennikarzom i działaczom.

— Niech pani popatrzy, co tam się wydarzyło. Po samej rozmowie Jacka nie było żadnej reakcji. Reakcja pojawiła się dopiero po weekendzie. Bardzo mocno panowie nad tym pracowali — opowiada osoba z frakcji „maślarzy”. „Harcerze” polowali na Kurskiego już od jakiegoś czasu i próbowali przekonać władze partii kilkukrotnie, że trzeba się pozbyć byłego prezesa TVP. Źródło tej wzajemnej niechęci jest dość jasne — Jacek Kurski napisał raport, który już w styczniu 2024 trafił do prezesa. Udowadniał w nim, że porażka wyborcza była winą Morawieckiego i jego środowiska.

Wróćmy jednak do aktualnej odsłony konfliktu. Po weekendzie sprawa zaczęła już być bardzo poważna, bo „harcerzom” udało się przekonać prezesa, że dla przykładu Kurskiego trzeba zawiesić. I że to zrobi wrażenie, bo przecież Kurski to nie jest byle kto.

Prezes właściwie już miał sprawę przemyślaną i był skłonny ogłosić zawieszenie Kurskiego, ale frakcja Morawieckiego popełniła fundamentalny błąd. Tak bardzo nie mogła doczekać się sukcesu, że zaczęła informować dziennikarzy, że Kurski zostanie zawieszony.

— Wie pani doskonale, co zawsze dzieje się w takich chwilach. Jacek uderzył bezpośrednio do prezesa. Zawsze to robi i w dodatku wie coś, czego chyba ci drudzy nie wiedzą, że prezes słucha tego, z kim rozmawiał ostatnio. Dlatego Jacek próbował się z nim skontaktować, skutecznie, aż do 13. z kawałkiem. Pokazał mu „dowody”, że „harcerze” go nakręcają — słyszymy opowieść z Nowogrodzkiej.

Tym dowodem miał być zapis całej rozmowy z Kurskim z piątku, gdzie były szef TVP mówi, że Kaczyński ma rację, że nie wolno wyciągać wewnętrznych konfliktów na zewnątrz i że nie można atakować członków własnej partii, w tym Zbigniewa Ziobry, bo „PiS nie zostawia rannych kolegów na polu bitwy”. Prezesowi musiało się to spodobać. Zwłaszcza, że Kurski i Ziobro też mają za sobą historię konfliktu. W dodatku prezes miał też usłyszeć od „maślarzy”, że „harcerze” próbowali „wrobić Kurę”.

Kaczyński ma do Kurskiego słabość, której najwyraźniej wewnętrzna konkurencja nie doceniła. Były prezes TVP jest w orbicie prezesa PiS od ponad 30 lat – od czasu, kiedy jako bardzo młody dziennikarz, a potem polityk, stanął u jego boku przeciwko Lechowi Wałęsie. Takich atutów nigdy nie będzie miał ani Morawiecki, ani żaden z jego ludzi.

Prezes zawsze pozwala Kurskiemu wrócić, niezależnie od tego, czy Kurski porzuca go dla LPR-u, czy dla Solidarnej Polski, czy dla pracy w Brukseli. Zawsze, gdy Kurski dowiaduje się, że ktoś chce mu zaszkodzić, jedzie prosto do prezesa i załatwi swoją sprawę osobiście, w ostateczności dzwoni. Kaczyński przeważnie mu ulega. Tak było i teraz.

„Harcerze” wybierając sobie na cel właśnie Jacka Kurskiego, chyba naprawdę sądzili, że tym raczem mają mocne karty i że mogą to skutecznie rozegrać. Pomylili się i będzie to bardzo kosztowna pomyłka, bo wojna wewnątrz partii teraz już na pewno nie ucichnie.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version